Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google

Niemal rok temu cieszyłem się z przyjęcia na UJ - wbrew wszystkiemu, co mi przepowiadano, a nawet - w co sam zacząłem wierzyć. Niech mnie gęś kopnie, jeśli spodziewałem się, jaka to będzie rewolucja. Uczelnia, do której chce się chodzić z racji na zajęcia, a nie uczęszczających - zupełnie odwrotnie, niż za czasów LO. Swój zachwyt opisywałem już kiedyś (teraz bym do tego dodał kilka razy tyle, zaś UJ nie zamienił nawet na wymarzony Princeton).

Swój zachwyt głosiłem wszem i wobec, aż w końcu wymyśliłem - zorganizować spotkanie "licealiści konta studenci" w moim LO. Sposób na propagandę, a na dodatek poznanie mnóstwa nowych ludzi ;) Poszedłem więc do LO - odzew władz był bardzo pozytywny. Gorzej ze studentami - ci cały czas się uczyli i robili ogólnie wszystko, co zbędne. Przekładanie z tygodnia na tydzień... W tym czasie pojawiła się okazja uczestniczenia w Dniach Otwartych UJ, z której skorzystałem - coby sprawdzić, jak się nadaję na gadanie o tej uczelni ;) W końcu trafiło mnie, ustaliłem deadline na 25 kwietnia i zorganizowałem wykładzik ;) Publika była średnio liczna (ok. 50 osób), bowiem trzecie klasy już były po klasyfikacji. Studentów, prócz mnie, przyszło sztuk jeden. Niemniej, sam wykład był, myślę, bardzo przyjemny dla obu stron, w miarę śmieszny i konkretny. Skecz, pisany na godzinę przed akcją, był następujący:

  1. Co miało być, a co jest. Kontakt w razie czego. Czego się dowiecie…
  2. Matura – co, gdy się nie zdaje lub obleje (studium zazwyczaj płatne)
  3. WKU 3 razy: maturalne, złożenie papierów, przyjęcie
  4. Składanie papierów: ilość podań, notariusz w AP
  5. Rekrutacja: załóżcie terminarze, listy rezerwowe
  6. Przyjęcie: legitymacje, ubezpieczenie ~30zł
  7. Terminy: wydział, kierunek, specjalność (specjalizacja), kolokwium (przekładanie bez problemów), kolokwium zaliczeniowe, sesja, wykłady, ćwiczenia/laboratoria/pracownia, sesja poprawkowa, dziekan, prodziekan, rektor, prorektor, dziekanat (sekretariat), ilość zajęć i przedmiotów w tygodniu, starosta, warunek (w zależności od wydziału), punkty ECTS, index, zakładanie konta w bibliotekach (8zł bez legitki elektronicznej), system ocen
  8. Studiowanie: e-mailowanie, fora roków, materiały w necie, zeszyty (ich brak), nieobecności (bez czepialstwa, 2nieuspr), książeczka zdrowia teorią, WF (tylko na stacj. dziennych; sekcje), zaliczanie eksternistyczne przedmiotów, odpytywanie przy tablicy na ocenę NIE na UJ
  9. Studia: stacjonarne, niestacjonarne, licencjackie, magisterskie, inżynierskie (nie ma na UJ), w syst. Sob-nd.
  10. Różnice między tymi samymi kierunkami na wydziałach
  11. Specjalności lub bloki programowe na 3. roku
  12. O samych uczelniach: AE, AGH (kilka ciekawych wydziałów), AP, AR, AWF, ASP, PK, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna, KSW, WSZiB, UJ (luzy na zajęciach, opóźnienia dozwolone, regulamin zmieniony że nie można wylecieć na 1. sesji, warun na 1 .roku).
  13. The End. Any questions – priv or mail/gg.

