Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Nie na każdym komputerze jest firefox. Nie na każdym będzie. Nie będzie nawet na większości, ani na połowie. Z taką plagą nie da się skończyć tak szybko, nie można ignorować tylu użytkowników sieci. I nie mówie tu, że należy bądź nie używać firefoxa. Rzecz w tym, że kampania jego zwolenników zaczyna być zbyt agresywna.
Mówi się, że ff charakteryzuje łatwość dostępu, zgodność. Tego samego możnaby się spodziewać po jego userach. A tymczasem, to już nie niezgodność ze standardami staje się utrapieniem użytkowników IE. To firefoxowcy. Ich strony - ich decyzje. Ale czy "krokiem ku dostępności" jest zmuszanie użytkownika do przeczytania bzdur w stylu "stop wirusom - pobierz firefoxa" przy każdym wejściu na podstronę site'a?
Nie popadajmy w paranoję. Jeśli pójdziemy do jednej z wielu firm, nie uraczy nas ff. Będziemy skazani na IE. Zawsze będziemy na niego skazani w przypadku komputerów nie używanych cały czas. Nikt tam ff nie zainstaluje.
Trzeba dostrzec różnicę, między sugestią i propozycją zmiany na lepsze, a utrudnianiem przeglądania strony. Bo jak byście się czuli, gdyby Operowcy stworzyli taką kampanię przeciwko ff? Czy to nie prowadziłoby do chaosu w internecie?
Apeluję: sugerujcie zmiany na lepsze, ale róbcie to z głową, bo nie trudno o sytuację, w której was samych będzie wkurzać utrudnienie przeglądania własnej strony z cudzego komputera.
"Dla kogo się uczysz?"
Większość odpowiada "dla siebie". Bez zastanowienia. A prawda jest taka, że poza nielicznymi wyjątkami, uczymy się dla pracodawcy. Bo jak inaczej wyjaśnić książkę do niemieckiego w mojej ręce?
Nigdy nie przepadałem za onetem. Wyszukiwarka do niczego, ciężko dotrzeć do poszukiwanej informacji wewnątrz samego portalu. Traktuję go teraz na wzór Microsoftu - wielka firma z rozwiązaniami dla leniwych ludzi, nie mających specjalnych wymagań. Żeby uściślić - inne polskie portale nie są dużo lepsze, jako jabberowiec opieram się oczywiście na RSS z porządnych vortali.
Właśnie chciałem sobie wyszukać pewną informację. Włażę na onet (mimo wszystko czasem ma coś, czego nie ma google, ale w drugą stronę jest przepaść), wyłączam wkurzające flash-upy i wpisuję słowa kluczowe. I teraz pytanie, czy tylko ja widzę tu jakąś zbieżność?
Wyniki google | Wyniki onetu
Jestem w stanie zrozumieć, że google wymyśliło zapewne jedyne słuszne kolory i układ dla wyników w postaci tytułu dużego niebieskiego podkreślonego, fragmentu strony, zielonego linka i szarych sublinków, ale mnie onet po prostu razi po oczach. Jakoś msn i netsprint potrafiły zrobić własny nagłówek i stopkę (chociaż prezentacja wyników... sami sprawdźcie). I kto tu chce z google konkurować, jeśli wszyscy boją się rozwiązań różnych od niego? Cóż za niekonsekwencja i brak inwencji... dobrze, że jest google.
Chyba po prostu lubie tego typu ryzyko. Internet temu sprzyja. Zwłaszcza IRC. Książka Mitnicka zresztą też. Nie, hacking mnie nie rajcuje na tyle, by się go uczyć. Socjotechnika - jak najbardziej. Kolejna 'akcja'. Kaliber dużo mniejszy, niż przy poprzednich, o których lepiej nawet nie wspominać. Z okazji trzeba umieć korzystać, a jeśli się ulega wpływowi ucznia i przekłada sprawdzian z infy, po czym znika w czasie lekcji i zostawia pendrive na biurku, to nie należy się dziwić, że cała klasa dostanie oceny celujące ;)
Kiwanie ludzi, motanie, niczym Sokrates, korzystanie z sytuacji. To lubię :) Wiąże się to jednoznacznie z moją teorią, nie do końca jeszcze sprecyzowaną. Widzę jednak, że kreuje się ona od pewnego czasu. Jest to połączenie carpe diem z czymś, co nieudolnie nazwę improwizacjonizmem. Rzecz w tym, że całe życie imporowizujemy - przez znaczną część dialogów, przy większości naszych działań. Czy nie lepiej więc, zamiast wkuwać schematy, uczyć się je budować? Być kreatywnym, ćwiczyć improwizację przez zdobywanie doświadczeń. Nie przeczę, umysł wtedy musi być lotny, zaś myślenie - logiczne i trzeźwe. Przede wszystkim, należy umieć przewidywać. Przewidywać reakcje i tak formułować działania, by umieć odpowiedzieć na wynikające z nich pytania. Potrafić wiązać wątki, imitując niekiedy doskonałą znajomość tematu przez pomijanie podstaw zagadnień, poruszanie zaś nieobszernie skonkretyzowanych szczegółów. Wiąże się to z koniecznością dyktowania treści dialogu, ograniczając pole manewru osoby przeciwnej. Wpływamy na nią, pozwalając na zadawanie pytań logicznie wynikających z naszych działań. Kontrola - tak. Manipulacja - nie.

