17 listopada 2006
W poprzedni weekend miałem plan na sobotę: zrobić niespodziankę urodzinową mojemu koledze Bartkowi wraz z jego dziewczyną i znajomymi. Nieszczęśliwym trafem, akcja nie wypaliła: kolega nie miał czasu, a jego dziewczyna, która podjęła się organizacji, również coś nie przypasowało jak należy. Całą akcję przełożyliśmy wstępnie na niedzielę, mimo, że na poniedziałek miałem zapowiedziane kolokwium z logiki i teorii mnogosci o 8:30. Spałem do 14:00, zaś o godzinie 16:30 pojechałem samochodem do Podłęża. Pogoda fatalna, dzień wyborów (w których zresztą udziału nie wziąłem, a nawet jakbym chciał, to dosłyszałem w tv podczas snu, że w Wieliczce nie wydrukowali jednego kandydata, więc wybory się zaczną od 17:00 do 2:00)... Chwilę poczekałem, podjechał samochód z resztą osób. Jedna poszła do kościoła opodal, pomodlić się (wow...), druga pojechała po swoją dziewczynę, zaś dziewczyna kolegi została ze mną w ciemnym aucie: musieliśmy zaszyć się w szczerym polu i czekać na powrót solenizanta. Zaskoczyliśmy Bartka w drzwiach, zaś impreza w pełni wypaliła - było super :) Do domu wróciłem koło 22:00, a skutkiem internetu, spałem tej nocy jedną godzinę.
Rano pojechałem na kolokwium... zwaliłem sprawę, a zadania były banalne, jednak to nie wina imprezy. Mniejsza. Przetrwałem pierwsze 6 godzin ćwiczeń i zaczęło się zmęczenie... potworne zmęczenie. Poszedłem na rynek coś zjeść, mając dwugodzinną przerwę. Perspektywa nudnego wykładu z wstępu do architektury komputerów nie była zbyt ciekawa. W Empiku książki Pratchetta Terry'ego wciąż po ponad 25zł - dużo za dużo, bym mógł sobie na jakąś pozwolić. Poszedłem jeszcze zajrzeć do przyjemnej knajpki chilloutowej Pergamin na ul. Brackiej i po drodze trafiłem do Centrum Taniej Książki. Tamże pierwsza część sagi, "Kolor Magii" za jedyne 9zł! Inne pozycje dwa razy tańsze niż w Empiku - byłem w conajmniej lekkim szoku. Kupiłem więc rzeczoną knigę, a dotarłszy pod budynek mojego wydziału spostrzegłem, że mam jeszcze 30 minut do wykładu. Ponieważ było dosyć chłodno, a ja zaparkowałem tuż przed uczelnią, wlazłem do auta i zacząłem czytać... o 16:30 obudził mnie kolega, który akurat nie zdążył na wykład :) Tym sposobem przespałem się jak wzorcowy student - w czasie wykładu, centralnie przed budynkiem :) Nawet niektórzy mnie rozpoznawali... potem przychodziły SMSy w stylu "podobno lubisz sypiać w samochodzie" ;) Cóż, jakoś się wybudziłem i o 18:00 poszedłem na dosyć istotny wykład z logiki i teorii mnogości. Następnej nocy spałem 14 godzin...
Chcesz być powiadamiany o nowych artykułach? Zapisz się do kanału RSS
lub zasubskrybuj powiadomienia e-mailem!






