Kawałek siebie na Księżycu - to nareszcie możliwe!

Nie trzeba przy tym nawet opuszczać mieszkania, bo oto NASA oferuje zawiezienie naszych danych osobowych na Księżyc zupełnie za darmo.

Wystrzel się i Ty! Wydrukuj certyfikat, obserwuj start statku kosmicznego pod koniec tego roku i pochwal się dzieciom, że kawałek Ciebie już był w Kosmosie!

Mój certyfikat

→ Czytaj dalej... (8 komentarzy)

Odwożąc niedawno swoją dziewczynę, minąłem coś słodziutkiego.

Przystanąłem i nas zauroczyło :)

→ Czytaj dalej... (8 komentarzy)

Swego czasu wiele pisałem do prasy.

Tym bardziej dziwi mnie, że mało kto podejmuje się napisania artykułu, choć to szybki i konkretny zarobek (do 200zł za stronę tekstu), a przy tym prestiż.

Niniejszy wpis można więc potraktować jako starter kariery redaktora.

Jeśli nigdy nie pisałeś - daj sobie szansę!

→ Czytaj dalej... (15 komentarzy)

W lutym tego roku zacząłem intensywnie udzielać się w tzw. blogosferze.

Po dwóch miesiącach mogę wreszcie wydać pewien werdykt i ocenić najpoczytniejsze polskie blogi, ich layouty, funkcjonalności oraz samych autorów. Opinie niby subiektywne, jednak obiektywność nie jest daleka...

Mam nadzieję, że krytyka będzie w miarę konstruktywna.

Blogosfera

→ Czytaj dalej... (38 komentarzy)

Poprzedni wpis na temat największych tam świata i ich katastrof wywołał bardzo pozytywny odzew, zacząłem więc patrzeć, jakie jeszcze filmy mam w Favorites na YouTube.

Drugi temat, który mnie ostatnio bardzo poruszył to tsunami.

Chciałbym dziś przybliżyć historie największych w historii tsunami i zaprezentować kilka niepublikowanych powszechnie filmów.

Tym razem nie będzie śmiesznie, lecz przerażająco, szokująco i ciekawie.

Tsunami

→ Czytaj dalej... (9 komentarzy)

Kilka tygodni temu przypadkiem przeczytałem w artykule Gazety Wyborczej o tamie długiej na 600km.

Dzisiaj przedstawiam historie, zdjęcia i filmy największych katastrof tam i zapór w historii.

Oprócz tego, wiele ciekawych informacji na temat samej budowy tam oraz... Filmy wariatów, którzy skaczą w spływy z kilkunastu metrów!

Wpis jest długi, ale mogę obiecać dreszczyk. Będzie ciekawie, śmiesznie, strasznie i szokująco!

→ Czytaj dalej... (30 komentarzy)

Nareszcie! Powstały witryny typu social największych polskich miast: Krakowa, Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Poznania, Trójmiasta, Bydgoszczy, Lublina i Śląska.

Strony jeszcze nie są zbyt popularne, dlatego zdecydowałem się podjąć temat: czy warto w nie wkładać czas?

Pisząc sam wstęp wiem już jednak, że nie zostawię na nich suchej nitki.

Ponieważ wszystkie serwisy chodzą na tym samym CMSie, swoją analizę oprę o wersję krakowską.

Logo MMkrakow.pl

→ Czytaj dalej... (4 komentarze)

Podobnie jak w zeszłym roku, tak i w tym uczestniczyłem w Dniach Otwartych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Okazuje się, że te dwie imprezy bardzo się różniły pod względem organizacji, nastawienia pytających i pytanych, frekwencji, wymagań kwalifikacyjnych, a wreszcie - moich odczuć.

Na podstawie tego wszystkiego mogę śmiało powiedzieć: coś bardzo złego dzieje się z nauczaniem przedmiotów ścisłych w szkołach średnich.

Ale po kolei...

Zdjęcie z Dni Otwartych UJ 2008

→ Czytaj dalej... (9 komentarzy)

Dwa razy rozmowa kwalifikacyjna w Google wymykała się z moich rąk.

