Odwożąc niedawno swoją dziewczynę, minąłem coś słodziutkiego.

Przystanąłem i nas zauroczyło :)

→ Czytaj dalej... (8 komentarzy)

Akurat mam za duzo czasu na myslenie. Mysle o wszystkim, lacznie z mysleniem o mysleniu. Troche chyba mi przechodzi pewna sprawa. Nie sadze, by mi to wyszlo na dobrze. Ale cos wewnatrz mnie mowi, ze to nie tak ma byc. Wiem, co moglbym zrobic, wiem, co powinienem, by osiagnac cel (no offence). Ale to nie ma byc tak - ma byc po mojemu. A po mojemu, to znaczy, ze to nie ja ciagle rozdaje karty. Po mojemu znaczy, ze po czyjemus. Zamotane, ale taki mam klimat na wpis. A wiec ground-rules. Olewam opisy. Once and for all. Juz kiedys to stosowalem i dzialalo pozytywnie, potem pomoglo to w wielu sytuacjiach. Suma sumarum: ustawianie opisow to strata czasu, wszyscy wiedza jak sie ze mna skontaktowac, a samo Online/NA/DND powinno byc wystarczajace. Komputer staje sie wiec dla mnie jeszcze bardziej jedynie praca. A kto chce elektronicznego kontaktu - niech spada. Koncze znajomosci majace podstawe w necie. Akurat dobry to moment - ludzie troche ode mnie odeszli w swoje strony. Troche realiow: ludzie naokolo mnie sa juz spaleni, znam ich, wiem, czego moge oczekiwac i potrafie przewidziec dalsze ciagi znajomosci. Sprobuje wiec wykorzystac pozostale 3 miesiace wakacji na oczyszczenie swojego zycia, zrobienie miejsca dla studentow(ek). "Coz powiedziec... zal odchodzic!". Ale tak nalezy. Take care and good luck, I'm on my own.
Silence is all i hear. Nothing is all I feel.
"A gdy było już tak blisko, znów zburzyłaś wszystko."
Byłem dziś u znajomych, z którymi zaliczyłem Turcję i Grecję. Piękne wspomnienia, mowy o polityce, pracy, szkole... słowem kupa śmiechu... i, co istotne, wyrażenie chęci zaliczenia jakiegoś odległego kraju w tym roku :) Okazało się, że ostatnio ciśnienie lekko podskoczyło panowi tamtejszemu domu. Wydał więc 180zł (!) na urządzenie robiące automatyczny pomiar, sprawdzające rytm serca itp.. Moje ciśnienie wyniosło 161/72 - takie, przy jakim lekarz zalecił właścicielowi leczenie :) Czułem jednak buchające serce w tamtych chwilach, bowiem emocje wzbudzane podczas rozmowy z tymi ludźmi są zaiste spore :) Doradzono mi czuwanie nad swoim ciśnieniem... ale nie musiałem ani sekundy myśleć, od czego taki rytm pracy serca mam...

Refleksję mojego taty z dzisiejszego wieczoru uważam za wartą zapisania. Doszedł on bowiem do wniosku, że rozwój mediów spowodował drastyczne zmniejszenie świadomości powagi wydarzeń lokalnych. Niegdyś ważne było, kto umarł we wsi. Pamiętało się, kto zginął w walce między wsiami. Ludzie spędzali długie lata rozmyślając, "co Chrystus chciał przekazać, unosząc rękę pod takim kątem", rozmyślali nad przesłaniami Mickiewicza. Obecnie każdego dnia media informują nas o istotnych, wielkich wydarzeniach. Nie mamy jednak nawet w pełni czasu przemyśleć ich, bowiem już podsuwane nam są kolejne informacje. Tym samym na ważności tracą wydarzenia lokalne - nie istotne jest już, że ktoś w mieście umarł. Przecież gdzieś indziej są dużo większe liczby, robiące wrażenie. Poza tym, oto nadchodzi następna informacja, jeszcze świeższa i istotniejsza, niż poprzednia. Mało kto już mówi o zawaleniu się dachu na tagrach w Katowicach (śmierć bodajże 66 osób), bo tą informację zastąpiła świeższa - o większej liczbie ofiar zawalenia się dachu w Moskwie. Możnaby dojść do wniosku, że wydarzenia są tak szybko nam podsuwane, że nawet przyjście Jezusa by nie wywołało większego poruszenia. "No tak, zbawił. Następna informacja, dalej!". Siedzimy więc w fotelach i powiadamy: "Patrzcie (wskazując na TV), TU jest prawdziwa powódź! Co mi tam, że mam wodę pod progiem, to żadna powódź!".