Podsumowując, myślę, że dla osób dostających się teraz na studia jest to świetna okazja do poznania, pokazania się, poćwiczenia... W moim przypadku motywacją była chęć poznania nowych ludzi, zdobycia jakiegoś nowego doświadczenia, czy wreszcie - odpłacenia swojemu liceum za, bądź co bądź, wpojenie poziomu wiedzy, przy którym kozaki z czołowych krakowskich liceów wymiękają. Poza tym, chciałem (i wciąż chcę) prowadzić serię wykładów na UJ - musiałem sprawdzić, czy nie mam tremy ;) Poza tym, że miejscami się lekko mieszałem i odbiegałem od tematu, nie było źle. Zdecydowanie polecam takie akcje.

Zaraz po zakończeniu wykładu wparował kolejny student (brawo za wyczucie czasu), z którym ruszyłem jego bryką na Kraków... i nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie to, że uświadomiłem sobie, iż jeśli ktoś inny siedzi za kółkiem, frajda może być przednia dla pasażera. Pozdrawiam wszystkich, na których darłem mordę na przystankach w stylu "iiiiihaaaaa", włączając w to robotników :P Na następny dzień ból gardła, ale co tam... 25 kwietnia 2007 - worth memoring ;)

Właśnie wróciłem z ogniska.

Tak, z ogniska :) Z ciekawszych rzeczy... mówiłem o tym, czym jest ciałka oraz o tym, jak Aragorn przykładał ucho do głowy ;)

Jeśli pogoda się nie zmieni, kolejne ognisko po powrocie z Irlandii - 30 grudnia :)

W poprzedni weekend miałem plan na sobotę: zrobić niespodziankę urodzinową mojemu koledze Bartkowi wraz z jego dziewczyną i znajomymi. Nieszczęśliwym trafem, akcja nie wypaliła: kolega nie miał czasu, a jego dziewczyna, która podjęła się organizacji, również coś nie przypasowało jak należy. Całą akcję przełożyliśmy wstępnie na niedzielę, mimo, że na poniedziałek miałem zapowiedziane kolokwium z logiki i teorii mnogosci o 8:30. Spałem do 14:00, zaś o godzinie 16:30 pojechałem samochodem do Podłęża. Pogoda fatalna, dzień wyborów (w których zresztą udziału nie wziąłem, a nawet jakbym chciał, to dosłyszałem w tv podczas snu, że w Wieliczce nie wydrukowali jednego kandydata, więc wybory się zaczną od 17:00 do 2:00)... Chwilę poczekałem, podjechał samochód z resztą osób. Jedna poszła do kościoła opodal, pomodlić się (wow...), druga pojechała po swoją dziewczynę, zaś dziewczyna kolegi została ze mną w ciemnym aucie: musieliśmy zaszyć się w szczerym polu i czekać na powrót solenizanta. Zaskoczyliśmy Bartka w drzwiach, zaś impreza w pełni wypaliła - było super :) Do domu wróciłem koło 22:00, a skutkiem internetu, spałem tej nocy jedną godzinę.

Rano pojechałem na kolokwium... zwaliłem sprawę, a zadania były banalne, jednak to nie wina imprezy. Mniejsza. Przetrwałem pierwsze 6 godzin ćwiczeń i zaczęło się zmęczenie... potworne zmęczenie. Poszedłem na rynek coś zjeść, mając dwugodzinną przerwę. Perspektywa nudnego wykładu z wstępu do architektury komputerów nie była zbyt ciekawa. W Empiku książki Pratchetta Terry'ego wciąż po ponad 25zł - dużo za dużo, bym mógł sobie na jakąś pozwolić. Poszedłem jeszcze zajrzeć do przyjemnej knajpki chilloutowej Pergamin na ul. Brackiej i po drodze trafiłem do Centrum Taniej Książki. Tamże pierwsza część sagi, "Kolor Magii" za jedyne 9zł! Inne pozycje dwa razy tańsze niż w Empiku - byłem w conajmniej lekkim szoku. Kupiłem więc rzeczoną knigę, a dotarłszy pod budynek mojego wydziału spostrzegłem, że mam jeszcze 30 minut do wykładu. Ponieważ było dosyć chłodno, a ja zaparkowałem tuż przed uczelnią, wlazłem do auta i zacząłem czytać... o 16:30 obudził mnie kolega, który akurat nie zdążył na wykład :) Tym sposobem przespałem się jak wzorcowy student - w czasie wykładu, centralnie przed budynkiem :) Nawet niektórzy mnie rozpoznawali... potem przychodziły SMSy w stylu "podobno lubisz sypiać w samochodzie" ;) Cóż, jakoś się wybudziłem i o 18:00 poszedłem na dosyć istotny wykład z logiki i teorii mnogości. Następnej nocy spałem 14 godzin...

