27 marca 2006
22:50:11 |
2 komentarzeKategorie:
Wszystkie
Gmail nie działa już od połowy dnia. Przecież mnie tu zaraz trafi!
27 marca 2006
Planowany wyjazd na snowboard: z rana. Rzeczywista godzina wyjazdu: 16:00, czyli w standardzie mojej rodzinki :) Miło się jedzie po pustej drodze... no, może w połowie pustej, bo do Krakowa jak zwykle korki nieziemskie :) Taka godzina wyjazdu i powrót chroni przed takimi spodziankami. Tak czy siak, jak zaczęło kropić w Wieliczce, tak lało już w samym Zakopanem :/ Z góry śniegu obecnej tydzień temu mało co zostało. Wprawdzie na stokach biało, jednak ani ludzi, ani działających wyciągów, ani muzyki, ani pogody... aż się nie chciało, mimo ogromnej ochoty :/ Zmiana planów na Łysą Polanę oczywiście nie wypaliła - jako jedyny wziąłem paszport. Cóż więc zostało? Ruszyć na puste Krupówki. Po oscypki (sztuk 28) oraz do McDonalda narobić trochę wiochy :) Obżarłem się na maxa dwoma FishMacami i Shake'iem (gdzie te czasy pojemnego brzuszka na 4 rybki + kurczak?). Podsumowując, wypad jak na Floriańską w Kraku. Plus oscypki i uroki jazdy Fiatem Palio Weekend. Te dwa ostatnie powodują, że dzień jednak nie zaliczam do straconych. Obym tylko miał jeszcze w tym miesiącu okazję pojeździć na snowboardzie... nie przeżyję 3 lat przerwy :/ Oby znów było biało...
26 marca 2006
Tom Christiansen:
Generacja liczb losowych jest zbyt ważna, by pozostawić ją przypadkowi.
26 marca 2006
Nie dość, że mam mało czasu na zbijanie bąków, to jeszcze w ciągu sekundy minęła godzina. To nie pierwszy raz!
22 marca 2006
LA Clippers wg statystyk ostatnio wszystko wygrywało, zaś New Orleans na 10 ostatnich meczy wygrało bodajże 1 :) Pod wieczór już waliłem głową o ścianę, czemu tak dziwnie postawiłem. Rano zaskoczenie - obydwa mecze "siadły"! Tym samym zainkasowałem 27zł (z czego 8zł płaciłem za kupony), a dziś posłałem 7 kuponików, każdy po 2zł na łączną wygraną około 800zł. Nie mogąc się doczekać, zaliczyłem glebę. Teraz wstałem. Sytuacja: Artmedia wygrała z Puchovem, zaś CSKA Moskwa prowadzi w połowie spotkania 1:0 z Kazanem. Narazie co ma wchodzić, to wchodzi :) Najwięcej zależy jednak od meczu Deportivo La Coruna z Malagą - obstawiłem na wygraną Deportivo na większości kuponów. Trzymam kciuki :)
21 marca 2006
Kiedyś szwagier próbował przekonać mnie do grania w zakładach bookmacherskich. Nie dałem się. Wczoraj jednak kolega zgarnął 100zł i dziś posłałem dwa kupony. Jeden niestety padł. Na drugim zakreśliłem wygraną Barcelony z Getafe (kurs na wygraną Getafe: 8.00 :)). Po pierwszych 20 minutach Getafe prowadziło 1:0 na co mi szczęka opadła :) Barca na szczęście wyszła z opresji i obecnie mamy 3-1 :) Dalej - postawiłem na wygraną Lyonu z Bastią. Znowu siadło - 1:0 :) Ostatni mecz jaki obstawiłem, to awans Liverpoolu w FA Cup w meczu z Birmingham. Wynik: 7:0 dla Liverpoolu! :) Czyżbym miał talencik?:) Jutro jeszcze muszą wejść dwa mecze NBA podyktowane przez kolegę: San Antonio musi pokonać Golden State i New Orleans musi zwyciężyć z LA Clippers. Kupon ten puściłem za 6zł, wygrana wyniosłaby 27. Niewiele, ale jak na pierwszy raz to całkiem w porządku :) Tymczasem na jutro przygotowałem już 5 kuponików, po 2zł każdy... wygrana z każdego to około 100zł, a wyniki są jak najbardziej realne... jest szansa na nowy nałóg :)
18 marca 2006
Czasami z nudów gram sobie na
