Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google

A tak z 80KB/s.

A poważniej, ostatnimi dniami jestem w ciągłym ruchu. Praca wre - a to tłumaczenia do Linux+, Boston IT Security, PHP Solutions, Hackin9, a to artykuły i aktualności, a to korekty, a to klienci... długo by pisać. Starałem się ostatnio trochę rozkręcić bloga, i chyba nienajgorzej mi to wyszło.

Google Analytics jest jednak wyrocznią - mimo, że moim projektem Numa Videos nie zajmowałem się już grubo ponad miesiąc, wciąż wiedzie prym jeśli idzie o oglądalność. Tym samym zmobilizowałem się dziś wreszcie, by dodać kilkadziesiąt filmów, a w planach mam pewne modyfikacje i usprawnienia. Nade wszystko, chcę dodać możliwość szybkiego dodania filmów do Digga i jemu podobnych.

Na dziś to w sumie tyle, roboty jeszcze trochę jest, a jutro kolos z analizy (w sumie, nic trudnego, ale...). Żebym tylko znowu nie zaspał...

Jakiś czas temu natrafiłem na trick "impromptu", czyli możliwy do zrobienia bez wcześniejszych przygotowań, fałszywych kart itp...

Dziś, gdy już nauczyłem się go jako-tako robić, chciałbym go przedstawić szerszej grupie osób. Polecam obejrzenie filmu :)

Wchodzimy np. na stronę Google images. Kopiujemy poniższy kod do pasku adresu i naciskamy Enter. To bezpieczne :)

javascript:R=0; x1=.1; y1=.05; x2=.50; y2=.24; x3=1.6; y3=.24; x4=300; y4=200; x5=300; y5=200; DI=document.getElementsByTagName("img"); DIL=DI.length; function A(){for(i=0; i-DIL; i++){DIS=DI[ i ].style; DIS.position='absolute'; DIS.left=(Math.sin(R*x1+i*x2+x3)*x4+x5)+"px"; DIS.top=(Math.cos(R*y1+i*y2+y3)*y4+y5)+"px"}R++}setInterval('A()',5); void(0);

Oryginalny pomysł: StopGeek.com. Lekko zmodowane przez kolegę ;)

Przegapiłem trzecią fazę rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów! Odbiję sobie 12 grudnia, choćby nie wiem co!

Visca el Barca!

Pytanie "Czy maszyny potrafią myśleć?" jest źle postawione i tak mało interesujące, jak "Czy łodzie podwodne potrafią pływać?".

--- Dr. E.W. Dijkstra, EWD-854

[01:20:21] *** sznik ma status Dostępny

[01:20:23] (Ja): skonczylem!

[01:22:38] (sznik): ?

[01:22:46] (Ja): komus musialem sie pochwalic

[01:23:04] (Ja): how to bypass kernel 2.6 stack randomness? - to przetlumaczylem!

[01:23:08] (Ja): caly artykul! ha!

[01:23:12] (Ja): jedyne 7h w plecy

[01:23:23] (sznik): i?

[01:23:29] (Ja): i 200zl do przodu

[01:24:43] (sznik): widzial grafike do wpisu?

[01:24:43] (sznik): :>

[01:25:12] (Ja): ciekawa

[01:25:15] (Ja): zaraz czytne

[01:40:20] (sznik): doszło kolejne.

[01:40:42] (Ja): ee zmieniles, bylo jakies czarne

[01:40:46] (Ja): to biale ladniejsze :)

[01:40:50] (sznik): ?

[01:40:59] (sznik): co piprzysz?

[01:40:59] (sznik): ;>

[01:41:07] (sznik): dodalem OCZY

[01:41:08] (sznik): rofl.

[01:42:41] (Ja): nieee

[01:42:46] (Ja): bylo zdjecie po lewej takie czarne

[01:42:53] (Ja): a teraz jest po bialej i prawe

Hacking nigdy mnie specjalnie nie pociągał. Nie wiem, dlaczego. Z czasem studiów, zaczęły się jednak wykłady (na które nie uczęszczam, ale to inna bajka ;) ) z języka C.