[23:10:03] Pawel L.> hehe dobra starczy tych dowcipów
[23:10:09] Pawel L.> to jest porządne gg
[23:10:37] Pawel L.> ej a bedzie tam na czym siedziec
[23:10:38] Pawel L.> ?
[23:10:52] Pawel L.> tylko bez głupich tekstów
[23:10:52] ZaR> no na dupie
[23:11:00] Pawel L.> noo prawie ci sie udało
[23:11:03] ZaR> :p
[23:11:04] ZaR> 2 late
[23:11:05] ZaR> :)
[23:11:13] Pawel L.> bedą ławki ,pienki albo cos
[23:11:22] Pawel L.> :P
[23:11:24] ZaR> to Ty na panienkach siadasz?
[23:11:37] Pawel L.> pieńki
[23:11:41] ZaR> o kurwqa
[23:11:42] ZaR> :p
[23:11:49] ZaR> mowilem ze jestem radosny dzis :d
[23:11:52] Pawel L.> masz cos z okiem..mam nadzije ze k**** nie maczał
 w tym ..ee niewazne
[23:12:01] ZaR> :D
Planowany wyjazd na snowboard: z rana. Rzeczywista godzina wyjazdu: 16:00, czyli w standardzie mojej rodzinki :) Miło się jedzie po pustej drodze... no, może w połowie pustej, bo do Krakowa jak zwykle korki nieziemskie :) Taka godzina wyjazdu i powrót chroni przed takimi spodziankami. Tak czy siak, jak zaczęło kropić w Wieliczce, tak lało już w samym Zakopanem :/ Z góry śniegu obecnej tydzień temu mało co zostało. Wprawdzie na stokach biało, jednak ani ludzi, ani działających wyciągów, ani muzyki, ani pogody... aż się nie chciało, mimo ogromnej ochoty :/ Zmiana planów na Łysą Polanę oczywiście nie wypaliła - jako jedyny wziąłem paszport. Cóż więc zostało? Ruszyć na puste Krupówki. Po oscypki (sztuk 28) oraz do McDonalda narobić trochę wiochy :) Obżarłem się na maxa dwoma FishMacami i Shake'iem (gdzie te czasy pojemnego brzuszka na 4 rybki + kurczak?). Podsumowując, wypad jak na Floriańską w Kraku. Plus oscypki i uroki jazdy Fiatem Palio Weekend. Te dwa ostatnie powodują, że dzień jednak nie zaliczam do straconych. Obym tylko miał jeszcze w tym miesiącu okazję pojeździć na snowboardzie... nie przeżyję 3 lat przerwy :/ Oby znów było biało...
Byłem dziś u znajomych, z którymi zaliczyłem Turcję i Grecję. Piękne wspomnienia, mowy o polityce, pracy, szkole... słowem kupa śmiechu... i, co istotne, wyrażenie chęci zaliczenia jakiegoś odległego kraju w tym roku :) Okazało się, że ostatnio ciśnienie lekko podskoczyło panowi tamtejszemu domu. Wydał więc 180zł (!) na urządzenie robiące automatyczny pomiar, sprawdzające rytm serca itp.. Moje ciśnienie wyniosło 161/72 - takie, przy jakim lekarz zalecił właścicielowi leczenie :) Czułem jednak buchające serce w tamtych chwilach, bowiem emocje wzbudzane podczas rozmowy z tymi ludźmi są zaiste spore :) Doradzono mi czuwanie nad swoim ciśnieniem...

