24 października 2005
Niesamowite wrażenie zrobił kilka miesięcy temu na mnie
ten filmik. Kilka dni temu zaś usłyszałem, czym jest Le Parkour (ang. FreeRun). Niesamowicie mi się ten sport podoba :) Ciekawe, czy coś z tego wyniknie. Narazie jestem na dobrej drodze - ćwiczenia dają efekty. Dziś 6 z WFu za gibkość :) Natomiast za podciągnięcia po znajomości 3, zaś wykonałem ich 2 :) Mało? Jak dla mnie ogromny sukces, bo 3 tygodnie temu nie było mowy o podciągnięciu się choćby 10cm. Zaraz po szkole wycieczka do TESCO po nową piłeczkę i od razu na boisko :) Miodna sztuka. Zaczyna się układać wiele spraw, jak należy...
Tymczasem filmiki motywacyjne do ćwiczeń Le Parkour znajdziemy w więszkości
tu. Polecam "Parkour w Rosji".
24 października 2005
Dzisiejsze ćwiczenia z czasami 5:30, 6:30, 7:00. Zmęczenie niziutkie, toteż dodałem 5 powtórzeń do pompeczek. Teraz robię ich 10. 20 dni temu robiłem ich 0. Tak naprawdę, to dużo nie trzeba, by być w formie. Wystarczy samozaparcie. Pisuje się, że efekty diety/ćwiczeń widać po około miesiącu. Pragnę zdementować te pogłoski - efekty czuć po tygodniu, zaś widać po dwóch. Jutro mam jeden z najbardziej napiętych dni ostatnich tygodni, więc lepiej już wezmę się do zadań domowych ;)
23 października 2005
Jak postanowiłem 2 tygodnie temu, tak i zrobiłem dzisiaj. Oby nie dał plamy. Chyba czas na jednodniową przerwę w footballu - poszła piłka :)
Wielkie "M" powraca. A z nim dobry humor :)
23 października 2005
Przez 2 dni dałem sobie spokój z ćwiczeniami - coś zaczęło mnie wszystko boleć :) Dziś natomiast spociłem się jak nigdy, natomiast zmęczyłem - również jak nigdy, bo prawie wcale. A temo było bardzo dobre - 2x 5:30 i raz dziwne 6:30 :) Do tego doszły 2 kolejne powtórzenia Aerobicznej Szóstki Weidera. No i football - w nim przerwy robie tylko co środę :) Ciekawe, jak fizyczne wysiłki wpływają na psychikę. I wzajemnie. :)
Prośba: jeśli nie wiecie jeszcze, na kogo zagłosować, popatrzcie nawet na oko, kto tu wygląda na prezydenta. Żeby takich jaj jak 15% zrobiło w pierwszej turze już nie było :/
20 października 2005
Dziś było ciężko. Ciężko psychicznie. Czasy od 5 minut do 6:30, czyli znośne, ale dłuższe. Motywacja nikła - pierwszy efekt "pong". Jakoś poszło, zmęczenie mniejsze dużo niż wczoraj. Kilka wskazówek co do ćwiczeń: 1) dobierać muzykę "wyzywającą" 2) nigdy nie myśleć, ile przed nami 3) nie podśpiewywać sobie - strata energii 4) nie myśleć, robić 5) jeśli ma się kryzys, robić, choćby wydawało się to zupełnie bez sensu 6) sen jest sprawą drugorzędną, choćby go miało braknąć. Ostatnimi dniami powyższe mankamenty mnie lekko nękają. Jest natomiast pewna korzyść - szkoła powoli zaczyna znów być priorytetem. Potem pewnie webdevelopment. I tak w kółko, jak co rok.
19 października 2005
...niezbyt widze dzisiejszą szkołę. Jak się kimnąłem wczoraj o 18 to wstałem dziś o 2 rano. Ćwiczenia za mną (swoją drogą z mocnymi oporami...) i czas coś wymyśleć na te 3 sprawdziany. Odbija się ten mój zdrowy tryb życia na nauce, oj odbija.
18 października 2005
Zbliżam się do 3 tygodni :) Wczorajsze ćwiczenia przypłaciłem olaniem szkoły :P Wstałem 30min przed lekcją, poleciałem po wiadro i stary trik z "będę wymiotował" - nigdy nie zawodzi :) A o 15:00 zaraz po ostatnim WFie jak zwykle poszedłem na salę i grałem w piłkę :D Bezczelność, to mało powiedziane.
