Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google

Kubańczyk, Szkot, Irlandczyk i Polak jadą pociągiem. W pewnym momencie Kubańczyk wyjmuje cygaro. Najlepsze, prosto z Kuby, warte kupę szmalu. Podpala je, zaciąga się raz i wyrzuca przez okno. - Co robisz? - dziwą się pozostali. - Jestem Kubańczykiem, w moim kraju jest mnóstwo takich cygar, mogę sobie pozwolić na to. Mija trochę czasu. Szkot wyjmuje butelkę pięćdziesięcioletniej szkockiej Whisky, cudowny kolor i aromat, oczywiście cena również odpowiednia. Nalewa sobie pół szklaneczki i również wyrzuca resztę przez okno. Wszyscy oczywiście zdziwieni, Szkot odpowiada: - W moim kraju takiej whisky pod dostatkiem, gdzie się człowiek nie odwróci tam mnóstwo takich butelek. Ponownie mija trochę czasu. Wstaje Irlandczyk i wyrzuca Polaka przez okno.

Wraca Jasio ze szkoły. Ojciec, dresiarz, postanowił zagaić intelektualnie do syna:

- No i co tam Jasiu w szkole?

- Niedobrze tato, 5 pałek dostałem.

- No Jasiu, będzie wpierdol.

- Wiem tato, mam już adresy.

A za 5 lat wydadzą reklamę ze sloganem "a nie mówiliśmy?" ;)

Ja przedkładam Jabbera nad maila, a maila nad wszystko pozostałe.

Gg jest gdzieś na szarym końcu, zaraz za pocztą pantoflową i głuchym telefonem ;)

Tajny język naukowców

 

...dane są poprawne z dokładnością do rzędu wielkości... - dane są bardzo niedokładne.

Po poprzednich wpisach na temat wykładu o studiach w moim lo oraz Dniach Otwartych UJ przyszła pora na Festiwal Nauki w Krakowie. Nie trudno zauważyć, że już na pierwszym roku staram się nie zasypiać gruszek w popiele i chwytam, za co się da ;)

W tym właśnie problem, przy okazji tej imprezy. Dojrzałem wywieszoną kartkę, iż poszukiwani są chętni do pomocy w reprezentacji naszego wydziału na Festiwalu Nauki. Długo nie myśląc, zaplanowałem wbicie na spotkanie organizacyjne 15 maja, we wtorek (co ciekawe - już w trakcie trwania festiwalu...).

Natura jednak miała inne plany, i jak wyszedłem kupić klemę do sklepu, tak lunęło deszczem rzęsistym i potężnym, a następnie spadł grad, którego wielkość w przybliżeniu była równa opuszkom palców poczynając od paznkocia - czyli całkiem spory. Możliwe, że największy, jaki widziałem. Temperatura była wybitnie dodatna, więc wracając do domu po rzekach, w które zamieniły się ulice i chodniki, obserwowałem fantastyczny efekt parowania gradu znad traw - fantastyczna mgiełka... Rewelacyjna sprawa.

Nie miałem jednak już ochoty jechać w taką pogodę na spotkanie, więc stwierdziłem, że podobnie jak w przypadku Dni Otwatych, załatwię sprawę mailowo. Pan odpowiedzialny za nasz wydział skierował mnie do pana odpowiedzialnego za mój kierunek. Ten jednak nie raczył odpisać na maila. Pofatygowałem się więc do niego, ale usłyszałem tylko, że wszystkie stołki są już obsadzone i będziemy organizować prezentację jakże ciekawych wyrenderowanych przez naszych studentów grafik. Szczęka mi opadła, pogodziłem się z porażką i odpuściłem... Potem nawet się nie pofatygowałem na Rynek w ramach odwiedzin, jak co roku - brak czasu, chęci... Nie tak to miało być. Trudno, za rok osobiście dopilnuję, żeby było wypaśnie.

