Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google

Moim ulubionym serialem jest Friends... Dialogi z niego znam na pamięć i choć większość żartów rozumiem, co jakiś czas napotykam w życiu na coś, co wyjaśnia pewne kwestie. Podobnie, nie do końca wiedziałem o co biega w tym dialogu (rzecz jasna, z pamięci):

(Ross): What phenomenon scares the beJesus out of Chandler?

(Monica): Michael Flatley, Lord of the Dance!

(Ross): That is correct!

(Joey): The Irish jig guy?!

(Chandler): His legs move like independently from his body!

Chociaż ostatnia kwestia nijako wyjaśniała istotę sprawy na tyle, by zrozumieć dowcip, tak moja wiedza o Michaelu Flatleyem była zerowa. Dopiero w ostatnich dniach, na forum studiów natrafiłem na topic, w którym znalazłem coś, co mnie urzekło.

Mówię tu o stepowaniu, przy sielskiej irlandzkiej muzyczce :) Nie przedłużając, serwuję pierwszy (i wg mnie najlepszy) film:

Po oglądnięciu całości niewątpliwie chce się jeszcze więcej :) Stąd: inny filmik z LotD, finał riverdance, riverdance thunderstorm oraz trochę stary, acz wciąż ciekawy riverdance w dość oryginalnym stylu. Dla wytrwałych, całość występu Michaela Flatley'a z Lord of the Dance.

Chciałbym tak umieć :) Ale jeśli nawet się tego nie nauczę w życiu, to na pewno będę dążył do pojawienia się na takim występie. Kolejny wspaniały aspekt życia odkryty! :)

