Po poprzednich wpisach na temat wykładu o studiach w moim lo oraz Dniach Otwartych UJ przyszła pora na Festiwal Nauki w Krakowie. Nie trudno zauważyć, że już na pierwszym roku staram się nie zasypiać gruszek w popiele i chwytam, za co się da ;)

W tym właśnie problem, przy okazji tej imprezy. Dojrzałem wywieszoną kartkę, iż poszukiwani są chętni do pomocy w reprezentacji naszego wydziału na Festiwalu Nauki. Długo nie myśląc, zaplanowałem wbicie na spotkanie organizacyjne 15 maja, we wtorek (co ciekawe - już w trakcie trwania festiwalu...).

Natura jednak miała inne plany, i jak wyszedłem kupić klemę do sklepu, tak lunęło deszczem rzęsistym i potężnym, a następnie spadł grad, którego wielkość w przybliżeniu była równa opuszkom palców poczynając od paznkocia - czyli całkiem spory. Możliwe, że największy, jaki widziałem. Temperatura była wybitnie dodatna, więc wracając do domu po rzekach, w które zamieniły się ulice i chodniki, obserwowałem fantastyczny efekt parowania gradu znad traw - fantastyczna mgiełka... Rewelacyjna sprawa.

Nie miałem jednak już ochoty jechać w taką pogodę na spotkanie, więc stwierdziłem, że podobnie jak w przypadku Dni Otwatych, załatwię sprawę mailowo. Pan odpowiedzialny za nasz wydział skierował mnie do pana odpowiedzialnego za mój kierunek. Ten jednak nie raczył odpisać na maila. Pofatygowałem się więc do niego, ale usłyszałem tylko, że wszystkie stołki są już obsadzone i będziemy organizować prezentację jakże ciekawych wyrenderowanych przez naszych studentów grafik. Szczęka mi opadła, pogodziłem się z porażką i odpuściłem... Potem nawet się nie pofatygowałem na Rynek w ramach odwiedzin, jak co roku - brak czasu, chęci... Nie tak to miało być. Trudno, za rok osobiście dopilnuję, żeby było wypaśnie.

Trochę jednak wyciągnąłem z całego zajścia. Otóż uświadomiłem sobie, że prezentacje z ciekłym azotem, wahadłem Maxwella, walizką i innymi bajerami, które zawsze najbardziej mnie (i innych zresztą też) przyciągały były (i są) prowadzone... przez mój kochany wydział :) Dziwną sprawą wydaje mi się fakt, że Instytut Matematyki i Informatyki ma kasę na organizację konkursów na festiwalu z nagrodami (pendrive'y), natomiast nasza Informatyka klepię biedę. Trzeba będzie to naprawić. Poza tym, poczytałem informator festiwalowy... I kto wymyślił Festiwal? Oczywiście, aktualny Rektor UJ, Karol Musioł, w 2000 roku.

W ostatnich dniach poszukiwałem pokoju dziekana... patrzę, a tu na drzwiach "Prof. dr hab. Karol Musioł" - kolejny szok. Rektor naucza na moim wydziale! Ba, prawdopodobnie będę miał z nim osobiście przyjemność mieć zajęcia na III roku, wg Adrianny (pozdrówka :P). Fajnie, będzie niedaleko do pójścia w sprawach inicjatyw... a tych mam sporo w planach ;)

Chociaż sam Festiwal nie wypalił dla mnie tak, jak chciałem, trzeba powiedzieć, że uczestniczenie w takich eventach jest bardzo przydatnym i świetnym doświadczeniem. Serdecznie zachęcam :)

  • Dodaj lub śledź Atom dla komentarzy komentarze
  • Kategorie wpisu: Codzienność, Działalność, Edukacja, Wszystkie
  • Trackback do wpisu (?)
  • Dodaj do Ma.Gnolia Dodaj do del.icio.us Dodaj do Digg.com Dodaj do StumbleUpon Dodaj do Google Reader lub Google IG