Trochę jednak wyciągnąłem z całego zajścia. Otóż uświadomiłem sobie, że prezentacje z ciekłym azotem, wahadłem Maxwella, walizką i innymi bajerami, które zawsze najbardziej mnie (i innych zresztą też) przyciągały były (i są) prowadzone... przez mój kochany wydział :) Dziwną sprawą wydaje mi się fakt, że Instytut Matematyki i Informatyki ma kasę na organizację konkursów na festiwalu z nagrodami (pendrive'y), natomiast nasza Informatyka klepię biedę. Trzeba będzie to naprawić. Poza tym, poczytałem informator festiwalowy... I kto wymyślił Festiwal? Oczywiście, aktualny Rektor UJ, Karol Musioł, w 2000 roku.

W ostatnich dniach poszukiwałem pokoju dziekana... patrzę, a tu na drzwiach "Prof. dr hab. Karol Musioł" - kolejny szok. Rektor naucza na moim wydziale! Ba, prawdopodobnie będę miał z nim osobiście przyjemność mieć zajęcia na III roku, wg Adrianny (pozdrówka :P). Fajnie, będzie niedaleko do pójścia w sprawach inicjatyw... a tych mam sporo w planach ;)

Chociaż sam Festiwal nie wypalił dla mnie tak, jak chciałem, trzeba powiedzieć, że uczestniczenie w takich eventach jest bardzo przydatnym i świetnym doświadczeniem. Serdecznie zachęcam :)

Jak pisałem w poprzednim wpisie, w trakcie przygotowywania wykładu na temat studiów dla maturzystów, pojawiła się okazja uczestniczenia w Dniach Otwatych UJ.

Okazja ta ujawniła się w formie karteczki na tablicy ogłoszeń mojego roku. Nie byłem wprawdzie na spotkaniu organizacyjnym, jednak kochana Adrianna, która była odpowiedzialna za nasz wydział, odpisywała na maile i smsy, skutkiem czego pojawiłem się w piątek 30 marca o 9:00 w Audytorium Maximum (ten bunkier na Krupniczej ;)). Poszedłem na czuja i trafiłem do, z pozoru, niewielkiej sali, gdzie panował jeden wielki burdel.

Dni Otwarte UJ

Obszedłem go dookoła i znalazłem stanowisko Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej tuż przy drzwiach, którymi wchodziłem. Chwilę się pokręciłem, aż trafiłem na Adriannę - bardzo miła osoba ;) Obdarowała mnie koszulką Samorządu Studenckiego (do którego jeszcze nie należę ;)) i wspólnymi siłami z kilkoma osobami doprowadziliśmy, mniej więcej, do ładu i składu nasze rozległe stanowisko. Zamieszania było sporo, ale na 10:00 (otwarcie dla licealistów) niemal wszystko było już gotowe przy wszystkich stanowiskach. (Na poniższym zdjęciu jestem na pierwszym planie ;))

Dni Otwarte UJ

Darmowe kalendarze, długopisy i smycze zniknęły już przy pierwszej fali odwiedzających, więc kto nie wziął sobie na pamiątkę egzemplarza - miał czego żałować ;) Ja przywłaszczyłem sobie kalendarz skomponowany pod studentów UJ, bowiem właśnie polowałem na jakiś terminarz, a kasy żal było. Oraz smycz dla siebie ;)

Dni Otwarte UJ

Ludzi przewijało się sporo, łącznie gdzieś z 30 na godzinę do samej Informatyki Stosowanej. Początkowo myślałem, że będę kiepską pomocą, bowiem pojawiły się Kasia i Gosia z III roku Infy - wiedza na pewno obszerniejsza... Kilka pierwszych pytań... i okazuje się, że tylko ja znam zeszłoroczne progi (swoją drogą - na Informatykę było to ok. 40% z matury rozszerzonej z matmy lub infy - szok dla pytających i pytanych ;)) i aktualne warunki na pierwszym roku. Ogólnie, było niezmiernie miło, a ja przekonałem się, że UJ składa się nie tylko ze zjebów - ekipa była bardzo wartościowych ludzi, wyniosłem z tego kilka znajomości i jestem niezmiernie szczęśliwy, że się na to zapisałem. Potem przyszedł po mnie kolega z Politechniki, a ja nawet jego odesłałem, by jeszcze posiedzieć w tej wspaniałej atmosferze ;) Obdarowano nas prowiantem w postaci drożdżówek i wody, aż w końcu dałem się Kamilowi wyciągnąć - i tak zmieniał się skład na popołudniowy. Przy okazji zwiedziliśmy główną Aulę Audytorium Maximum - robi kolosalne wrażenie. Druga połowa była przedzielona ogromną ścianą (chowaną, jak mniemam), ale i tak była to największa sala w stylu kinowym, jaką widziałem. Nagłośnienie świetne, siedzenia wygodne... Aż przyjemnie się siedziało ;)