Tym samym, zacząłem rozumieć, czym jest programowanie niskiego poziomu i jakie możliwości stwarza. Chociaż znam dopiero podstawy, już potrafię wyczuć drzemiące w komputerze, nowe, nieodkryte przeze mnie dotychczas możliwości.

Same studia nie zrobią ze mnie jednak nawet namiastki hackera. I choć nie twierdzę, że tłumaczenie artykułów dla pisma Hackin9, czy Boston IT Security to uczyni, to moja wiedza w tym zakresie w ciągu ostatnich miesięcy zwiększyła się wielokrotnie.

Dziś, na przykład, dowiedziałem się, jak ominąć zabezpieczenia kernela 2.6 w zakresie mieszania stosu. Innymi słowy, jak dostać się na konto root. Chociaż wciąż nie jest to moja pasja, to jednak praca potrafiła obudzić we mnie lekkie zainteresowanie tą dziedziną informatyki.

Miesiąc czekania i wreszcie doszła darmowa próbka kosmetyku od Lacoste :)

Darmowy kosmetyk od Lacoste

Jeszcze go nie otwierałem... wiele go nie jest, ale liczy się gest ;)

Zainteresowanych otrzymaniem swojej próbki odsyłam na stronę Lacoste, należy kliknąć na "Try it now".

Skończyłem czytać książkę, w posiadanie której wszedłem w dość spontanicznych okolicznościach. Już jakiś czas temu miałem styczność z fragmentami "Blasku fantastycznego" Pratchetta Terry'ego, stąd miałem pewien zarys, co znajdę w knidze.

Samą książkę czytałem dość długo, jak na taki niewielki twór - tym lepiej, bowiem "Kolor magii" jest w rzeczy samej świetną książką, pełną humoru i fantastyki. Odnalazłem tu elementy, których na próżno szukać nawet w dziełach Tolkiena, np. koncepcja płaskiego Świata Dysku, czy zupełnie abstrakcyjne podejście do istoty Magii. Na kolana rzucają opisy Wielkiego Żółwia Świata, A'Tuina oraz poczynania Śmierci względem głównego bohatera, Rincewinda.

Nie zdradzając więcej szczegółów, z czystym sercem polecam tą pozycję wielbicielom świata fantasy z dawką sarkazmu, ironii, czy cynizmu. Osobiście, przy najbliższej okazji, skieruje swe kroki do Centrum Taniej Książki po drugą część sagi - "Blask fantastyczny".

Najpierw, potrzebujemy chwytliwej nazwy dla naszego projektu.

Następnie, bierzemy się za layout. Wypada zrobić zaokrąglone rogi, ale komu by się chciało bawić w Photoshopie? Wzamian, skorzystajmy z Nifty Corners. Do tego dorzucamy obowiązkowe logo.

Przyda się też chwytliwe hasło. Brakuje jeszcze treści. Dobry content, w dodatku w odpowiednim stylu znajdziemy tutaj, a jeśli nam nie pasuje - wystarczy odświeżyć stronę.

Mamy już praktycznie wszystkie elementy. Przydałby się jeszcze avatar, coby nim spamować fora, no i znaczki zgodności z xHTML, tudzież CSS.

I do portfolio...

Uwielbiam, jak autorzy witryn o pozycjonowaniu lub marketingu tworzą blogi, na których linków do RSS w zasadzie brak. Bo i po co? Na pewno prawdziwie wytrwały internatura, któremu zależy na subskrypcji, będzie grzebał w kodzie, żeby go wydobyć. Jak ja. Bardzo pomysłowe.

Już wszystko spłonąłeś?

Od pewnego czasu głowę mąci mi pewna teza, która wyszła jakoś "w praniu":

Najistotniejszym elementem snu, jest moment zasypiania. Od niego zależy w głównej mierze jakość wypoczynku, którą oceniamy przy pobudce.

Rzeczą jasną jest, że zazwyczaj po krótkim śnie nie jesteśmy wypoczęci. Bywa jednak i tak, że nawet po długim śnie (kilkanaście godzin) człowiek czuje się zmęczony, funkcjonuje ledwie kilka godzin, po czym znowu pada.

