W połowie lipca udało mi się wybrać na 1,5 miesiąca na wakacje do Irlandii.

Wyjeżdżając, doładowałem swoje konto w ofercie na kartę w Orange. Tym bardziej nie spodziewałem się tego, co czeka na mnie po powrocie...

Oto historia, jak bezpowrotnie straciłem numer używany od 8 lat.

Logo Orange

Miłe złego początki

Mając ofertę na kartę (dokładniej POPa z Idei) od ośmiu lat, ostatnimi czasy doładowuję sobie konto przez dzwonienie na numer 0 300 900 900 (koszt połączenia - 10zł - jest przekazywany na konto komórkowe) lub przez MilleSMS w Banku Millennium (darmowy SMS, doładowanie natychmiastowe prosto z konta bankowego, w każdej chwili).

14 lipca udałem się do Kilkenny w Irlandii, gdzie spędziłem bardzo miłe chwile aż do 30 sierpnia.

Uprzednio doładowywałem konto 11 lipca na 5zł, a następnie 12 lipca na 10zł. Pierwsza opcja przedłuża okres na odbieranie połączeń przychodzących o 7 dni, druga - o 14.

Jak łatwo wyliczyć, odbieranie połączeń miałem więc zapewnione do 26 lipca. Do tego czasu miałem kupić numer w irlandzkim O2 i jego używać do końca wakacji.

Już pierwszego dnia pobytu, za kwotę bodaj €10 sprawiłem sobie numer w tejże sieci, dostając przy okazji 250 darmowych SMSów z Internetu miesięcznie, do wszystkich krajów i sieci (Orange daje... 30).

Tak też bez troski spędziłem miłe wakacje, które zaowocują kilkoma następnymi wpisami.

Karta SIM nieaktywna

Tak brzmiał komunikat zaraz po włożeniu karty SIM Orange podczas powrotu, jeszcze w samolocie. Byłem jednak pewien, że doładowanie konta wystarczy, by wszystko wróciło do normy.

Taką też próbę podjąłem zaraz po powrocie do domu. Szybkie wykręcenie 0 300 900 900 i...

Błędny numer, spróbuj ponownie

Wtedy już zacząłem podejrzewać najgorsze. Wykręciłem swój numer komórkowy z telefonu stacjonarnego, by usłyszeć złowieszcze...

Nie ma takiego numeru

Cóż zrobić... Poszedłem spać, a następnego dnia skontaktowałem się z BOK Orange.

Polemika z Biurem Obsługi Klienta Orange

Najpierw użyłem teoretycznie najszybszej metody, czyli infolinii.

Teoretycznie, bowiem na pytania automatu odpowiadałem 10 minut z zegarkiem w ręku!

Naturalnie, procesu nie dało się przyspieszyć, bo wybranie złego numeru przed końcem podpowiedzi owocowało zakończeniem połączenia. Jak to określił mój głęboko siedzący w temacie tata, FULL IVR. Niestety.

Po tych 10 minutach udało mi się nareszcie usłyszeć głos konsultantki, która poinformowała mnie, że mój numer został wyrejestrowany z sieci 5 sierpnia, czyli w 10 dni po zakończeniu mojego okresu na połączenia przychodzące.

Rzeczona pani konsultantka nie potrafiła mi podać powodu, ani polecić czegokolwiek innego, niż pisanie reklamacji do Warszawy.

A klienci biznesowi, których zbierałem od 8 lat czekali...

Pomyślałem - nonsens!

Przecież od czasu zakończenia się okresu na połączenia przychodzące do wyrejestrowania z sieci mija przynajmniej pół roku. Taki też mail skierowałem pod adres bok@orange.pl. Odpowiedź przyszła natychmiastowo:

Informuję, że jeżeli na telefonie pojawia się informacja, iż karta sim jest nieaktywna to dzieje się tak w przypadku, gdy minął termin ważności konta po ostatnim doładowaniu. Przykro mi, ale w takiej sytuacji nie ma możliwości ponownej aktywacji tego numeru.

Ewentualnie proponuję złożyć reklamację w formie pisemnej z dokładnym opisem sytuacji (kiedy ostatni raz było doładowane konto i jaką wartością) i czytelnym podpisem, by dział reklamacyjny mógł zając się Pana sprawą jak najszybciej. Reklamację można przesłać faxem na nr (022) 588 78 83.

Reklamację napisałem tego samego dnia i wysłałem faksem wraz z dowodami doładowań konta.

10 dni zajęło Orange rozpatrzenie mojej reklamacji.

W odpowiedzi (upomniałem się o nią mailowo, na co zacytowano mi ponoć wysłaną pocztą wiadomość, o treści innej aniżeli ta, którą potem otrzymałem) potwierdzono doładowania we wskazanych terminach, przy czym napisano:

W przpadku, gdy zakończy się okres pasywny karta SIM jest dezaktywowana. Taka sytuacja miała miejsce na koncie ww. numeru w dniu 05.08.2008. W związku z powyższym, nie mamy podstaw do przywrócenia aktywności numeru.

Wyjaśniam także, że PTK Centertel Sp. z o.o. nie świadczy usługi powiadamiania Użytkownika o upływie ważności czasu połączeń przychodzących.

Czy przez dezaktywowanie karty SIM rozumiecie wyrejestrowanie numeru z sieci? Bo ja nie.

By prowadzić jednak dalszą dysputę, sięgnąłem do zakurzonych Regulaminów jeszcze z czasu POPa Idei.

Okrutna prawda, o której mało kto wie

Jakie było moje zdziwienie, gdy w Regulaminie ujrzałem, że Umowa traci ważność wraz z zakończeniem okresu odbierania połączeń!

Tego się nie spodziewałem i faktycznie dalsza polemika nie miała już sensu.

Dość powiedzieć, że osobie z mojej rodziny Era przywróciła numer po roku od jego wyrejestrowania, za opłatą 50zł.

W Orange jest to jednak "niemożliwe", bo i po co iść na rękę wieloletniemu klientowi?

Zaciekawiony, czy to tylko moje frajerstwo, przeprowadziłem szybką sondę wśród użytkowników Orange będących chwilowo online.

Na 15 zapytanych osób tylko jedna wiedziała, że numer może zostać usunięty natychmiast po zakończeniu się okresu połączeń przychodzących.

Oczywiście, można winić ludzi, że nie czytają regulaminu. Inna sprawa, czy operator chce iść swoim klientom na rękę, czy utrudniać życie.

Dla przykładu, Patrysowi przychodziły SMSy z Orange przez dwa miesiące od zerwania umowy. Taki przypadek miało również dwóch innych moich znajomych.

Koniec końców...

I tak trzeba zostać przy Orange.

80% moich znajomych ma w tej sieci numer, ale jest to wyłącznie zasługa Idei, bowiem odkąd Orange przejęło pałeczkę, rzeczy zmierzają w fatalną stronę.

Ja mam tylko nadzieję, że ta koszmarna obsługa klienta i zawieszające się usługi (aktywacja pakietu SMS za grosz, 0 300 900 900) spowodują, że ludzie będą skłonni wybrać lepszą alternatywę.

Tylko, czy taka istnieje?

Chcesz być powiadamiany o nowych artykułach? Zapisz się do kanału RSS lub zasubskrybuj powiadomienia e-mailem!

Przeczytaj inne popularne artykuły!