Dni Otwarte UJ

Te kilka godzin zmieniło moje podejście do ludzi na UJ - stwierdziłem, że ci wartościowi chowają się po kołach typu Studenckie Koło Informatyki Stosowanej i w Samorządzie Studenckim. Do tego pierwszego mnie gorąco zapraszano, więc w kilka dni później zapisałem się (5zł semestralnie), licząc, że pomoże mi to także w organizowaniu własnych wykładów. Trochę się przejechałem już przy samym zapisie - okazało się, że nasz mały pokoik jest pełen bliżej nieokreślonych ludzi, którzy są tam w bliżej nieokreślonym celu i robią zamieszanie. Nikt nie wie, kto jest skarbnikiem, ani szefem tego stowarzyszenia... Wrażenie więc fatalne... W końcu znalazł się skarbnik... Dałem mu deklarację wraz z kasą, ale drugi raz już tam nie wstąpiłem i mnie nie ciągnie. Lista członków wykracza już ponad setkę, pokój mamy 4x2 metry... Wolę zrobić swoje własne stowarzyszenie i pod jego patronatem robić wykłady ;)

Podsumowując, Dni Otwarte to najlepsza impreza, w jakiej brałem czynny udział. Za rok na pewno też tam będę ;)

Niemal rok temu cieszyłem się z przyjęcia na UJ - wbrew wszystkiemu, co mi przepowiadano, a nawet - w co sam zacząłem wierzyć. Niech mnie gęś kopnie, jeśli spodziewałem się, jaka to będzie rewolucja. Uczelnia, do której chce się chodzić z racji na zajęcia, a nie uczęszczających - zupełnie odwrotnie, niż za czasów LO. Swój zachwyt opisywałem już kiedyś (teraz bym do tego dodał kilka razy tyle, zaś UJ nie zamienił nawet na wymarzony Princeton).

Swój zachwyt głosiłem wszem i wobec, aż w końcu wymyśliłem - zorganizować spotkanie "licealiści konta studenci" w moim LO. Sposób na propagandę, a na dodatek poznanie mnóstwa nowych ludzi ;) Poszedłem więc do LO - odzew władz był bardzo pozytywny. Gorzej ze studentami - ci cały czas się uczyli i robili ogólnie wszystko, co zbędne. Przekładanie z tygodnia na tydzień... W tym czasie pojawiła się okazja uczestniczenia w Dniach Otwartych UJ, z której skorzystałem - coby sprawdzić, jak się nadaję na gadanie o tej uczelni ;) W końcu trafiło mnie, ustaliłem deadline na 25 kwietnia i zorganizowałem wykładzik ;) Publika była średnio liczna (ok. 50 osób), bowiem trzecie klasy już były po klasyfikacji. Studentów, prócz mnie, przyszło sztuk jeden. Niemniej, sam wykład był, myślę, bardzo przyjemny dla obu stron, w miarę śmieszny i konkretny. Skecz, pisany na godzinę przed akcją, był następujący:

  1. Co miało być, a co jest. Kontakt w razie czego. Czego się dowiecie…
  2. Matura – co, gdy się nie zdaje lub obleje (studium zazwyczaj płatne)
  3. WKU 3 razy: maturalne, złożenie papierów, przyjęcie
  4. Składanie papierów: ilość podań, notariusz w AP
  5. Rekrutacja: załóżcie terminarze, listy rezerwowe
  6. Przyjęcie: legitymacje, ubezpieczenie ~30zł
  7. Terminy: wydział, kierunek, specjalność (specjalizacja), kolokwium (przekładanie bez problemów), kolokwium zaliczeniowe, sesja, wykłady, ćwiczenia/laboratoria/pracownia, sesja poprawkowa, dziekan, prodziekan, rektor, prorektor, dziekanat (sekretariat), ilość zajęć i przedmiotów w tygodniu, starosta, warunek (w zależności od wydziału), punkty ECTS, index, zakładanie konta w bibliotekach (8zł bez legitki elektronicznej), system ocen
  8. Studiowanie: e-mailowanie, fora roków, materiały w necie, zeszyty (ich brak), nieobecności (bez czepialstwa, 2nieuspr), książeczka zdrowia teorią, WF (tylko na stacj. dziennych; sekcje), zaliczanie eksternistyczne przedmiotów, odpytywanie przy tablicy na ocenę NIE na UJ
  9. Studia: stacjonarne, niestacjonarne, licencjackie, magisterskie, inżynierskie (nie ma na UJ), w syst. Sob-nd.
  10. Różnice między tymi samymi kierunkami na wydziałach
  11. Specjalności lub bloki programowe na 3. roku
  12. O samych uczelniach: AE, AGH (kilka ciekawych wydziałów), AP, AR, AWF, ASP, PK, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna, KSW, WSZiB, UJ (luzy na zajęciach, opóźnienia dozwolone, regulamin zmieniony że nie można wylecieć na 1. sesji, warun na 1 .roku).
  13. The End. Any questions – priv or mail/gg.

Podsumowując, myślę, że dla osób dostających się teraz na studia jest to świetna okazja do poznania, pokazania się, poćwiczenia... W moim przypadku motywacją była chęć poznania nowych ludzi, zdobycia jakiegoś nowego doświadczenia, czy wreszcie - odpłacenia swojemu liceum za, bądź co bądź, wpojenie poziomu wiedzy, przy którym kozaki z czołowych krakowskich liceów wymiękają. Poza tym, chciałem (i wciąż chcę) prowadzić serię wykładów na UJ - musiałem sprawdzić, czy nie mam tremy ;) Poza tym, że miejscami się lekko mieszałem i odbiegałem od tematu, nie było źle. Zdecydowanie polecam takie akcje.

Zaraz po zakończeniu wykładu wparował kolejny student (brawo za wyczucie czasu), z którym ruszyłem jego bryką na Kraków... i nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie to, że uświadomiłem sobie, iż jeśli ktoś inny siedzi za kółkiem, frajda może być przednia dla pasażera. Pozdrawiam wszystkich, na których darłem mordę na przystankach w stylu "iiiiihaaaaa", włączając w to robotników :P Na następny dzień ból gardła, ale co tam... 25 kwietnia 2007 - worth memoring ;)

W Internecie zagrzmiało od wiadomości o złapaniu przez policję tłumaczy napisów z napisy.org. Chciałbym wrzucić do tego swoje trzy grosze, bo albo ludzie faktycznie zgrywają głupa, albo się nie znają.

Zacznijmy od informacji prasowej i tekstów z samej gazeta.pl. Czytamy:

Osobiście wiem o 6 osobach (nie o 9 jak napisano), dwójka administratorów, trójka moderatorów oraz jedna tłumaczka, ciężko mi powiedzieć czy było więcej nalotów.Wszystkie naloty miały miejsce o 6 rano. Nie wiemy skąd wytypowali osoby do nalotu, dane osobowe żadnego użytkownika nie są dostępne publicznie.