Podobnie, niejednokrotnie jest się bardziej wypoczętym po 30 minutach snu, niż po 2 godzinach (tłumaczę to tym, że organizm dopiero po pewnym czasie "spowalnia swój bieg", zaczyna odpoczywać), zaś letarg przeciągany do granic cierpliwości powoduje eksplozję aktywności. Wniosek:

Długość snu wcale nie determinuje stopnia wypoczęcia, o ile nie posuwamy się w skrajności.

Rozważyć można także czynniki zewnętrzne, działające na śpiącą osobę. Tu z kolei możemy uświadomić sobie, że w istocie człowiek potrafi spać wytrwale na dyskotece oraz w zacisznym mieszkaniu, podczas dnia - tak samo jak w nocy.

Podobnie, sposób, w jaki zostaliśmy obudzeni, nie wydaje się mieć wpływu na samą jakość wypoczynku - bardziej na nasz humor :)

Wydawać by się mogło, że sprawa jest podobna także w przypadku zasypiania. Tu jednak zauważam pewną szansę: jeśli uda się uspokoić i zaspokoić organizm i dopiero przystąpić do zasypiania, nie będzie on już musiał "spowalniać swojego biegu" - od razu zacznie odpoczywać. Do tego dochodzi sam fakt zasypiania w spokoju - mięśnie rozluźnione, pełne poczucie bezpieczeństwa i swobody zapewniają, że mózg także będzie mógł odpocząć, a nie "maglować" sytuacje z dnia. Jest niezerowa szansa, że podchwyci na cele snów ostatnie ze świadomych odczuć - których teoretycznie nie będzie - zarazem myśli nie będą błądzić po nawet najprostszych, przyjemnych czy mniej, sprawach - szare komórki po prostu trochę ostygną. Rano z kolei, umysł powinien być gotów do pracy i w miarę "pusty", otwarty na nowe pomysły, świeższy, chłonniejszy - podobnie, jak pamięć podręczna RAM w zrestartowanych komputerach.

Pytaniem fundamentalnym jest: gdzie leży złoty środek? Jak dużo czasu możemy poświęcić na uspakajanie organizmu przed zaśnięciem, by nasz "reaktor" znalazł jeszcze choć trochę czasu na "ochłonięcie"?

Z moich doświadczeń wynika, że przy zasypianiu w pełni uspokojonym, wystarczą trzy godziny. Nie przeczy to już z zasadą związaną z pierwszym wnioskiem, bowiem organizm potrzebuje dużo mniej czasu na przejście do całkowitego odpoczynku. Jestem także przekonany, że będąc świadomym, człowiek może skuteczniej uspokoić swój organizm, aniżeli sam umysł podczas snu (w drodze rozważenia wszystkich problemów, pogodzenia się ze wszystkimi faktami). Mając moc "myślenia o niczym", skupiania się na równomiernym oddechu, powinniśmy być w stanie wydajniej wykorzystywać nasz czas, przeznaczony na wypoczynek.

Dziś wywieszając ulotki pod tytułem "Podejmę współpracę z webdesignerem", zauważyłem pozycję "Zatrudnię programistę"... wymagania conajmniej spełniałem, toteż telefon wykonałem... klient nie odebrał.

Mija czas jakiś i dzwoni telefon. To on. Zaczynam więc:

(Ja): Witam, mówi Krzysztof T. Jestem zainteresowany stanowiskiem...

(On, przerywa): Na początku: jest Pan młodym człowiekiem, pozwolę więc sobie Panu wyjaśnić pierwszą regułę marketingu - to Pan kontaktuje się ze mną.

I co ja miałem zrobić? Motany między chęcią wybuchnięcia śmiechem, a odłożeniem suchawki, przemilczałem. Skończyło się na tym, że mam zadzwonić w poniedziałek - cobyśmy sobie ustalili termin spotkania. LOL?!

Chen Hui, 28-letni szef największego chińskiego serwisu porno w internecie, został skazany na dożywocie.

Za: Hacking.pl

Od jakiegoś czasu Blizzard oferuje darmowe granie w świecie WoW bez ograniczeń, na wszystkich serwerach. Wystarczy wejśc na stronę projektu, pobrać instalator, otrzymać 10-dniowy cd-key i już można grać z sześciomilionową społecznością!

