Jak niektórzy mogą wiedzieć, studiuję Informatykę Stosowaną na wydziale Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej UJ. Chciałbym kilka słów poświęcić na opis moich wrażeń po dwóch miesiącach studiowania na tym kierunku.
Zacznę może od tego, jakie miałem plany za czasów liceum. Mój tata skończył Telekomunikację na AGH, panuje również opinia, jakoby AGH był bardziej "techniczną" uczelnią, stąd moje pierwsze plany składały się głównie z Informatyki Stosowanej na AGH. Wraz ze zbliżaniem się matury, zacząłem się bardziej interesować wyborami, których mogłem dokonać. Mimo, że interesowałem się uczelniami już w drugiej klasie liceum, nie załapałem się na żaden z dni otwartych którejkolwiek z krakowskich uczelni. Moim przewodnikiem były więc ulotki oraz informacje, które zdołałem wydobyć na Krakowskich Dniach Nauki. Po przemyśleniu, doszedłem do wniosku, że w kwestii IT w Krakowie jest w sumie niewielki wybór: jest AGH, na którym dużo jest fizyki oraz hardware'u, jest Politechnika Krakowska, na której jest mnóstwo hardware'u oraz trochę fizyki, oraz UJ, który szczególnie ze ścisłych przedmiotów nie słynie. Z obecnej perspektywy mogę stwierdzić, że doskonale oceniłem programy kierunków na tych uczelniach: z przekazów kolegów wiem, że faktycznie jest, jak podejrzewałem. Są oczywiście jeszcze inne uczelnie: Akademia Pedagogiczna, Akademia Rolnicza, Papieska Akademia Teologiczna, Akademia Ekonomiczna... ale to są "niższe ligi", w dodatku nie oferujące tak dobrego nauczania IT, jak wcześniej przedstawione szkoły.
Moje wstępne plany obejmowały złożenie papierów właśnie na AGH, PK i UJ. Studiowanie ulotek oraz matura nieco zweryfikowały te marzenia: nie dość, że preferuję IT software'owe, to 44% z matematyki nie stawiało mnie w zbyt różowej (żeby nie powiedzieć: fatalnej) sytuacji. Złożyłem więc papiery na Informatykę na UJ (dzienna - nadzieje mieć trzeba, oraz zaoczna - tzw. rezerwa) oraz na AP (dzienna informatyka - spodziewałem się przyjęcia w cuglach, jako że do punktacji doliczany był w znacznej mierze język angielski, czyli 100% i 82%, oraz na dzienną filologię angielską - niech żyje spontaniczność). W obecnym czasie sądziłem, że pozostanie mi wybór między zaocznymi studiami na UJ, a dziennymi na AP. Z dwojga złego, lepsze wydawało się zaciągnięcie kredytu studenckiego i studia na najlepszej uczelni w kraju, choćby zaoczne. Wyniki rekrutacji mnie lekko zaskoczyły: na UJ na dzienne się nie dostałem (to akurat było do przewidzenia), na AP podobnie (tu lekki szok...). Liczyłem jeszcze na drugą rekrutację na informatykę na AP - na rezerwie byłem całkiem niedaleko, na UJ - 20. Ku mojemu zaskoczeniu, zwolniły się jednak miejsca na UJ (widać ci, którzy się dostali, składali tu papiery w ramach rezerwy od AGH) i zostałem przyjęty :)
Przyszedł więc czas studiów, które rozpocząłem na oficjalnej inauguracji, dostając jako reprezentant kierunku, indeks od dziekana. Tym samym uniknąłem kolejki do sekretariatu... chociaż sekretarki na moim wydziale są na prawdę bardzo miłe :) Przyszło mi wybierać, do jakich grup ćwiczeniowych chcę się zapisać. W praktyce oznaczało to, że sam sobie dobieram harmonogram, poza nieobowiązkowymi wykładami. Trochę chodzenia po internecie, poznawania przyjacielskich studentów i miałem już gotowy idealny plan zajęć, który udało mi się bez problemu przeforsować. Dziś mój harmonogram wygląda w praktyce tak: w poniedziałek 4 godz. ćwiczeń (w tym programowanie, na którym gadam na gg; co dwa tyg. dodatkowo 2h ćw. z architektury komputerów) oraz 2h ciekawych wykładów... wtorek - wykład z programowania - czyli wolne, środa - w pełni wolne, w czwartek jeden ciekawy wykład, natomiast w piątek 4 godz. ćwiczeń (w tym 2 to małe piwo) oraz nieciekawy wykład, czyli wolne :) Innymi słowy, luzy są nieziemskie, czasu dużo, a na zajęcia chodzi się bezstresowo. Nieobecności dozwolone (ok. 2 dla każdych ćw.), usprawiedliwienia wysyłane mailem są akceptowane, ogólna komunikacja z profesorami via mail jest b. szybka, a dodatkowo otrzymuję wieczystą licencję na wszystkie produkty Microsoftu, naturalnie za darmo. Atmosfera jest wspaniała, wykłady ciekawe, czas można bez problemów naginać, zaś poziom mimo wszystko jest wysoki. Reguły gry są jasne: zapowiadane z wyprzedzeniem kolokwia, opcjonalne zwolnienia z egzaminów sesyjnych w przypadku dobrych wyników... Mało tego: w poprzednim roku na moim kierunku były 4 dziewczyny na 90 osób... w tym stanowią ok. 1/3 całości, a jest na co popatrzeć. Studenci innych uczelni tylko ślinią się na te wszystkie dogodności, zaś AGHowcy mają zapieprz i kolokwia niezapowiedziane na obowiązkowych wykładach - oj, nie chciałbym być w ich skórze...
By nie pozostać idealistą, wypowiem się też na temat jedynej słabej strony, którą widzę na swoim wydziale: studenci. Są to w większości dumne osły, z którymi nie sposób zamienić słowa na tematy niezwiązane z nauką, lub "kozaki", które myślą, że są cool bo raz w tygodniu pojadą do klubu. Na szczęście są na to rady: ludzie z innych uczelni (ukłon w stronę Politechniki) są bardzo mili i jest z nimi o czym mówić, toteż co przerwę tam właśnie się udaję - problem z głowy :)
Podsumowując, w ostatnim stadium liceum moim największym marzeniem było trafienie tu, gdzie jestem, a z obecnej perspektywy, lepiej trafić nie mogłem. Viva FAIS, viva UJ!