Okay, ilość nie jest istotna. Ważniejsze, na jakiej podstawie _mogli_ zatrzymać tych ludzi panowie w niebieskim. "Dwójka administratorów"... Fakt, sami tłumacze nie posiadali profitów z umieszczania tłumaczeń. Ale czy administratorzy nie trzepali kasy z reklam i sklepów podłączonych pod serwis? Aha, czyli jednak na podstawie cudzego contentu (tłumaczonego, ale cudzego) ktoś coś zyskał. Co z resztą? Cóż... jedni mogą nie wiedzieć, a większość udaje, że nie wie - skoro ktoś tłumaczy filmy, nie ma cudów żeby nie miał pod ręką divxa do dopasowania czasów. W teorii, nie musi mieć. Ale bądźmy realistami. Na tej podstawie można wysnuć wg mnie niechybiony wniosek, że te osoby maczały palce w piractwie w ten czy inny sposób. "Dane osobowe żadnego użytkownika nie są dostępne publicznie" - ahem... kto nie czytał książki Mitnicka, niech przeczyta. Kto myśli, że jest w Internecie bezpieczny lub anonimowy - guess again. Szary użytkownik może dostać czyjeś dane, jeśli jest dobrym socjotechnikiem (nie wspomnę, jeśli hackerem). Jaki to problem dla policji z nakazem?

Inni narzekają, że tłumacze legalni są do niczego... miejscami, fakt. Ale nie cytujmy wulgaryzmów - to jest już kwestia stacji, czy chce demoralizować swoich widzów kosztem dobrego przekładu. Wcale się nie dziwię, że w tłumaczeniach nie lecą "kur___", bo i angielskie fuck nie ma raczej takiego brzmienia jak kurwa. Subiektywna opinia.

Nie wiem skąd informacje o 2000 płyt (zarekwirowanych w mieszkaniach zatrzymanych - red)- zakładam, że to kolejne kłamstwo policji.

A ja zakładam, że wystarczy, że jedna osoba handlowała CDkami. Czymże wtedy jest 2000 płyt? Osobiście płyt z backupami różnych prywatnych projektów mam kilkadziesiąt nagromadzonych przez lata. Mogę sobie bez trudu wyobrazić, że pirat nagrywa 20 filmów w czasie, gdy ja nagrywam 1 backup miesięczny ważnych danych.

Teraz odpowiedź na komentarz jpc:

Z jednej strony głupio chwalić się zwalczaniem jedynej grupy wśród wareziarzy, która cokolwiek robiła własnego (reszta się za przeproszeniem opierdala i kradnie na lenia). W dodatku nie brali za to żadnych pieniędzy.

Zrobiła własnego? Znaczy przetłumaczyła CUDZE napisy to jest zrobienie czegoś własnego? Bo wg mnie zrobienie cracka TO jest coś własnego - własna aplikacja, która modyfikuje cudzy kod. Co do "nie brali pieniędzy"... właściciele raczej brali. Z reklam. Poza tym, to, że coś ukradniesz i rozdasz za darmo nie umywa Cię od winy (nie mówię, że oni coś ukradli...).

I w końcu... tak na logikę i szczerość. Po co komu te napisy? Nie wierzę, że kupujecie oryginał i go modyfikujecie dla siebie tylko po to, żeby mieć "normalne" napisy, a nie cenzurowane. Fakt, że bywa bardzo często, że oglądając film go doceniamy i sięgamy po oryginał, nie umniejsza, że ta strona sprzyjała piractwu. Że szkoda, to wiadomo, ale takie jest prawo i jak się ktoś bawi w taką grę (przy okazji profitując - dumbest thing ever), musi się przygotować na porażkę. Last but not least... tu nie chodzi o tłumaczy. Po nitce do kłębka - nie liczcie, że teraz zaczną się zatrzymania 600 tys. użytkowników. To pójdzie w drugą stronę i w ten sposób można to jakoś uzasadnić - od kogoś trzeba zacząć.

[00:12:16] (Marcin O.K.): powiedz, kiedy ci nie odwalało ??

[00:13:16] (ZaR): byl taki moment w 2004

[00:14:15] (Marcin O.K.): no właśnie :P

Przeczytaj najpopularniejsze artykuły!

Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Pisanie artykułów za pieniądze
Jak zdalnie zrobić karierę redaktora?
Pozycjonowanie bloga
Jak udoskonalić i wypromować bloga?
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna: IBM
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna - IBM