Powrót... Komunikator otworzyłem o godzinie 23:10... z dziesięciu pozostawionych wiadomości otworzyłem najpierw tę od pewnej osoby... okazała się łańcuszkiem... co ciekawe, znajdował się w nim przypis: "Przeslij te wiadomosc do swoich przyjaciól i cos dobrego przydarzy ci sie jeszcze dzis wieczorem, do godziny 23:11". Hm. What are the odds?
Jakoś tak trochę mi smutno, trochę nudno... ale nie totalnie. Może dlatego, że ciężko ostatnio z kontaktem z bliskimi mi ludźmi... a może dlatego, że jutrzejsza perspektywa jakiegoś wypadu prawie nie istnieje... :/
Kolega mi dziś zaproponował, żebym z nim pojechał do Luton w Anglii na studia. Gwarantowane wejście na uczelnie i praca... Jednak to na 4 lata... Trochę mnie może ciągnie, ale jako realista muszę przyznać, że do Polski bym pewnie nie wrócił na stałe - nie ma siły, bym przez 4 lata nikogo nie poznał, nie zadomowił się... a narazie jestem chyba za młody by decydować, gdzie spędzę resztę życia... narazie nawet nie wiem z kim je spędzę - niestety :/ No i zostawiać to wszystko... rodzinę, przyjaciół, Ją... może, kiedy wszystko się wyjaśni. Póki są szanse - ja ich nie przepuszczę.
W głębi umysłu wiem, że jutro i tak będzie lepiej...
"Każdy kolejny dzień jest jak policzek w twarz po pocałunku".
Po dyskotece. Czuję znajome świdrowanie w całym ciele, melancholijny nastrój. Not that again... :/
Zakończył się miesiąc pełen determinacji, walczenia z samym sobą, przezwyciężania lenistwa. Chyba najbardziej aktywny z tych, które dane mi było przeżyć. Będąc przedwczoraj w TESCO skorzystałem z wagi za, bagatela, 239zł. Szczęka opadła nisko - schudłem 10kg. Tańsze wagi miały jednak troszkę inne zdania, z których moda wyniosła około 6-7kg. W miesiąc. Niemożliwe? Jak najbardziej możliwe, jeśli się prawie co dzień gra w piłkę po 2 godziny, ćwiczy później kolejne dwie i zarywa nocki. Ucierpiała na tym wysiłku moja edukacja. I to mocno. 23 dnia treningu A6W zmieniłem typ ćwiczeń. Porzuciłem A6W, kładąc większy nacisk na ćwiczenia, z których będę miał oceny z WFu. Tym samym A6W mogę polecić. Za 19 dni, które mi zostały do jego końca z pewnością wyglądałbym dużo lepiej, ale chwilowo skupiam się na zawyżeniu średniej :) Może na gwiazdkę...
Wczoraj więc podjąłem kolejną decyzję - opuściłem Lostsoulz, najlepsze community-clan, w jakim kiedykolwiek byłem. Z gildią WoWa nie miałem kontaktu od tygodnia. Może jeszcze wpadnę na Burning Legion, by się pożegnać. Do końca roku jeszcze daleko, ale już mogę powiedzieć, że zmian w nim bez liku. A zaczęło się od znajomości na 3-dniowej wycieczce, z której fotki są tu. Oby skończyło się też na niej. Póki co, kontynuuję dorastanie. :)
Jak postanowiłem 2 tygodnie temu, tak i zrobiłem dzisiaj. Oby nie dał plamy. Chyba czas na jednodniową przerwę w footballu - poszła piłka :)
Wielkie "M" powraca. A z nim dobry humor :)
Tydzień. Seria pierwsza trudna, druga jak rozgrzewka, zaś trzecia lekka, mimo dodania dwóch powtórzeń do każdego z ćwiczeń. Zmęczenie średnie, ale mniejsze, niż w dniach poprzednich. Czas wykonania wydłużony o jakieś 1.5 minuty. A to z kilku racji. Po pierwsze, woda gazowana przed ćwiczeniem to fatalny pomysł. Po drugie, dzisiejszym sponsorem był "Midnight Oil - Beds Are Burning", a więc już lekko zmęczony przebój, nie dający "kopa". Po trzecie, motywacja niby, że na tym samym poziomie, lecz jakoś humor trochę gorszy. Może przez tą matematykę, z odpowiedzi której spodziewałem się 4 a dostałem -2 na co mi opadła szczęka... Bez piłki nożnej się znowu nie obyło - moje mięśnie już kwiczą :) Ale coś jeszcze we mnie drzemie. Jakaś siła, determinacja, może uparcie. To jeszcze nie koniec. Nie spocznę. Wciąż jest o co walczyć.
