Dziś nie będzie o Google (ale będzie jutro). Dziś będzie o tym, co właśnie mimochodem usłyszałem w TV i o ogólnej idei niepodległości.

Jaką mamy okazję?

Kosowo ogłosiło niepodległość. Sprawa ciągnie się od dawien dawna, a mnie najciekawej zobrazował ją film "Thin Red Line".

Dlaczego muszą być wojny?

Jak to na wojnie, nie ma czystych sumień. Ludobójstwo tu, ludobójstwo tam. Zaczęło się od Slobodana Miloševicia, potem były reakcje NATO... Względny spokój, aż wreszcie znowu iskrzy, a Serbia za wygraną nie da.

I nie dziwota, bowiem jest to głowa niegdysiejszej Jugosławii i wie, co to znaczy rozpadać się. Gwoli przypomnienia, mamy z Jugosławii Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę, Macedonię, Słowenię i Serbię. Będziemy mieć i Kosowo.

Logiczne jest, że prędzej czy później z Serbii niewiele zostanie (jeśli cokolwiek). Te same problemy miała (i ma) Rosja (wcześniej ZSRR). Cóż zrobić? Politycznie ponieśli już porażkę, gospodarczo nie zachęcą ludzi do zostania.

Zostaje użycie siły.

Nonsens i paradoks

Sęk w tym, że te państwa mają już swoje ustroje polityczne, które zakładają, że władza należy do obywateli. Jeśli więc obywatele chcą się odłączyć, jakie prawo mają pozostali, by się na to nie zgodzić?

Pomijając czynniki gospodarcze, religijne itp. jest to dla mnie bezsensowne, by siłą kogoś próbować zmusić do zostania. Wiadomo, że siłą nie wygrają - to tylko kwestia czasu.

Nęka mnie tylko jedno pytanie

Zastanawiam się, czy Rosja przestanie istnieć jeszcze za mojego życia.

Ot, taka dygresja.

  • Dodaj lub śledź Atom dla komentarzy komentarze
  • Kategorie wpisu: Codzienność, Coś tu nie gra..., Polityka, Refleksje, Wszystkie
  • Trackback do wpisu (?)
  • Dodaj do Ma.Gnolia Dodaj do del.icio.us Dodaj do Digg.com Dodaj do StumbleUpon Dodaj do Google Reader lub Google IG