Refleksję mojego taty z dzisiejszego wieczoru uważam za wartą zapisania. Doszedł on bowiem do wniosku, że rozwój mediów spowodował drastyczne zmniejszenie świadomości powagi wydarzeń lokalnych. Niegdyś ważne było, kto umarł we wsi. Pamiętało się, kto zginął w walce między wsiami. Ludzie spędzali długie lata rozmyślając, "co Chrystus chciał przekazać, unosząc rękę pod takim kątem", rozmyślali nad przesłaniami Mickiewicza. Obecnie każdego dnia media informują nas o istotnych, wielkich wydarzeniach. Nie mamy jednak nawet w pełni czasu przemyśleć ich, bowiem już podsuwane nam są kolejne informacje. Tym samym na ważności tracą wydarzenia lokalne - nie istotne jest już, że ktoś w mieście umarł. Przecież gdzieś indziej są dużo większe liczby, robiące wrażenie. Poza tym, oto nadchodzi następna informacja, jeszcze świeższa i istotniejsza, niż poprzednia. Mało kto już mówi o zawaleniu się dachu na tagrach w Katowicach (śmierć bodajże 66 osób), bo tą informację zastąpiła świeższa - o większej liczbie ofiar zawalenia się dachu w Moskwie. Możnaby dojść do wniosku, że wydarzenia są tak szybko nam podsuwane, że nawet przyjście Jezusa by nie wywołało większego poruszenia. "No tak, zbawił. Następna informacja, dalej!". Siedzimy więc w fotelach i powiadamy: "Patrzcie (wskazując na TV), TU jest prawdziwa powódź! Co mi tam, że mam wodę pod progiem, to żadna powódź!".