Sukces na dziś:
[19:43:55] *** Dorota [LiC] ma status Dostępny
[19:45:59] hej :)
[19:46:02] "poklikamy?"
[19:46:11] *** Dorota [LiC] ma status Rozłączony
Czy to reguła, że jak się zasypia na poranną czytankę streszczenia, dostaje się + za aktywność z lektury? Chyba tak, skoro to 3 lektura w tym roku i trzeci plus. Piąteczka z polaka już jest :)
Moja Motywacja rośnie. Wczoraj przysadziłem ponad plany, dziś już mnie nawet brzuszek nie boli - chyba się przyzwyczaiłem albo go wykończyłem :) Po szkole 3 godziny piłki nożnej, teraz odmówiłem pizzy (!!!) i zaraz ćwiczonka. Szczęście, że 60% nauczycieli jest na wycieczkach i jutrzejszy plan zajęć składa się z j.pol, natomiast piątkowy z matematyki ;) Do takiej szkoły to ja mogę chodzić.
Na dziś trening zakończony. Czas - godzina na wszystkie ćwiczenia. Teraz prysznic i myślimy co z jutrzejszą szkołą :)
Ciekawe jest, jak minął mi dziś dzień. Wyszedłem o 12:30 i ruszyłem do domku. Po drodze spotkałem partnera w interesach (vide tata), który to odebrał telefon od jakiegoś kolesia, który chce stronę. Szczegół, że już się tym nie trudnię (klasa maturalna :/), przyjąłem wyzwanie i ruszyliśmy od razu do kolesia. Koleś zielony, nemo większe niż szkolni informatycy. Nawymyślał przy okazji mnóstwo problemów. Suma sumarum 6 godzin spędzonych na naprawianiu kompa, wymianie ramu, przenoszenia części między dwoma kompami. Już nie wspomnę, że 3 kości ramu zupełnie inne i z tandety - BSoD nie dziwi. Szykuje się znowu taka robótka pod koniec tygodnia + strona. Płaca: 100zł, jak już skończę. Czy ja oszalałem? Gdybym to ja omawiał płace, wyszłoby koło 1000. Niemniej miło być na tyle obcykanym, żeby nie kompromitować się nieznajomością typowych problemów, jak większość "informatyków". Przynajmniej samozadowolenie (..) jest. Pocieszam się, że jest Motywacja :) Z tego też powodu trudno mi wymalować obraz grozy na dzień jutrzejszy mimo wiedzy - standardowo - na intelekt. Wytrwam.
Który to już raz? Tym razem sprawa wygląda poważnie. Od czasu wycieczki jem jak wróbel, kolejne pary spodni ze mnie zlatują :) Jednak na tym się nie skończy. Podejmę wyzwanie Aerobicznej Szóstki Weidera. Dzień pierwszy: czuję brzuszek, jednak nie tak bardzo, jak po brzuszkach. Jutro już 2 razy więcej - będzie ostro :) Co mnie przekonało do sięgnięcia po hantelki i matę? Po 1 wypowiedzi na SFD, a po drugie motywacja, jaką poznałem na wycieczce ;) Jutro wypad po Nestle Fitness, pojutrze po wagę. Obym wytrwał.
Jestem teraz wyszukiwalny po nazwisku w gg. Oczywiście na drugim koncie - viva jabber. Szkoda, że msn.chrome.pl mi od tygodni wywala "Adres email Twojego Paszportu MSN bla@bla.com, nie został potwierdzony. Użytkownicy MSN nie będą widzieli Twojego nicka, oraz będą ostrzegani, że Twoje konto może nie być wiarygodne. Więcej informacji znajdziesz u Microsoftu." mimo, że adres został potwierdzony na stronie MSNu.