30 sierpnia 2006
Dawno nie pisalem, jak wygladal moj dzien... coz... wstalem o 8 po kilku godzinach snu. Na 11 bylem umowiony z klientem, w miedzyczasie rozlalo sie bardzo solidnie, a parasolki naturalnie nie mam. Przynajmniej nie takiej do interesow ;) O rzeczonej godzinie 11 pojawilem sie w biurze firmy konsultingowo-finansowej (or whatever), by zastac dosyc mila asystentke i nie zastac szefa. Pani za biurkiem laskawie spytala, czy sie czegos napije, i zaczela nawijac. Dowiedzialem sie, ze jej maz jest programista po Akademii Ekonomicznej w Krakowie i nawet MS proponowal mu prace w Denver. Troche mnie to zszokowalo, bo AE w tym roku nawet nie ma kierunku specjalnie zwiazanego z informatyka, co dopiero, by jakis powazny informatyk z AE wyszedl. Widac pozory myla... Kolo 11:30 pojawil sie wreszcie wiecznie niezadowolony zleceniodawca... kilka dlugich chwil oczekiwania na odpalenie laptopa i... wchodze na subdomenke. Pokazuje pierwszy projekt graficzny, i autentycznie rozdziawilem usta z wrazenia na jego "Kasia, chodz zobaczyc! Idealne! Wlasnie o takim czyms mowilem!". Whoa, OK :) Pokazalem kolejne 2 projekty, co skwitowal "bedziemy mieli problem"... skonczylo sie na tym, ze da mi znac dokladnie czego chce, ale podoba mu sie layout czwartego projektu, tylko wzbogacony o tlo z pierwszego. Dla niewtajemniczonych: niebieski font na czarnym tle :) Patrze jednak z optymizmem na to: najwyzej podmienie background-color na miejscu... i w sumie to tyle, reszte dnia spedzilem na mniej lub bardziej pozytecznych czynnosciach, w tym czytaniu o Prototype. Na koniec dnia jeszcze uslyszalem od ulubionej osoby ze jestem jej kolega i stwierdzilem, ze czas isc spac. eh
- Strona główna

- ← About me (poprzedni wpis)
- → O frustracjach mlodych graczy... (następny wpis)










02 października 2006 o 17:18:42 | Link do tego komentarza
o7oy8iki