W końcu, z początkiem nowego roku odbyłem pierwszą rozmowę. W dwa dni później skontaktowano się ze mną w sprawie drugiej. Bilans został więc wyrównany.

Jak się okazało, więcej rozmów nie było potrzebnych.

Przed dalszą lekturą polecam przeczytanie poprzednich części: pierwszej, drugiej oraz trzeciej.

Logo Google

→ Czytaj dalej... (45 komentarzy)

W 2007 roku dwa razy otarłem się o rozmowę kwalifikacyjną z Google. Przed dalszą lekturą polecam zapoznanie się z pierwszą i drugą historią.

Rok kończyłem zawiedziony. Nie udało się, a było tak blisko. Miałem jednak silne postanowienie próbowania w kolejnym.

Próbować nie musiałem.

3 stycznia w mojej skrzynce czekał list zatytułowany "Hello from Google".

Logo Google

→ Czytaj dalej... (57 komentarzy)

Po otrzymaniu odpowiedzi odmownej odnośnie rekrutacji do Google (przeczytaj najpierw), sprawa ucichła - niemal o niej zapomniałem.

Jedno tylko czasem mi przychodziło do głowy: niedorzeczna świadomość, że wysłałem dwie aplikacje - o staż i o pracę, a odpowiedź otrzymałem jedną.

Po dwóch miesiącach w końcu przyszła odpowiedź na drugi mail.

Moja aplikacja została wzięta pod uwagę przy tworzeniu krakowskiego oddziału Google.

Google logo

→ Czytaj dalej... (15 komentarzy)

Dziś nie będzie o Google (ale będzie jutro). Dziś będzie o tym, co właśnie mimochodem usłyszałem w TV i o ogólnej idei niepodległości.

→ Czytaj dalej... (8 komentarzy)

W dwa miesiące przed rozmową kwalifikacyjną w IBM przechodziłem ulicą Krupniczą w Krakowie i zauważyłem w bramie znajome pastelowe kolorki... Moim oczom ukazała się siedziba Google!

To, co działo się później, wydawało się być snem informatyka...

Logo Google

→ Czytaj dalej... (9 komentarzy)

Rzecz działa się w lipcu zeszłego roku. Na moim wydziale (Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ) pojawiły się plakaty z krzykliwymi hasłami typu "czy lubisz publicystykę?" lub "studiujesz filologię lub informatykę?". Jeśli odpowiedź na te pytania brzmiała "tak", czytelnik miał się stawić na spotkanie z ekipą IBM Polska na stanowisko Technical Writer w Krakowie. Co też zrobiłem.

→ Czytaj dalej... (20 komentarzy)

Każdy informatyk po porannej (czyt. 11:00) pobudce najpierw otwiera pocztę (czyt. Gmaila). Tak też ja zrobiłem dzisiaj. Wpisuję hasło... Okazuje się złe! Kilka prób... Wciąż nic. Mimo, że hasło niedawno zmieniałem, byłem go pewien - na pocztę loguję się kilkanaście razy dziennie.

Błędne hasło!

→ Czytaj dalej... (13 komentarzy)

Zaczęło się na początku grudnia... Na ulicę wyszli Lottoludzie z piłkami zamiast głów. Najpierw zobaczyłem ich pod Galerią Krakowską, następnie spostrzegł ich mój tata przez kamerę internetową Rynku... A to był dopiero początek...

Lottoludzie!

Przed świętami z nieba zaczęły spadać szczęśliwe liczby. Tylko cudem uniknąłem śmierci, gdy wielki numer 23 zmiażdżył dach samochodu obok...

Lotto spada z niebios!

To pewnie nie koniec...

Co jakiś czas czytuję książki o Kosmosie, Wymiarach, czy Hiperprzestrzeni, by nie zapomnieć, by odświeżyć poglądy itd... Tak też w ostatnich dniach powróciłem do "Hiperprzestrzeni" Michio Kaku.