Czy ktoś rozumie, co mam na myśli? Nie przemyślałem tego jeszcze głęboko - to ogólny zarys pomysłu. Może kiedyś go rozwinę.. a może rozwinie go ktoś inny. Fakt faktem, że ten sposób myślenia i postępowania daje nam pewność siebie i gotowość do działania w większości sytuacji.
Już kiedyś do tego doszedłem. Jak wyglądałby świat bez piractwa? Byłby zacofany. Z autopsji wynika, że to piractwo promuje produkty. Pamiętajmy, że piraty często i gęsto są wadliwe. Mocno wadliwe. Mając taki produkt, w którym co patch należy googlać, by znowu odpalić ulubioną grę, sięgamy po oryginał. Z autopsji wynika, że również muzyka jest promowana głównie dzięki piractwu. W jaki sposób? Co dzień do Internetu trafia kilkanaście - kilkadziesiąt nowych płyt. Zanim trafią do sieci P2P w postaci plików bez ładu i składu, są ściągane przez sporą ilość scenowiczów. Ci zaś dokonują selekcji wstępnej. Przykładów na MP3, które jakoś do mnie trafiły, spodobały mi się, zaś za miesiąc (nawet więcej) zajmowały topowe miejsca list przebojów jest wiele. Jakby na to nie patrzeć, to społeczność Internetu jest odpowiedzialna za wyniki list przebojów. Gdyby nie my, nikt by nie wysyłał smsów o treści z nazwą utworu pod numer xxxx. Nikt by nie wiedział, jak brzmią "nowości". Porównuję to do ankiety na typowej stronie "portalowej" o małym nakładzie, w której próbuje się wyłonić lidera z kilku nieznanych tytułów. Co z filmami? A czy po obejrzeniu LOTRa na pc, nie masz, drogi czytelniku, ochoty iść na niego do kina? Albo na Love actualy z ulubioną osobą? Odpowiedzi nasuwają się same. Internet to popularność. Popularność to pieniądze dla twórców. W tym całym biznesie lekko cierpi jednak muzyka, jako że MP3 oferują dokładnie tyle samo, co oryginały. Nie dają dużego ekranu w sali kinowej, bezproblemowej gry. Nie trudno jednak wpaść na pomysł, co by tu dodać jako bonus, by kupowanie oryginalnych płyt audio się opłacało. Niech będą to chociażby zdjęcia, lyricsy. Reasumując, ktoś tu kopie pod sobą dołki. Zamiast robić nagonkę, oferujmy lepsze produkty, niezastąpione wersją komputerową. Klucz do sukcesu.
Bez sensu! Żywiłem takie nadzieje, a teraz nie dość, że ketchup nie wypływa swobodnie z butelki, to siura mi jakimś strumyczkiem. Stare "tuby" też umiałem stawiać do góry nogami, natomiast opakowanie i tak się paćka :/
Czytam sobie właśnie, jakie to kolejne nieciekawe konferencje są zwoływane w Krakowie. Porażka - takie miasto, a nie ma ani porządnych widowisk sportowych, ani żadnych konferencji, ani koncertów. Ciekawe, czy władze miasta kiedyś wpadną na to, że na Błoniach nie da się zrobić wszystkiego.

Przeczytaj najpopularniejsze artykuły!

Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Pisanie artykułów za pieniądze
Jak zdalnie zrobić karierę redaktora?
Pozycjonowanie bloga
Jak udoskonalić i wypromować bloga?
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna: IBM
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna - IBM