Co Materazzi powiedzial do Zidana?
"Grasz jak Rasiak".
"Ja jednak uwazam ze bardzo trudno wyrokowac, bo bardzo lubie takich starszych panow jak Figo ktorzy wracaja do reprezentacji"
"Wolniutko, za wolno. Nikt go nie ostrzegl, niebezpieczenstwo nadeszlo z tylu"
"Powiewaja teraz szaliki, koszulki, flagi, co tam maja w rekach argentynscy pilkarze"
"Pierwsze 20 minut to bylo wstyd i hanba dla Szwedow i tych dwoch stoperow, a potem to juz bylo po ptokach"
16:30 Studio piłkarskich Mistrzostw Świata
17:00 Mistrzostwa Świata FIFA 2006
???
Prowadzący: do analizy ustawienia koreanczykow ktorego z panow moge prosic?
Gmoch: no, jurek jest tu przygotowany juz od czterech lat
Engel: prosze bardzo
[13:26:15] ZaR> buraku bartek pisze ze nie bral pilki
[14:11:00] *** Jakub ma status Dostępny
[14:11:39] Jakub> wiec zostala;/
[14:12:45] ZaR> brawo :D
[14:16:23] *** Jakub ma status Dostępny [;////////////]
[14:12:59] Jakub> a co to kurwa moja wina?
[14:17:55] ZaR> a czyja?;)
[14:18:05] Jakub> nasza
[14:18:24] ZaR> no czyli po czesci Twoja :)
[14:18:41] Jakub> no tak
"...gdy sa obok siebie, wygladaja jak dwa dwujajowe blizniaki"
autentyk :)
"Trynidad nie byl chlopcem do bicia"
"...trener nie może dawać nikomu do ręki drużyny, bo ci ludzie mają tylko instrumenty"
"Mistrzowie świata kontra kangury"
Gmoch na antenie TVP przed tablicą ustawienia składów: Gdzie jest Meksyk? Który?!
Nie przesadzę, jeśli powiem, że od początku roku 50 razy byłem na sali w LO celem pogrania w nogę. Dziś pobiliśmy rekord - 12 osób obecnych :) Wszystko mnie boli, ledwo chodzę, ale przyjemność jest wielka. Dwie i pół godzinki z życiorysu, zakończone wejściem tłumu siatkarek szukających "faceta z fotka.pl" :)
Co do reszty dnia... wczoraj do późnych godzin nocnych siedziałem z paroma osobami i myśleliśmy, co zrobić z dzisiejszym sprawdzianem z trygonometrii, na który nic nie umiemy (w moim przypadku najsłabszy dział matmy). Doszliśmy do wniosku, że pójdziemy i spróbujemy go przełożyć... chcieliśmy jak nigdy, wyszło jak zawsze :) Na kilka dziś pytanych osób, nikt nie był w szkole :) Co do mnie - zaspałem na 9:50...
Po południu sms od instruktora jazdy - jeździmy o 15:00. Trudno, zgodziłem się i przełożyłem football na 16:00 (a wraz ze mną 11 innych osób). Godzina 14:30 - sms: "zmiana planów. jeździmy o 16". To jest jedna z rzeczy, które mnie najbardziej denerwują. To, że niektórzy nie liczą się w ogóle z planami innych, nie widzą problemu w swojej nieobecności na umówionym spotkaniu. Z tego też powodu wynikały spore komplikacje na zeszłorocznych wakacjach w Grecji. Wtedy myślałem, że ktoś przesadza, że czas nie jest taki istotny. Teraz stał się również dla mnie priorytetem, zaś wystawka - najgorszym złem. Jazdy oczywiście odmówiłem...
Wracam do cwiczen. Tym razem nie klade juz nacisku na nic poza miesniami rak i klatka piersiowa. Od poczatku pazdziernika 2005 praktycznie w kazdym tygodniu mialem srednio 3 mecze pilki noznej. Schudlem. Przyznaje, mialem 96 w pasie. W tej chwili mam moze z 86. Nie mam spodni, ktore by ze mnie nie spadaly, nawet z paskiem :) A treningi trwaja - od poczatku roku 4 razy w tygodniu, srednio 2 godzinki jeden meczyk. Gora jednak sama sie nie wycwiczy, wiec dzis ponownie wzialem hantelki do rak. Dodaje kolejne noworoczne postanowienie - wycwiczenie klaty i ramion. A musze przyznac, ze postanowienia, o ktorych jakis czas temu pisalem, wypelniam. Nie mam sobie za wiele w tym roku do zarzucenia. Najwyzej, ze moglbym jeszcze bardziej sie starac. Podejmuje tym samym wyzwanie. Juz nie A6W. Wyzwanie od samego siebie.
Jesli wtedy pisalem, ze czuje sie swietnie, to teraz moge napisac, ze jestem absolutnie w najlepszej formie, w jakiej bylem kiedykolwiek.
Zakończył się miesiąc pełen determinacji, walczenia z samym sobą, przezwyciężania lenistwa. Chyba najbardziej aktywny z tych, które dane mi było przeżyć. Będąc przedwczoraj w TESCO skorzystałem z wagi za, bagatela, 239zł. Szczęka opadła nisko - schudłem 10kg. Tańsze wagi miały jednak troszkę inne zdania, z których moda wyniosła około 6-7kg. W miesiąc. Niemożliwe? Jak najbardziej możliwe, jeśli się prawie co dzień gra w piłkę po 2 godziny, ćwiczy później kolejne dwie i zarywa nocki. Ucierpiała na tym wysiłku moja edukacja. I to mocno. 23 dnia treningu A6W zmieniłem typ ćwiczeń. Porzuciłem A6W, kładąc większy nacisk na ćwiczenia, z których będę miał oceny z WFu. Tym samym A6W mogę polecić. Za 19 dni, które mi zostały do jego końca z pewnością wyglądałbym dużo lepiej, ale chwilowo skupiam się na zawyżeniu średniej :) Może na gwiazdkę...
Wczoraj więc podjąłem kolejną decyzję - opuściłem Lostsoulz, najlepsze community-clan, w jakim kiedykolwiek byłem. Z gildią WoWa nie miałem kontaktu od tygodnia. Może jeszcze wpadnę na Burning Legion, by się pożegnać. Do końca roku jeszcze daleko, ale już mogę powiedzieć, że zmian w nim bez liku.
Kolejne godziny piłki i treningi, porozciągane ścięgna, bóle mięśni. Ciężko się przeciwstawić. Moją słabą stroną w dzisiejszych ćwiczeniach były nogi. Zresztą nie dziwota - podczas gry w piłkę musiałem się 2 razy kłaść na parkiecie żeby złapać oddech :) Trening pochłonął 2 wody mineralne. Ćwiczeń na nogi nie robiłem, ale i tak je mocno odczułem podczas A6W. Na jutro planowana przerwa... ale jakoś powątpiewam :)
Mięśnie mocno ponaciągane :) Czasy 5:30, 6:30, 7:00. Serie na ręce bez zatrzymań - widać, że zyskałem w nich parę. Tym sposobem minęły 3 tygodnie Aerobicznej Szóstki Weidera! Jest to tym samym połowa całego planu treningowego :) Jutro ciąg dalszy, teraz już dni ubywa :) Yahoo!

Przeczytaj najpopularniejsze artykuły!

Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Pisanie artykułów za pieniądze
Jak zdalnie zrobić karierę redaktora?
Pozycjonowanie bloga
Jak udoskonalić i wypromować bloga?
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna: IBM
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna - IBM