A dziś znowu trening bez większych problemów, ale z czasem jednak trzeba coraz więcej samozaparcia, by podołać wyzwaniu. Jak się przyjrzeć moim wpisom w tym miesiącu, widać jak na dłoni jak wygląda mój tryb dnia.. a bardziej tryb nocy. Szlag, muszę coś z tym zrobić :/
17 października 2005
Nie sądziłem, że tyle wytrzymam. Dziś kolejne 2 powtórzenia do każdego z ćwiczeń. Czasy od 4:30 (2x) do (uh) 6 minut w pierwszej serii - znośne :) Jutro na WFie pewnie coś sobie naderwę :) W tej chwili czuję pot spływający po moich plecach, hantel mocno się wykrzywił, zaś mata jest dosłownie w strzępach. Nie wspominając, że ta super-nieprzepuszczalna tkanina przesączyła mój pot na podłogę - wow :) Dziennie 3 tuńczyki i efekty jak na dłoni.
Co robiłem resztę dnia? W zasadzie łaziłem po dwóch stronach:
pierwszej i
drugiej. Jutro kolejny trudny dzień. Co gorsza, pozostały mi dwie godziny snu :/ Trudno, nie takie rzeczy się robiło.
16 października 2005
Ostatnimi dniami szczęście mi nie dopisuje. Trzynastego jabber bot znowu nie działał w nocy, zaś po wyczerpującym meczyku w piłkę po prostu zapomniałem o ćwiczeniach. Czternastego zrobiłem więc A6W z 13, natomiast wszystkie ćwiczenia na rękę zrobiłem 8x zamiast 6x, czyli całkiem więcej. Dziś poszło znowu dosyć gładko. W ostatniej serii chciałem pobić rekord czasowy i zejść do około 3 minut. Pytanie: jakie jest prawdopodobieństwo, że o 4:30 pod koniec ćwiczeń wlezie rozdarta matka, pozamyka okna i się wydrze, że muzyka, którą ledwo słychać, jest za głośno? Okazuje się, że spore. Wyliczyłem, że gdyby nie to, mój czas byłby rekordowy, a skończyło się na typowym. Szlag. Wczoraj natomiast ta sama osoba schowała mi matę do ćwiczeń i szukałem jej pół godziny. Dziś kolejne 4 godziny u klienta, o którym wcześniej pisałem - stracone. RAM nie wykryty, płyta główna padnięta. Ja piernicze, jestem przez kolesia w plecy o 200zł i 10godzin. To się musi odbić na rachunku... Jak wróciłem, to kumple już byli po meczyku, zaś wczoraj szkoła okazała się zamknięta. Wszystko przeciwko mnie. Jutro sobie to wszystko odbije.
13 października 2005
Dzisiejsze serie poszły w miarę równo, bo w czasie od 4:30 do 5:30, czyli całkiem nieźle. Ręce chcą najwyraźniej odpocząć, bo od barków w dół wszystko boli :) Jednak postęp jest zauważalny - kiedy zaczynałem ćwiczyć, nie dałem rady zrobić ani jednej pełnej pompki. Teraz robie 5 całkiem nienajgorszych :) Nadgarstki potem bolą co nie miara, ale grunt, że coś te ćwiczenia poprawiają w mojej kondycji.
Teraz do nauki - 1 esej, 3 mapy myśli i sprawdzian z geografii wróżą nieprzespaną noc... lub przespany poranek :)
12 października 2005
Dzień 11 minął :) Dwa dodatkowe powtórzenia wydłużyły każdą z serii o około 1:30 min.. Zmęczenia nie czuć.