Pisze on, że istoty trójwymiarowe nie mogą zobaczyć wyższych wymiarów, ponieważ te są nieskończenie małe, a w dodatku nie potrafimy ich sobie wyobrazić, zaś nasze zmysły już dawno przestały je postrzegać (jeśli kiedykolwiek to robiły). W książce przedstawiona jest wyraźnie teoria, iż mogą istnieć istoty żyjące w wyższych wymiarach, których nie widzimy i nie czujemy. One jednak mogłyby nas wyciągnąć do np. czwartego wymiaru przestrzennego, "obrócić" nas w nim i spowrotem umieścić w naszym świecie.

Jakkolwiek takie podejście wydaje się logiczne, zaś my, jako istoty trójwymiarowe nie widzielibyśmy nicponia w jego pełnym sensie wymiarowym, tak zadałem sobie pytanie: dlaczego nie ma istot dwuwymiarowych?

Istoty takie żyłyby na "kartce papieru", nieskończenie cienkiej, zaś my moglibyśmy je tak samo "wyciągnąć" do trzeciegu wymiaru, "odwrócić" i "włożyć" spowrotem. Tu się chwilę zastanowiłem. Czy aby na pewno?

Skoro istoty te żyłyby w dwóch wymiarach, ich "wielkość" w trzecim wymiarze byłaby nieskończenie mała. Skutkiem tego, nie potrafilibyśmy ich zobaczyć, tak samo, jak nie umiemy zobaczyć nieskończenie małych wymiarów wyższych. W moim mniemaniu, idealnego punktu, linii, czy płaszczyzny dwuwymiarowej nie sposób zobaczyć z trzeciego wymiaru, bowiem są nieskończenie cienkie w innych wymiarach, lub nie są w nich w ogóle określone.

Możliwe więc, że istnieją istoty dwu-, a nawet jednowymiarowe, których nie widzimy, a one nas. Istoty trójwymiarowe możemy zobaczyć, bowiem sami jesteśmy w pełni "określeni" w tych trzech wymiarach. Jeśli rozszerzyć to twierdzenie na czas, możemy dojść do wniosku, że w istocie w tym samym miejscu i różnym czasie mogą istnieć inne Wszechświaty i istoty, z którymi żyjemy w harmonii, nawet o tym nie wiedząc.

Na myśl przychodzi od razu wizja duchów, jednak jako osoba mająca pewien dystans (póki co) do wiary, nie podciągałbym tej teorii pod powyższy wywód. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że tak, jak my podejrzewamy, iż mogą istnieć istoty w wyższych wymiarach, tak też mogą istnieć w niższych. I wcale nie musimy widzieć tych drugich, podobnie jak tych pierwszych. Zaś one nas.

Dodatkowo, jeśli przyjąć propozycje Riemanna, jakoby siły elektrostatyczności, grawitacji i magnetyzmu były efektami zagięcia przestrzeni w wyższych wymiarach, można uznać, iż my możemy wywoływać pewne oddziaływania na istoty żyjące w niższych wymiarach, nawet sobie z tego nie zdając sprawy. Podobnie, jak istoty np. czterowymiarowe na nas. W takim porządku świata sens miałaby nawet definicja Boga, wysunięta w książce, jakoby była to istota określona w nieskończonej liczbie wymiarów. Tak więc mająca władzę nad wszystkimi niższymi.

Przyznam, iż ta koncepcja poruszyła mnie. Wczoraj, leżąc w środku nocy, opracowałem prototyp. Dzisiaj, na podstawie dwóch zdań zapisanych naprędce w komórce, rozwinąłem ją w trakcie pisania wpisu. Wraz z dalszą lekturą książki mogą pojawić się w mojej głowie nowe koncepcje... Jednak już tą uważam za coś nowego - podczas poprzednich lektur tej pozycji, nigdy nie wpadłem na taki oczywisty wniosek. Zobaczymy, co przyszłość przyniesie...

Konto na fotka.pl czas zamknąć. Trochę się do niego przyłożyłem, więc sobie zapiszę screencasta... Mój profil w zdjęciach. Natomiast w opisie...