Kurniku. Głównie w kierki i kalambury, okazyjnie w 3-5-8, tysiąca oraz kierki amerykańskie. Trudno niekiedy znaleźć cztery osoby aktywne i chcące grać, więc zazwyczaj wchodzę na 2-3 stoły i klikam start. Kiedy gra przy jednym ze stołów zaczyna się - zamykam pozostałe. Dziś miałem bardzo mocne przeczucie, że nie zdążę, i to tuż przed samym faktem. Ryzykowałem jednak mając nadzieję, że aplikacja nie pozwoli na granie przy dwóch stołach naraz. Oczywiście się przeliczyłem. Jedna gra standardowa, rankingowa, zaś druga - z odgrywkami oraz loteryjką. W obydwu limit czasowy ustawiony na 10 minut. Klikałem jak szalony, najwięcej zabawy było oczywiście w rozgrywce "siódma i ostatnia" oraz w "rozbójniku", bowiem należy liczyć, ile schodzi lew. Nie patrzyłem w zasadzie co schodzi i jak wygląda punktacja, bo już po pierwszych kilku rundkach miałem -300 na obu stołach. Wreszcie skończyłem grę na jednym ze stołów.
Efekt mnie mocno zaskoczył - wygrałem! :) W drugiej grze też nienajgorzej mi szło... naturalnie gwoździem do trumny okazała się loteryjka, w której w większości gier spadam z pierwszego miejsca na ostatnie. Podobnie było i tym razem. Niemniej takie podwyższenie poprzeczki jest bardzo ciekawe - do kart mam talent i mało którzy gracze stanowią dla mnie wyzwanie. Dziś zmierzyłem się z samym sobą - w sumie zremisowałem :)
15 marca 2006
My house. Mało kto jeszcze słucha takich przebojów. Dziś od rana jestem sam w domu. Po prawku więc, czas na relaks... zaryzykowałem i sprawdziłem po raz pierwszy w życiu, ile fabryka w wieżę dała. Okazało się, że dała nieźle - wszystko się trzęsło, prawie nie słyszałem własnego krzyku, uszy mi parowały, a fale dźwiękowe były wyczuwalne w całym pokoju :) Ta playlista i głośniki aż się proszą o imprezę... oby się doczekały :)
15 marca 2006
Dziś miałem siódmą lekcję praktyczną z prawa jazdy... spotkanie o 18:00, a dokładniej kwadrans później z powodu spóźnienia instruktora. Dwa kółeczka po Wieliczce i... "jedziemy na Kraków"! :) Poradziłem sobie całkiem nieźle - praktycznie żadnej wpadki. Sam instruktor również stwierdził, że bardzo mało kto na 7 lekcji jedzie na Kraków. Jestem z siebie dumny :) Miałem bowiem pewne obawy, czy będę dobrym kierowcą, czy nie będę się bał jeździć... a przecież tyle świata chce zwiedzić. Na szczęście pomału okazuje się, że mam do tego chyba smykałkę :)
15 marca 2006
Jutro poprawa sprawdzianu z rachunku różniczkowego... odkąd wróciłem do domu, 3 osoby zadały mi pytanie "co to jest rachunek różniczkowy?" :) Nie ma jak klasa matematyczna na 1.5 miesiąca przed maturą :)
15 marca 2006
Mam pewien mądry pomysł... do jego realizacji potrzebuję systemu w PHP zarządzającego tagami - zrobienie go zajęłoby mi za dużo czasu, który powinienem przeznaczyć na sam projekt... Poszukiwania czas zacząć. Projekt - naturalnie - opensource :)
12 marca 2006
Byłem dziś u znajomych, z którymi zaliczyłem Turcję i Grecję. Piękne wspomnienia, mowy o polityce, pracy, szkole... słowem kupa śmiechu... i, co istotne, wyrażenie chęci zaliczenia jakiegoś odległego kraju w tym roku :) Okazało się, że ostatnio ciśnienie lekko podskoczyło panowi tamtejszemu domu. Wydał więc 180zł (!) na urządzenie robiące automatyczny pomiar, sprawdzające rytm serca itp.. Moje ciśnienie wyniosło 161/72 - takie, przy jakim lekarz zalecił właścicielowi leczenie :) Czułem jednak buchające serce w tamtych chwilach, bowiem emocje wzbudzane podczas rozmowy z tymi ludźmi są zaiste spore :) Doradzono mi czuwanie nad swoim ciśnieniem...
