01 czerwca 2006
Obejrzałem film. Do wiary katolickiej nabrałem pewnego dystansu, gdy uświadomiłem sobie, że wpojono we mnie wiarę, której podstaw nie znam. W pewne rzeczy wierzę (zapewne dzięki temu wpajaniu), ale zanim określę swój stosunek - chcę przeczytać Biblię od deski do deski. Film początkowo wywołał na mnie złe wrażenie - śmierć, podczas której genialny doktorek zdążył powymyślać zagadki i poukrywać wskazówki, że bym ich za tydzień nie rozkminił. Potem mamy do czynienia z mnóstwem zbiegów okoliczności, kluczowymi znajomościami głównych bohaterów itp.. Jednak nie sądzę, by na tym ten film miał polegać, by takie przesłanie miało po nim pozostać. Zwracam uwagę na przedstawione "fakty" - historię Świętego Graala, zbieżności w obrazach (swoją drogą - zdeczkę ich sporo i brzmi to wszystko jak szukanie dziury w całym, zapętlanie tak, że dzielenie przez zero nie stanowi problemu) itp.. Jednak to, że coś jest bardzo zagmatwane, bynajmniej nie znaczy, że nie prawdziwe. Toteż zaraz po seansie zacząłem googlać za "da vinci code". Wyniki mnie bardzo zaskoczyły - większość atakuje ten film, obwołuje herezjogennym, niezgodnym z historią. Po prostu mi szczęka na coś takiego opada. Właśnie skończyłem matury, na które przygotowywali nas pod hasłem "argumenty, argumenty, i jeszcze raz argumenty". Tymczasem nie znalazłem ani jednego, tak na poparcie, jak zaprzeczenie przedstawianych tez. Bliżej mi już do uwierzenia w teorie przedstawione w filmie, bowiem zapewne autorzy nie pokazaliby zmienionego obrazu Da Vinciego, czy zmodyfikowanej wersji ewangelii Marii Magdaleny - takie działanie na wstępie by przekreśliło film. To więc, co ujrzałem w internecie, to istna nowomowa - nagonka na film (może i słuszna, ale - argumenty!). Oczekiwałem konkretnych wskazań nieprawidłowości (cytat z filmu/książki i fakt historyczny/cytat z Biblii lub jednej z ewangelii), nie znalazłem ich. Tym samym moim priorytetem stało się dorwanie do książki i jej lektura. Ogólnie jestem przeciwny wszelkiej krytyce, nie popartej argumentami - licze więc, że "krytyka Kościoła" o której czytałem w necie jest w istocie poparta przykładami (o ile faktycznie taka krytyka ma miejsce). Jeśli nie, to należałoby się zastanowić kto tu traci w oczach. Ja tymczasem rozpoczynam poszukiwania Kodu - dziś dzień dziecka, za tydzień urodziny - może uda się go upolować :)
- Strona główna

- ← Po migracji... (poprzedni wpis)
- → Dialogue (następny wpis)










24 czerwca 2007 o 00:59:01 | Link do tego komentarza
Szukasz argumentów, które obalą rzeczywistość przedstawioną w filmie/książce! Chcesz czytasz kod da vinci? ..., A jakie są argumenty na wizje przedstawioną w tym filmie/książce? Po co szukać argumentów obalających film obalający chrześcijaństwo, skoro ten można obalić. Nie wiem z czego korzystał Down Brown pisząc książkę trzeba by go o to spytać? Może wiesz? Przypuszczam że wyobraźnia go poniosła... jeśli mam racje to nie ma o czym mówić (a nie tam od razu czytać browna) trzeba zbadać genezę. Aha myślę że biblie warto przeczytać, dla własnej opini, bo często krytykujemy kościół niewiedząc co krytykujemy