W ostatnich dniach uświadomiłem, że staje się lepszym człowiekiem :) Raz, komputer nie jest już priorytetem. Dwa - dbam o zdrowie. Dwa dni temu nawet pomogłem starszemu panu z laską, który zaliczył glebę na chodniku.. niestety, okazało się, że ów pan był mocno wypity, i co go postawiłem, to on do pozycji horyzontalnej :) Dla spokoju założyłem, że mokra plama na spodniach była z piwa. O dziwo, nawet udało mi się usłyszeć, że jestem "dobrym człowiekiem" ;) Chyba 1 raz w życiu coś takiego usłyszałem :) Mniejsza, że od nietrzeźwego (pomagałem mu wstać z ulicy...), ale jednak :P W trakcie tego samego spaceru tłumaczyłem szanownym urlopowiczom, gdzie co jest w Wieliczce. Po angielsku, oczywiście. Biorę udział w wyborach, ba, nawet zacząłem intersować się polityką na poważnie. A'propo polityki - dzisiejsza debata na TVNie wydała mi się bardzo "swojska", na luzie. Na szczęście, Tusk wypadł raczej lepiej. Jedyny mankament, to że mój zapał do nauki pozostaje, jaki był, czyli zerowy :) Niemniej widać postęp. Może będą ze mnie ludzie.
11 października 2005
No i jest 10 dzień za mną. Odpuściłem dziś wszystkie ćwiczenia nożne i football. Z WFu zwolnienie z powodu "przetrenowania" ;) Seria 1 A6W - 5 minut. Druga - 6:30! Pomyślałem - tak być nie może - i bez odpoczynków zrobiłem trzecią w rekordowym czasie 3 minut. W ramach dopingu ponownie "Darude - Sandstorm". Brzuszek już od kilku dni nie boli. A jutro znowu dzień na tzw. fuxa. Chyba powinienem wcześniej chodzić spać :)
10 października 2005
Joggerbot był offline :/ Czas: koło 4 w nocy.
"Darude - Sandstorm" daje sporą motywację. Ogólnie zmęcznie porównywalne do wczorajszego, może nawet większe, ale i tempo dużo szybsze. Od wczoraj krytycznym okiem spoglądam na swój brzuszek, ale nie sposób nie zauważyć rozrośnięcia się bicepsów :) Późnawo się zrobiło, ale najpierw należało obejrzeć powtóreczki meczów, a były one całkiem ciekawe. Meczyk w nogę sam też dziś rozegrałem - takim nałogiem to nawet komputer dla mnie nie jest :)
A jutro na wybory. Mam pewne wątpliwości, ale będę się trzymał starej decyzji, bo rozprawiać mam nad czym. Przynajmniej dni już nie zaliczam do całkowicie straconych od tygodnia i to już jest poprawa stylu życia.
Głos został oddany na Tuska.
08 października 2005
Tydzień. Seria pierwsza trudna, druga jak rozgrzewka, zaś trzecia lekka, mimo dodania dwóch powtórzeń do każdego z ćwiczeń. Zmęczenie średnie, ale mniejsze, niż w dniach poprzednich. Czas wykonania wydłużony o jakieś 1.5 minuty. A to z kilku racji. Po pierwsze, woda gazowana przed ćwiczeniem to fatalny pomysł. Po drugie, dzisiejszym sponsorem był "Midnight Oil - Beds Are Burning", a więc już lekko zmęczony przebój, nie dający "kopa". Po trzecie, motywacja niby, że na tym samym poziomie, lecz jakoś humor trochę gorszy. Może przez tą matematykę, z odpowiedzi której spodziewałem się 4 a dostałem -2 na co mi opadła szczęka... Bez piłki nożnej się znowu nie obyło - moje mięśnie już kwiczą :) Ale coś jeszcze we mnie drzemie. Jakaś siła, determinacja, może uparcie. To jeszcze nie koniec. Nie spocznę. Wciąż jest o co walczyć.