Powrót... Komunikator otworzyłem o godzinie 23:10... z dziesięciu pozostawionych wiadomości otworzyłem najpierw tę, która okazała się łańcuszkiem... co ciekawe, znajdował się w nim przypis: "Przeslij te wiadomosc do swoich przyjaciól i cos dobrego przydarzy ci sie jeszcze dzis wieczorem, do godziny 23:11". Hm. What are the odds?
Oj dzialo sie wczoraj, dzialo. O 19:30 ruszylem z kumplem (Bartek) do naszego drivera, Macka. Do naszej trojki dolaczyl jeszcze Michal i jedziemy... na miejscu bylismy o 20:00. Wchodzimy - luda nawet niewiele. Nie marnujac czasu wzielismy sie za billard, jako ze tor bowlingowy udalo nam sie zaklepac dopiero na 22:30. Pierwsza partia: rozbijam, wpadaja 2 polowki. Ubijam je od razu do konca, czarna zostawiam. Podchodzi przeciwnik - nic. Podchodzi moj partner i czarna laduje w zlej luzie :P Szybka partia :) 2 godziny i 44zl pozniej okazalo sie, ze jestesmy w miare na rownym poziomie. Skonczyl nam sie czas, wiec uderzylismy w bowling. Na szczescie znalazly sie wolne tory. Podchodzi Michal. Zamach... i gleba na cudzy tor :D Kolejny w kolejce bylem ja.. zamach... i mi cos strzelilo w srodkowym paluchu :) Jak sie potem okazalo, pekla mi zyla a paluch niestety spuchl i boli poteznie... pozostale 2 godziny kregli musialem wiec wymeczyc lewa reka... a szlo mi nawet niezle jak na nowicjusza wsrod wyjadaczy - dwa razy drugie miejsce z otarciem sie o pierwsze, raz trzecie i niestety czwarte w ostatniej, niedokonczonej rundzie. Bowling jest extra :) Jak skonczylismy, zrobila sie 12... troche juz bylismy zmeczeni, a i kasy poszlo nie malo (sam bowling 132zl), wiec ruszylismy do McDonalda... ten w Plazie juz zamkneli, wiec sie skierowalismy do wyjscia. Po drodze minelismy bardzo przyjemna dyskoteke (free oczywiscie). McDonald na Plaszowie zamkniety, a ze wiekszosc chciala wejsc a nie korzystac z McDrive'a, ruszylismy pod rondo Mateczny. Tam drzwi zamkneli nam pod nosem, wiec i tak musielismy siedziec w autku. Pojedlismy solidnie i kolo 1:15 bylem juz w domu... Impreza, jak zgodnie stwierdzilismy, wypalila w 100%. Ludzie fantastyczni, miejsce i atmosfera tez. Bez alkoholu tez bawic sie mozna wysmienicie. Za tydzien powtorka z piatku na sobote... zas z soboty na niedziele - studniowka. Bedzie sie dzialo :)
Nie sadzilem, ze jestem do tego zdolny. W poludnie sprawa malowala sie jasno - nie ma sensu robic sylwka na ktorym jest niedobor panien. Olalismy sprawe. Odtad wiekszosc zaczela szukac czegos zastepczego, wiekszosc znalazla. Ja nawet nie szukalem - bylem wpieniony i zupelnie nie w nastroju. Jednak o 23:00 kolega wyslal mi smsa, ze udalo mu sie wbic na impre, zebym ja tez gdzies sprobowal. Potem, o 23:10 kolezanka ktora rozmawiala z tym kolega, bo akurat trafili na ta sama impreze, i ktora wczoraj zgodzila sie isc ze mna na studniowke, zaczela mnie przekonywac smsami. Tym sposobem poszla mi karta numer 3 w ciagu tygodnia. O 23:25 ostatnia z kolezanek ktora miala zostac w domu napisala mi, ze wybywa. Tak nie bedzie - stwierdzilem i o 23:45 jechalem juz taksowka do blizej nieokreslonego miejsca w blizej nieokreslonych Dziekanowicach. 70zl w plecy. Wejscie na impre 20zl. Wspaniale moze nie bylo, bo malo ludzi znalem i szybko sie zwineli, ale przynajmniej pochatowalem dobrze z w/w kolezanka... Na Wigilie 3 osoby powiedzialy mi cos, czego w zyciu o sobie nie slyszalem i bym nie powiedzial - ze jestem spontaniczny. Dzis zaskoczylem samego siebie i z tego jestem najbardziej dumny.
No i po Festiwalu :) W tym roku było ciekawie, chociaż nie zdołałem się załapać nawet na 50% tego, co planowałem (głównie z powodu choroby i lenistwa). Ale po kolei:
Wtorek
Przespałem cały dzień :P
Środa
