12 marca 2006
Refleksję mojego taty z dzisiejszego wieczoru uważam za wartą zapisania. Doszedł on bowiem do wniosku, że rozwój mediów spowodował drastyczne zmniejszenie świadomości powagi wydarzeń lokalnych. Niegdyś ważne było, kto umarł we wsi. Pamiętało się, kto zginął w walce między wsiami. Ludzie spędzali długie lata rozmyślając, "co Chrystus chciał przekazać, unosząc rękę pod takim kątem", rozmyślali nad przesłaniami Mickiewicza. Obecnie każdego dnia media informują nas o istotnych, wielkich wydarzeniach. Nie mamy jednak nawet w pełni czasu przemyśleć ich, bowiem już podsuwane nam są kolejne informacje. Tym samym na ważności tracą wydarzenia lokalne - nie istotne jest już, że ktoś w mieście umarł. Przecież gdzieś indziej są dużo większe liczby, robiące wrażenie. Poza tym, oto nadchodzi następna informacja, jeszcze świeższa i istotniejsza, niż poprzednia. Mało kto już mówi o zawaleniu się dachu na tagrach w Katowicach (śmierć bodajże 66 osób), bo tą informację zastąpiła świeższa - o większej liczbie ofiar zawalenia się dachu w Moskwie. Możnaby dojść do wniosku, że wydarzenia są tak szybko nam podsuwane, że nawet przyjście Jezusa by nie wywołało większego poruszenia. "No tak, zbawił. Następna informacja, dalej!". Siedzimy więc w fotelach i powiadamy: "Patrzcie (wskazując na TV), TU jest prawdziwa powódź! Co mi tam, że mam wodę pod progiem, to żadna powódź!".
Powrót... Komunikator otworzyłem o godzinie 23:10... z dziesięciu pozostawionych wiadomości otworzyłem najpierw tę, która okazała się łańcuszkiem... co ciekawe, znajdował się w nim przypis: "Przeslij te wiadomosc do swoich przyjaciól i cos dobrego przydarzy ci sie jeszcze dzis wieczorem, do godziny 23:11". Hm. What are the odds?
Chcesz być powiadamiany o nowych artykułach? Zapisz się do kanału RSS
lub zasubskrybuj powiadomienia e-mailem!