07 października 2005
Wiem, o czym miałem wspomnieć. NIE zostawiać hantli na środku pokoju i NIE łazić bez butów. Omg :/
07 października 2005
Poszło gładko, udało mi się nawet skrócić czas o minutę w stosunku do wczorajszego (aktualnie: 3 na serię). Dzisiejszy trening sponsorowała "Cher - It's in his kiss". Dobra rada na dziś: trzymaj mocno hantle, a jeśli już lecą, odskakuj plecami :) Trudno się oprzeć wrażeniu, że moja forma podskoczyła niesamowicie dzięki tym ćwiczeniom. W zasadzie zapomniałem o graniu na komputrze. Samopoczucie podskoczyło bardzo wysoko. Czary :)
Jutro chyba zrobię przerwę od piłki nożnej, bo mięsień dwugłowy prawego uda i piszczel lewej nogi dają się już mocno we znaki. Się zobaczy :)
Dawno się tak dobrze nie czułem. Zapraszam do ćwiczeń :)
06 października 2005
Zaczęło się od zaspania do lo. Wstałem o 11:00 :) Potem 2 godzinki footballu - a gdzież by indziej - na sali w szkole i po drodze odebranie zaproszenia do wojska. Niniejszym środa 12.10 będzie dniem wolnym od szkoły, czyli od niemieckiego, na którym byłem aż raz w tym roku :) Na lekcji organizacyjnej :)
Zacząłem ćwiczyć - na początek hantelkami - i po ponad połowie przedwczorajszych ćwiczeń nie ma na mnie nawet kropelki potu ni zmęczenia. Niesamowite :) Przerwa na debatę. Najgorzej wyszedł TVN z racji a) bezsensownych pytań, b) czasu emisji, c) szopki z czasem na odpowiedzi. Szkoda, że Tusk przyjął styl Leppera, bo na plus mu to nie wyjdzie. Mimo wszystko, chyba przy nim zostanę, bo co za dużo Kaczorów to nie zdrowo. A jeden już dał popis wystawiając jakiegoś pachołka na premiera. Widze jednak, że żadna z tych partii nie jest tym, czego wszyscy szukamy i oczekujemy. Trudno. Pociesze się Motywacją robiąc szósty dzień z A6W :)
06 października 2005
Tym razem 3 serie poszły gładko, sprawnie i szybko. Tempo najszybsze z dotychczasowych, brzuszek oczywiście czuć, ale wyraźnie mam objawy zbieżne do sporej ilości osób z SFD - idzie gładko pod koniec pierwszego tygodnia. Gorzej, że później znowu zaczyna boleć :) Póki co jednak problemów nie ma. Do dobrych pomysłów dorzucam zrobienie przeciągu w pokoju. Ponieważ od wczoraj czuję w ramionach dziwne "prądy", dziś odpuszczam wszystkie ćwiczenia na ręce. Nogi też już ciężko sapią - dziś znowu 3 godziny piłki nożnej, ale myślę, że dam im jeszcze wycisk :) Najważniejsze, że brzuszek się kurczy :)
04 października 2005
Pierwszą serię zrobiłem z ogromnym wysiłkiem. W drugiej zacząłem oddychać przeponą, co przyniosło oszałamiający skutek. Byłem w stanie nawet skrócić lekko czas wykonania, nie opuszczając do końca nóg. Trzecia przeleciała również gładko. Ogólnie lżej niż wczoraj - albo się wyrabiam, albo zacząłem prawidłowo oddychać :) Dzisiejsze ćwiczenia sponsorował "Darude - Sandstorm". Teraz czas na łapki, które mają się już dużo gorzej od brzuszka - na granicy kontuzji :) Nie sądze więc, bym dziś ustalił kolejny rekord, ale do wczorajszego dotrwam :) Bez wagi się obejdzie - efekty widać gołym okiem :)
04 października 2005
Na dziś trening zakończony. Czas - godzina na wszystkie ćwiczenia. Teraz prysznic i myślimy co z jutrzejszą szkołą :)
Ciekawe jest, jak minął mi dziś dzień. Wyszedłem o 12:30 i ruszyłem do domku. Po drodze spotkałem partnera w interesach (vide tata), który to odebrał telefon od jakiegoś kolesia, który chce stronę. Szczegół, że już się tym nie trudnię (klasa maturalna :/), przyjąłem wyzwanie i ruszyliśmy od razu do kolesia. Koleś zielony, nemo większe niż szkolni informatycy. Nawymyślał przy okazji mnóstwo problemów. Suma sumarum 6 godzin spędzonych na naprawianiu kompa, wymianie ramu, przenoszenia części między dwoma kompami. Już nie wspomnę, że 3 kości ramu zupełnie inne i z tandety - BSoD nie dziwi. Szykuje się znowu taka robótka pod koniec tygodnia + strona. Płaca: 100zł, jak już skończę. Czy ja oszalałem? Gdybym to ja omawiał płace, wyszłoby koło 1000. Niemniej miło być na tyle obcykanym, żeby nie kompromitować się nieznajomością typowych problemów, jak większość "informatyków". Przynajmniej samozadowolenie (..) jest. Pocieszam się, że jest Motywacja :) Z tego też powodu trudno mi wymalować obraz grozy na dzień jutrzejszy mimo wiedzy - standardowo - na intelekt. Wytrwam.