"...gdy sa obok siebie, wygladaja jak dwa dwujajowe blizniaki"
autentyk :)
Jakis czas temu pisalem o projekcie, ktory byl na ukonczeniu. Wciaz jest - 95% gotowe :) Mam jednak pewien syndrom lenia - przy samej koncowce zawsze wymiekam. To chyba dlatego, ze juz nie ma wyzwania, jest oczywiste co nalezy zrobic - konczy sie myslenie tworcze i przewidywanie. Chodzi tu o rzeczy typu wykonczenie elementow graficznych i css, pisanie zapytan pod gotowe szablony itp..
Tym razem planuje, by bylo inaczej. Poprzedni projekt wejdzie w zycie wraz z koncem obecnego, ktorego deadline ustalilem sobie na koniec tego tygodnia. Jak narazie spedzilem okolo tygodnia nad stworzeniem projektu o nazwie kodowej "numa", bedacego czyms w rodzaju metacafe lub youtube, lecz trafiajacego do konkretnych ludzi. Specjalnie na jego potrzeby kupilem i zjadlem ciekawa ksiazke o MySQL. Trudno mi procentowo oszacowac, ile udalo sie zrobic. Wiem, ze potrzeba jeszcze okolo 3-4 dni ciezkiej pracy, ale przy zerwanych sciegnach u nogi, to nie powinien byc problem.
Mam takze zazwyczaj checi tworzenia serwisow dla ludzi i za darmo - licze na reklamy (oczywiscie nie wyskakujace flashe itp. - gardze ludzmi, ktorzy na takie cos pozwalaja). Poki co projekt jest w dosyc zaawansowanym (rzeklbym: uzywalnym) stadium. Bedzie tematycznie zblizony do pewnego serwisu, ktory po 7 tygodniach dzialalnosci mial juz milion na liczniku. Oczywiscie projektuje go tak, by byl absolutnie bezkonkurencyjny pod wzgledem funkcjonalnosci, stad mnostwo typow wyszukiwania zasobow, latwe do zaimplementowania obslugi jezykow (na start oczywiscie polski i angielski - po niemiecku moze bym potrafil cos stworzyc, ale szczerze powiedziawszy, nie chce). Smialo moge powiedziec, ze tworze cos, co moze stac sie trendem w internecie i na swiecie. Zobaczymy, czy takze uda sie osiagnac ogladalnosc, jakiej sie by mozna spodziewac.
Przede mna jeszcze system logowania, kilka typow wyszukiwania i texty do about oraz advertise, a takze countery wizyt, czyli najnudniejsze rzeczy pod sloncem. Ewidentnie wyczuwam, ze pasuje do firmy, w ktorej obowiazki sa podzielone, a wykonczeniem projektow powinien zajmowac sie kto inny - potrafie zaprogramowac mozg, nie starcza sily na cialo.
Wtajemniczone kilka osob, ktore widzialo projekt, jest pod sporym wrazeniem. Ja sam tez lapie sie, ze podczas testowania podziwiam swoj twor, zamiast szukac bledow :)
Tak czy siak, do portfolio moge juz wrzucic duzo rzeczy i licze, ze ten projekt okaze sie tym ostatnim, przy ktorym dzialam sam, zas dalej wszystko bedzie nakrecalo sie samo - taki jest w koncu moj cel - stworzyc cos, co bedzie przynosilo staly dochod i pozwalalo na inwestycje. Niby to nic odkrywczego, a jednak - znakomita wiekszosc osob po szkole sredniej podjela czym predzej prace w pizzeriach, klubach, hotelach itp.. zarobki wachaja sie od 400 do 1000zl - ja tak nie chce.
Troche pisze o tym, troche o owym. Z nudow i dla oderwania sie od programowania i meczow mundialowych. Ciekawa rzecz zarejestrowalem w statystykach garfik.eldoras.com - zazwyczaj liczba uzytkownikow unikalnych rosla z miesiaca na miesiac... wyjatkiem byl kwiecien tego roku, gdzie wyjatkowo liczba uzytkownikow skoczyla dwukrotnie do gory! Bardzo dziwna tendencja... co do odslon - kiedys liczylem wiele miesiecy na pierwszy milion. Teraz kazdego miesiaca mam 300 tys. wyswietlen strony. Uzytkownikow powracajacych: 25%, czyli nienajgorzej - mam jakies 450 ludzi, ktorzy stale wracaja na strone w miesiacu.
Poczatkowo odwolania bezposrednie stanowily 100% wejsc. Nie dodawalem strony do zadnych wyszukiwarek itp. - promocja celowo byla zerowa. Teraz mam 300 wejsc z samego google w maju, w kwietniu - ponad 1000. Pamietam, ze wtedy strona znajdowala sie w scislej czolowce dla zapytania garfield w kazdym jezyku. Teraz nie moge jej znalezc - obawiam sie, ze google sie jej pozbylo czesciowo lub cos jej zaszkodzilo. Ale mniejsza o to. Przegladarki - ie 50%, ff 34%, opera 10%. To tyle odnosnie bajek, jakoby ff mial ponad 50% udzialu w rynku. Znaczna zmiane widac w rozdzielczosciach - niegdys 800x600 stanowilo mocny procent, bodajze 25 na starcie strony ponad rok temu. Teraz ilosc zmalala do 10% - widac tu znaczny postep. Rowniez nikly z poczatku udzial 1280x960 wzrosl bardzo znacznie, bo az do 14%. Tym samym mozna juz powaznie myslec o projektowaniu stron na wieksze rozdzielczosci, bez centerowania diva o szerokosci 750px; (miala byc kropka, ale widac jak na mnie wplywa programowanie zbyt dlugo :p).