Tym razem zmobilizowałem się i już około 16 byłem na rynku :) Zwiedzanie zacząłem od namiotu pierwszego z brzegu, czyli Filoligii na UJ. Ludzi było mnóstwo, trudno było się dopchać gdziekolwiek. W rogu namiotu siedziała pseudo-muzłumanka (tj. czarne szaty aż po oczy), która rozdawała ulotki na kierunek związany z Turcją najwyraźniej (ja na miejscu prawdziwej muzłumanki bym się mocno obraził o zuchwałe zachowanie tej pani), zaś w głębi odbywało się jakieś niskobudżetowe przedstawienie klasy B, które skutecznie zagłuszało każde słowo objaśniających. Oprócz tego nic ciekawego tam nie było, więc zwinąłem plik ulotek i zmyłem się oszczędzając uszy. Obok był namiot bodajże Wydziału Fizyki, Astronomii itp. AGH (bodajże). Doświadczenia te same od kilku lat, ale wciąż dobrze się sprzedają i oglądają :) Dosyć ciekawe, bardzo mili prezenterzy... Można pogadać. Przeszedłem na przeciwko do Odlewnictwa. Niby nudy, ale jednak zadziwiło mnie, jak leciutki może być stop Magnezu. Oprócz tego jednak wydział powiewa nudą :) Dalej udałem się do Wydziału Astronimii UJ (bodajże), gdzie koleś próbował mnie przekonać (przy okazji lekko wyśmiewając moje teorie), że życie mogło powstać tylko na Marsie, Tytanie i czymśtam jeszcze. Pytam - czemu nie na Venus? Odpowiedź: bo za gorąco. LOL? Nawet jeśli to byłby sensowny argument (a pamiętajmy, że są organizmy żyjące tuż przy wulkanach na Ziemi), to w górnych warstwach atmosfery jest chłodniej i nie ma problemu, żeby tam były jakieś proste formy bakterii itp., o czym ostatnio informował Astronet. Dalej - dowiedziałem się, że Tytan jest pokryty lodem (z czystej wody - czy to prawda, wątpię). Koleś pokazuje artystyczną wizję, jak robocik przewierca się do oceanu pod powierzchnią. Pytam więc - czemu tak się jeszcze nie stało? Odpowiedź (kpiąca) kolesia obok mnie zabrzmiała "bo to za daleko", co wyraźnie przypadło do gustu humorystycznego pana opowiadającego, ale trochę ich przygasiło jak spytałem, gdzie są Voyagery. Koleś kontynuował więc swoją prezentację. Mówił, że nie dałoby się wylądować. A czemu nie? Huygens (czy jak to sie pisało) jakoś wylądował dalej i w trudniejszych warunkach. Moje pytanie jak to już w zwyczaju zaczął mieć "wykładowca" - bez odpowiedzi. Rzekł natomiast, że nie byłoby jak przewiercić powierzchni. Sorry, ale to dla mnie bzdura. Jest mnóstwo sposobów, poczynając od lasera (pamiętajmy, że są już prototypy sond napędzanych laserami sterowanymi z Ziemi, tj. laser natrafia na tarcze sondy i ją "popycha" w dużym uproszczeniu), a kończąc na różnego typu drganiach, działach magnetycznych, wiertłach diamentowych.. Kolejna rzecz - według pana, który oświecał przybyłych, życie może opierać się tylko na węglu. Po moich wrednych :) pytaniach zgodził się, że ewentualnie na Krzemie także by mogło życie powstać. Ale czemu akurat ten pan się ograniczył do tych dwóch pierwiastków to nie wiem. Wyszedłem czym prędzej, bo już tych głupot nie mogłem słuchać a tu reszta namiotów zamknięta :/ Szkoda, że straciłem tyle czasu na przekomarzanie się z takim pajacem, ale jakoś mnie raziło to, co on wpaja zgromadzonym. Mam tylko nadzieję, że to nie był wykładowca, bo bym olał z góry na dół taki kierunek. Na szczęście, to jedyny taki ekwiwalent tej imprezy :)
Czwartek
W Kraku byłem tym razem koło 15. Od razu ruszyłem na namioty. Z rzeczy wartych odnotowania: w British Council klocki lego napędzane energią słoneczną... całkiem ciekawe, szkoda, że nikogo nie było, z kim by można pogadać o certyfikatach, na co bardzo liczyłem. Zgarnąłem tylko sporo marnej jakości ulotek. Na Wydziale Matematyki i Informatyki Stosowanej UJ i AGH totalna żenada. Z infy nic, w jednym namiocie była pseudo-kafejka w której zasiadali, a jakże, sami organizatorzy.. jedynie plakaty z niezrozumiałymi zagadkami. Porażka, a tak by można wiele zrobić na te tematy :/ Mniejsza, bo wynagrodził mi to Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej AGH. Doświadczenia interesujące, niektóre podobne jak w UJ, tyle, że już się nie pieprzyli, żeby do ciekłego azotu używać rękawic czy czegoś :) To, że się troche rozlało na podłogę kilka razy, to nic :P Jednak najciekawiej było zdecydowanie na wydziale Automatyki, Robotyki i Informatyki AGH. Ludzie świetnie zorientowani w przeciwieństwie do łosi, którzy nie wiedzieli np. jakie temperatury skraplania ma tlen/azot, mięli na ekranie ruchy