→ Czytaj dalej... (Komentarze wyłączone)

Po poprzednich wpisach na temat wykładu o studiach w moim lo oraz Dniach Otwartych UJ przyszła pora na Festiwal Nauki w Krakowie. Nie trudno zauważyć, że już na pierwszym roku staram się nie zasypiać gruszek w popiele i chwytam, za co się da ;)

W tym właśnie problem, przy okazji tej imprezy. Dojrzałem wywieszoną kartkę, iż poszukiwani są chętni do pomocy w reprezentacji naszego wydziału na Festiwalu Nauki. Długo nie myśląc, zaplanowałem wbicie na spotkanie organizacyjne 15 maja, we wtorek (co ciekawe - już w trakcie trwania festiwalu...).

Natura jednak miała inne plany, i jak wyszedłem kupić klemę do sklepu, tak lunęło deszczem rzęsistym i potężnym, a następnie spadł grad, którego wielkość w przybliżeniu była równa opuszkom palców poczynając od paznkocia - czyli całkiem spory. Możliwe, że największy, jaki widziałem. Temperatura była wybitnie dodatna, więc wracając do domu po rzekach, w które zamieniły się ulice i chodniki, obserwowałem fantastyczny efekt parowania gradu znad traw - fantastyczna mgiełka... Rewelacyjna sprawa.

Nie miałem jednak już ochoty jechać w taką pogodę na spotkanie, więc stwierdziłem, że podobnie jak w przypadku Dni Otwatych, załatwię sprawę mailowo. Pan odpowiedzialny za nasz wydział skierował mnie do pana odpowiedzialnego za mój kierunek. Ten jednak nie raczył odpisać na maila. Pofatygowałem się więc do niego, ale usłyszałem tylko, że wszystkie stołki są już obsadzone i będziemy organizować prezentację jakże ciekawych wyrenderowanych przez naszych studentów grafik. Szczęka mi opadła, pogodziłem się z porażką i odpuściłem... Potem nawet się nie pofatygowałem na Rynek w ramach odwiedzin, jak co roku - brak czasu, chęci... Nie tak to miało być. Trudno, za rok osobiście dopilnuję, żeby było wypaśnie.

Trochę jednak wyciągnąłem z całego zajścia. Otóż uświadomiłem sobie, że prezentacje z ciekłym azotem, wahadłem Maxwella, walizką i innymi bajerami, które zawsze najbardziej mnie (i innych zresztą też) przyciągały były (i są) prowadzone... przez mój kochany wydział :) Dziwną sprawą wydaje mi się fakt, że Instytut Matematyki i Informatyki ma kasę na organizację konkursów na festiwalu z nagrodami (pendrive'y), natomiast nasza Informatyka klepię biedę. Trzeba będzie to naprawić. Poza tym, poczytałem informator festiwalowy... I kto wymyślił Festiwal? Oczywiście, aktualny Rektor UJ, Karol Musioł, w 2000 roku.

W ostatnich dniach poszukiwałem pokoju dziekana... patrzę, a tu na drzwiach "Prof. dr hab. Karol Musioł" - kolejny szok. Rektor naucza na moim wydziale! Ba, prawdopodobnie będę miał z nim osobiście przyjemność mieć zajęcia na III roku, wg Adrianny (pozdrówka :P). Fajnie, będzie niedaleko do pójścia w sprawach inicjatyw... a tych mam sporo w planach ;)

Chociaż sam Festiwal nie wypalił dla mnie tak, jak chciałem, trzeba powiedzieć, że uczestniczenie w takich eventach jest bardzo przydatnym i świetnym doświadczeniem. Serdecznie zachęcam :)

Jak pisałem w poprzednim wpisie, w trakcie przygotowywania wykładu na temat studiów dla maturzystów, pojawiła się okazja uczestniczenia w Dniach Otwatych UJ.

Okazja ta ujawniła się w formie karteczki na tablicy ogłoszeń mojego roku. Nie byłem wprawdzie na spotkaniu organizacyjnym, jednak kochana Adrianna, która była odpowiedzialna za nasz wydział, odpisywała na maile i smsy, skutkiem czego pojawiłem się w piątek 30 marca o 9:00 w Audytorium Maximum (ten bunkier na Krupniczej ;)). Poszedłem na czuja i trafiłem do, z pozoru, niewielkiej sali, gdzie panował jeden wielki burdel.