W sumie to by bylo na tyle. Dawno nie pisalem, to teraz nadrabiam. Na palcach jednej reki moge policzyc ilosc znajomych, ktorzy sa dla mnie dostepni od kilku tygodni - wiekszosc wyjechala (spora czesc na zawsze). Wszystko sie rozsypuje i przewiduje, ze do poczatku studiow zostana tylko stali znajomi z podstawowki i gimnazjum + kilka odosobnionych ewenementow z lo. To raczej dobrze, bo choc bylo na prawde super, to kolejna zmiana srodowiska powinna byc pozytywna i spodziewam sie takiej roznicy, jak miedzy gimem a lo (przepasc). Oby do tego czasu ktorys z moich projektow wypalil na tyle, by dawac mi zrodlo utrzymania bez koniecznosci cudowania ze studiami i praca w tym samym dniu. A teraz co? Chyba troche muzyki i do najwiekszego marnotrawstwa czasu - spania.
"Trynidad nie byl chlopcem do bicia"
"...trener nie może dawać nikomu do ręki drużyny, bo ci ludzie mają tylko instrumenty"
"Mistrzowie świata kontra kangury"
"The metadata is the data about the data."
Po kilku dobrych dniach programowania, to zdanie nawet nie wydaje się zbyt niejasne... uroki zerwanych mięśni u nogi :/
Gmoch na antenie TVP przed tablicą ustawienia składów: Gdzie jest Meksyk? Który?!
Ja: Masz mnie dziś obciąć.
Mama: Nie ciebie tylko dziadziusia.
Tata (dziadziuś): Dziadziuś pierdoli i idzie spać.
Obejrzałem film. Do wiary katolickiej nabrałem pewnego dystansu, gdy uświadomiłem sobie, że wpojono we mnie wiarę, której podstaw nie znam. W pewne rzeczy wierzę (zapewne dzięki temu wpajaniu), ale zanim określę swój stosunek - chcę przeczytać Biblię od deski do deski. Film początkowo wywołał na mnie złe wrażenie - śmierć, podczas której genialny doktorek zdążył powymyślać zagadki i poukrywać wskazówki, że bym ich za tydzień nie rozkminił. Potem mamy do czynienia z mnóstwem zbiegów okoliczności, kluczowymi znajomościami głównych bohaterów itp.. Jednak nie sądzę, by na tym ten film miał polegać, by takie przesłanie miało po nim pozostać. Zwracam uwagę na przedstawione "fakty" - historię Świętego Graala, zbieżności w obrazach (swoją drogą - zdeczkę ich sporo i brzmi to wszystko jak szukanie dziury w całym, zapętlanie tak, że dzielenie przez zero nie stanowi problemu) itp.. Jednak to, że coś jest bardzo zagmatwane, bynajmniej nie znaczy, że nie prawdziwe. Toteż zaraz po seansie zacząłem googlać za "da vinci code". Wyniki mnie bardzo zaskoczyły - większość atakuje ten film, obwołuje herezjogennym, niezgodnym z historią. Po prostu mi szczęka na coś takiego opada. Właśnie skończyłem matury, na które przygotowywali nas pod hasłem "argumenty, argumenty, i jeszcze raz argumenty". Tymczasem nie znalazłem ani jednego, tak na poparcie, jak zaprzeczenie przedstawianych tez. Bliżej mi już do uwierzenia w teorie przedstawione w filmie, bowiem zapewne autorzy nie pokazaliby zmienionego obrazu Da Vinciego, czy zmodyfikowanej wersji ewangelii Marii Magdaleny - takie działanie na wstępie by przekreśliło film. To więc, co ujrzałem w internecie, to istna nowomowa - nagonka na film (może i słuszna, ale - argumenty!). Oczekiwałem konkretnych wskazań nieprawidłowości (cytat z filmu/książki i fakt historyczny/cytat z Biblii lub jednej z ewangelii), nie znalazłem ich. Tym samym moim priorytetem stało się dorwanie do książki i jej lektura. Ogólnie jestem przeciwny wszelkiej krytyce, nie popartej argumentami - licze więc, że "krytyka Kościoła" o której czytałem w necie jest w istocie poparta przykładami (o ile faktycznie taka krytyka ma miejsce). Jeśli nie, to należałoby się zastanowić kto tu traci w oczach. Ja tymczasem rozpoczynam poszukiwania Kodu - dziś dzień dziecka, za tydzień urodziny - może uda się go upolować :)