cząsteczek, ale nie wiedzieli, co mają pod mikroskopem ani jakie powiększenie. Takie fajne akcje robił UJ z tego, co kojarze. Brawo :P Wracając do AGH, można tam było zobaczyć dryfujące kule, które były utrzymywane za pomocą pola magnetycznego sterowanego komputerowo, były także projekcje robocików grających w piłkę nożną. Pan bardzo fajnie objaśnił, że są rozgrywane mistrzostwa, a na AGH mają nawet boisko do tego, zaś kodowanie odbywa się w C++ lub Javie. Dodatkowo, był jeden taki "piłkarzyk", którym się sterowało joystickiem. Pan też poinformował o cenach (1 piłkarzyk - 1000euro), wyjaśnił działanie, pokazał silniczki... extra sprawa :) Obok niego dokoła ustawiona była jakby ciuchcia.. a dokładniej tory z magnesów, a po nich poruszał się lewitując samochodzik dymiący ciekłym azotem (użyty jako nadprzewodnik). Wygląd fenomenalny. Rzeczy lewitujące w różnych kierunkach, dymiące i zmieniające kierunki ruchu.. oczywiście opis tego bardzo fajny był, ale nie będę go przytaczał, bo niewiele konkretów pamiętam o tej godzinie :) Obok odbywał się flirt kolesia z ekspedientką... a na ekranie za nimi można było zobaczyć, jak następuje odczytywanie kodów kreskowych itp.. szkoda, że komentarza zabrakło. Jeszcze obok coś ludki mierzyły.. ale tłum był taki, że nie dowiedziałem się, co :/
Oprócz tego warto nadmienić robocika z wydziału, którego już nie kojarze. Robocik ten sam odczytywał drogę, jaką ma przebyć (szukał czarnej linii), jeśli natrafiał na przeszkodę - omijał ją! Widok świetny, takie klocki mnie rajcują :) Był też model satelity, który krąży dokoła Ziemi i kręcąc się dobiera odpowiednie nachylenie do Słońca, by jak najwięcej energii otrzymać. Było działko magnetyczne i mnóstwo rzeczy, których już nie kojarzę.
Podsumowując: rewelacja, chociaż niektóre wydziały wyraźnie olały sprawę (np. fizyka jądrowa to były same plakaty po angielsku nic ciekawego nie przedstawiające). Sporej części nie zwiedziłem, ale się nie martwię - będzie co oglądać za rok. Następnie ruszyłem na wykład o Ciemnej materii. Wparowałem do sali 055 na Rejmonta 4 kilka minut po czasie. Postałem. Ludzi nawet sporo, ze 100 na moje oko, może lekko mniej. Sala w stylu kina. Większość widzów to studenci, szybciutko notujący wypociny profesora lub kimający na zeszytach. Profesorek mówił dosyć poważnie, tj. nie bawił się w wyjaśnianie, co to są deutriny, neutriny itp.. Texty typu "z teori dziwne_nazwisko wynika, że neutriny dziwne_słowo dziwne_słowo dziwne_słowo" i mniej więcej bym to tak rozumiał, gdybym wcześniej mocno nie zgłębił tje wiedzy. Rozumiałem powiedzmy 80% tego, co mówił. Czas jednak naglił i musiałem się zdecydować, czy ruszyć do sklepu Apollo, czy zostać na wykładzie. Z racji tego, że choć wykład nie był nieciekawy, ale mimo wszystko oczekiwałem czegoś bardziej ogólnego, teoretycznego z ładnymi grafikami, zdecydowałem się opuścić salę. Do Apollo dotarłem po długim marszu przez miasteczko studenckie, przy okazji zaliczając kilka budynków AGH i przyglądając się zapewne przyszłej uczelni. W samym sklepie potraktowano mnie bardzo poważnie, doradzano jak należy. Pełen profesjonalizm, cena sprzętu też do zniesienia, choć zamówienia nie złożyłem jeszcze. Warto jednak napomknąć, że w Środę byłem w sklepie BitComputer, w którym kolesie za ladą wymieniali kolejno po jednym zdaniu z każdym czekającym, po czym przechodzili do następnego, więc dogadać się nie szło.

Suma sumarum: festiwal udany, mimo, że nie udało mi się zaliczyć wszystkiego, co chciałem. Za rok pewnie znowu będzie okazja :) Brawa dla organizatorów.
Festiwal Nauki w Krakowie rozpoczęty :) Najciekawsze wykłady, a jakże, w czasie lekcji. Zapowiada się dobry tydzień :)

Przeczytaj najpopularniejsze artykuły!

Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Pisanie artykułów za pieniądze
Jak zdalnie zrobić karierę redaktora?
Pozycjonowanie bloga
Jak udoskonalić i wypromować bloga?
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna: IBM
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna - IBM