Dni Otwarte UJ

Obszedłem go dookoła i znalazłem stanowisko Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej tuż przy drzwiach, którymi wchodziłem. Chwilę się pokręciłem, aż trafiłem na Adriannę - bardzo miła osoba ;) Obdarowała mnie koszulką Samorządu Studenckiego (do którego jeszcze nie należę ;)) i wspólnymi siłami z kilkoma osobami doprowadziliśmy, mniej więcej, do ładu i składu nasze rozległe stanowisko. Zamieszania było sporo, ale na 10:00 (otwarcie dla licealistów) niemal wszystko było już gotowe przy wszystkich stanowiskach. (Na poniższym zdjęciu jestem na pierwszym planie ;))

Dni Otwarte UJ

Darmowe kalendarze, długopisy i smycze zniknęły już przy pierwszej fali odwiedzających, więc kto nie wziął sobie na pamiątkę egzemplarza - miał czego żałować ;) Ja przywłaszczyłem sobie kalendarz skomponowany pod studentów UJ, bowiem właśnie polowałem na jakiś terminarz, a kasy żal było. Oraz smycz dla siebie ;)

Dni Otwarte UJ

Ludzi przewijało się sporo, łącznie gdzieś z 30 na godzinę do samej Informatyki Stosowanej. Początkowo myślałem, że będę kiepską pomocą, bowiem pojawiły się Kasia i Gosia z III roku Infy - wiedza na pewno obszerniejsza... Kilka pierwszych pytań... i okazuje się, że tylko ja znam zeszłoroczne progi (swoją drogą - na Informatykę było to ok. 40% z matury rozszerzonej z matmy lub infy - szok dla pytających i pytanych ;)) i aktualne warunki na pierwszym roku. Ogólnie, było niezmiernie miło, a ja przekonałem się, że UJ składa się nie tylko ze zjebów - ekipa była bardzo wartościowych ludzi, wyniosłem z tego kilka znajomości i jestem niezmiernie szczęśliwy, że się na to zapisałem. Potem przyszedł po mnie kolega z Politechniki, a ja nawet jego odesłałem, by jeszcze posiedzieć w tej wspaniałej atmosferze ;) Obdarowano nas prowiantem w postaci drożdżówek i wody, aż w końcu dałem się Kamilowi wyciągnąć - i tak zmieniał się skład na popołudniowy. Przy okazji zwiedziliśmy główną Aulę Audytorium Maximum - robi kolosalne wrażenie. Druga połowa była przedzielona ogromną ścianą (chowaną, jak mniemam), ale i tak była to największa sala w stylu kinowym, jaką widziałem. Nagłośnienie świetne, siedzenia wygodne... Aż przyjemnie się siedziało ;)

Dni Otwarte UJ

Te kilka godzin zmieniło moje podejście do ludzi na UJ - stwierdziłem, że ci wartościowi chowają się po kołach typu Studenckie Koło Informatyki Stosowanej i w Samorządzie Studenckim. Do tego pierwszego mnie gorąco zapraszano, więc w kilka dni później zapisałem się (5zł semestralnie), licząc, że pomoże mi to także w organizowaniu własnych wykładów. Trochę się przejechałem już przy samym zapisie - okazało się, że nasz mały pokoik jest pełen bliżej nieokreślonych ludzi, którzy są tam w bliżej nieokreślonym celu i robią zamieszanie. Nikt nie wie, kto jest skarbnikiem, ani szefem tego stowarzyszenia... Wrażenie więc fatalne... W końcu znalazł się skarbnik... Dałem mu deklarację wraz z kasą, ale drugi raz już tam nie wstąpiłem i mnie nie ciągnie. Lista członków wykracza już ponad setkę, pokój mamy 4x2 metry... Wolę zrobić swoje własne stowarzyszenie i pod jego patronatem robić wykłady ;)

Podsumowując, Dni Otwarte to najlepsza impreza, w jakiej brałem czynny udział. Za rok na pewno też tam będę ;)