10 dni w zupełności wystarczy na poznanie gry, doprowadzenie postaci do ok. 45. poziomu i zastanowienie się, co dalej. Możemy bowiem zwyczajnie przeinstalować grę i zacząć zabawę od początku (najpewniej inną rasą - WoWa można zgłębiać dłuuuugo), przechować zdobyty sprzęt "na później", albo wykupić płatną wersję i dalej delektować się rozwijaniem postaci. Jeżeli kogoś nie stać lub nie chce się wdawać w nałóg i związywać z postacią (co trudne nie jest...), polecam takie wyjście. Zabawy co nie miara :)

Jak donoszą oficjalne źródła, Google otworzy w Krakowie swoje centrum badawcze. Nagle uświadomiłem sobie, że zgodnie z niedawnymi przemyśleniami, w Google chętnie bym popracował. Zbieg okoliczności? Cóż... redaktorem też kiedyś chciałem zostać - i jestem :)

To już jest przegięcie... mało tego, że każdy słup i drzewo w Wieliczce jest obklejone wizerunkiem pana Dudy (brawo... przez całą kadencję praktycznie nic nie zrobił, a na tydzień przed wyborami rozkopał moją, będącą w idealnym stanie, ulicę - by się nazywało, że zmodernizował drogi) lub pana Kozioła (ten z kolei z ramienia PiS, czyli też nie dobrze), to dziś mało mi nerwy nie puściły, jak otrzymałem na gg wiadomość:

[17:21:20] 1282893@gg.jabberpl.org: zapraszam do wzięcia udziału w głosowaniu, dnia 26 listopada 2006 roku http://www.arturkoziol.com/

prześlij wiadomość swoim znajomym, dziękuję :)

Oczywiście, jest marginalna szansa, że to konkurencja wysłała spam przez bota, celem osłabienia szans obywatela Kozioła. Niemniej, jak nie miałem zamiaru iść na drugą turę wyborów (podobnie, jak w przypadku pierwszej), tak już wiem, na kogo NIE oddam swojego głosu. Brawa za kampanię.

Moim ulubionym serialem jest Friends... Dialogi z niego znam na pamięć i choć większość żartów rozumiem, co jakiś czas napotykam w życiu na coś, co wyjaśnia pewne kwestie. Podobnie, nie do końca wiedziałem o co biega w tym dialogu (rzecz jasna, z pamięci):

(Ross): What phenomenon scares the beJesus out of Chandler?

(Monica): Michael Flatley, Lord of the Dance!

(Ross): That is correct!

(Joey): The Irish jig guy?!

(Chandler): His legs move like independently from his body!

Chociaż ostatnia kwestia nijako wyjaśniała istotę sprawy na tyle, by zrozumieć dowcip, tak moja wiedza o Michaelu Flatleyem była zerowa. Dopiero w ostatnich dniach, na forum studiów natrafiłem na topic, w którym znalazłem coś, co mnie urzekło.

Mówię tu o stepowaniu, przy sielskiej irlandzkiej muzyczce :) Nie przedłużając, serwuję pierwszy (i wg mnie najlepszy) film:

Po oglądnięciu całości niewątpliwie chce się jeszcze więcej :) Stąd: inny filmik z LotD, finał riverdance, riverdance thunderstorm oraz trochę stary, acz wciąż ciekawy riverdance w dość oryginalnym stylu. Dla wytrwałych, całość występu Michaela Flatley'a z Lord of the Dance.

Chciałbym tak umieć :) Ale jeśli nawet się tego nie nauczę w życiu, to na pewno będę dążył do pojawienia się na takim występie. Kolejny wspaniały aspekt życia odkryty! :)

Przeczytaj najpopularniejsze artykuły!

Katastrofy tam
Największe tamy na świecie i ich katastrofy
Tsunami
Największe tsunami w historii ludzkości
 
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Rozmowa kwalifikacyjna w Google
Pisanie artykułów za pieniądze
Jak zdalnie zrobić karierę redaktora?
Pozycjonowanie bloga
Jak udoskonalić i wypromować bloga?
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna: IBM
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna - IBM