Rozumiem, że strajk to pewien dosyć skuteczny sposób zwrócenia na siebie uwagi innych. Ciężko mi jednak zaakceptować to, co ostatnimi czasy dzieje się w Polsce. Mówię, rzecz jasna, o strajku listonoszy.

Są pewne klasy pracujące, dla których strajk jest nawet nie tyle odpowiednim, co byćmoże jedynym sposobem osiągnięcia jakiegoś skutku. Są to np. górnicy, stoczniowcy itp.. Z kolei inne zawody, wg mnie, zupełnie nie nadają się do tego typu "wołań o pomoc". Sprawa jest bowiem prosta: górnicy czy stoczniowcy mają szansę na zmianę decyzji związku, czy zarządu. Zazwyczaj chodzi o konkretne oddziały, coś da się zrobić.

Czy jednak listonoszowie na prawdę liczą na podwyżkę płac w całym kraju? I to (z tego, co słyszałem), o conajmniej kilkadziesiąt złotych? W skali kraju, dla kilku, zapewne, tysięcy osób, kwota nie jest mała. Szansa na odniesienie sukcesu jest więc marginalna - w jedności nie zawsze siła.

Teraz przeanalizujmy skutki takiego nieodpowiedzialnego postępowania, jakim wykazali się pracownicy Poczty Polskiej, odczułem je bowiem (i wciąż odczuwam) na własnej skórze. Oczekiwałem na pilne nadesłanie umów z Warszawy (do Wieliczki)... szły 2 tygodnie... w jedną stronę... priorytetem! Kolejnych wciaż nie otrzymałem, już ponad 2 tygodnie minęły... A wierzyciele czekają. Teraz przemyślmy, co mają zrobić np. ludzie starsi, nie mogący iść na pocztę z powodów zdrowotnych, potrzebujący wypłat na leki. A co z wezwaniami do zapłaty? W ciągu trzech dni, a list dochodzi po tygodniu? Tak, otrzymałem taki. Nie jeden!

Sprawa sprowadza się do tego, że pewne klasy nie powinny mieć prawa do strajkowania, mając inne przywileje wzamian (jakie? od czegoś mamy rząd...). Dla mnie to tak, jakby pilot samolotu w trakcie lotu stwierdził "ja teraz strajkuję" i na godzinę zostawił stery. Ekstra, po prostu genialnie...

  • Dodaj lub śledź Atom dla komentarzy komentarze
  • Kategorie wpisu: Codzienność, Refleksje, Wszystkie
  • Trackback do wpisu (?)
  • Dodaj do Ma.Gnolia Dodaj do del.icio.us Dodaj do Digg.com Dodaj do StumbleUpon Dodaj do Google Reader lub Google IG