Refleksję mojego taty z dzisiejszego wieczoru uważam za wartą zapisania. Doszedł on bowiem do wniosku, że rozwój mediów spowodował drastyczne zmniejszenie świadomości powagi wydarzeń lokalnych. Niegdyś ważne było, kto umarł we wsi. Pamiętało się, kto zginął w walce między wsiami. Ludzie spędzali długie lata rozmyślając, "co Chrystus chciał przekazać, unosząc rękę pod takim kątem", rozmyślali nad przesłaniami Mickiewicza. Obecnie każdego dnia media informują nas o istotnych, wielkich wydarzeniach. Nie mamy jednak nawet w pełni czasu przemyśleć ich, bowiem już podsuwane nam są kolejne informacje. Tym samym na ważności tracą wydarzenia lokalne - nie istotne jest już, że ktoś w mieście umarł. Przecież gdzieś indziej są dużo większe liczby, robiące wrażenie. Poza tym, oto nadchodzi następna informacja, jeszcze świeższa i istotniejsza, niż poprzednia. Mało kto już mówi o zawaleniu się dachu na tagrach w Katowicach (śmierć bodajże 66 osób), bo tą informację zastąpiła świeższa - o większej liczbie ofiar zawalenia się dachu w Moskwie. Możnaby dojść do wniosku, że wydarzenia są tak szybko nam podsuwane, że nawet przyjście Jezusa by nie wywołało większego poruszenia. "No tak, zbawił. Następna informacja, dalej!". Siedzimy więc w fotelach i powiadamy: "Patrzcie (wskazując na TV), TU jest prawdziwa powódź! Co mi tam, że mam wodę pod progiem, to żadna powódź!".
Powrót... Komunikator otworzyłem o godzinie 23:10... z dziesięciu pozostawionych wiadomości otworzyłem najpierw tę, która okazała się łańcuszkiem... co ciekawe, znajdował się w nim przypis: "Przeslij te wiadomosc do swoich przyjaciól i cos dobrego przydarzy ci sie jeszcze dzis wieczorem, do godziny 23:11". Hm. What are the odds?
11 marca 2006
"Oczekujcie nieoczekiwanego."
11 marca 2006
Właśnie dostałem spam na komórkę - powiadomienia o wszystkich testowych mailach jakie do siebie wysłałem na skrzynkę orange.pl. W sumie nieźle, bowiem usługę powiadamiania uruchomiłem 29 grudnia 2005, zaś BOK Orange oczywiście na nieprzychodzenie powiadomień rzucał mi radami w stylu "proszę zaznaczyć kwadracik na stronie" lub "proszę poczekać dzień na przyjście wiadomości". I to każdego dnia, bo zostawiłem im swój nr telefonu, i najwyraźniej ci bardziej ambitni litowali się i dawali swoje trafne porady. Cóż... jestem mile zaskoczony, że tylko 3 miesiące borykali się z problemami... ciekawe kiedy ja i znajomi przestaniemy dostawać smsy o treści "brak treści wiadomości". Jak to powiedział ktoś w moim towarzystwie ostatnio: "jest szansa, że jak już będą mieć taki monopol i tyle forsy, że im uszami będzie wychodzić, to stwierdzą - a zróbmy z nudów coś jak należy". Pierwotnie odnosiło się to do polityków, ale tu też pasuje...
11 marca 2006
Oglądam sobie właśnie program o fokach. Myślę, jak im fajnie, że są takie zwinne, mogą tak szybko i głęboko pływać, mają tyle miejsca... postawiłem się jednak na chwilę na miejscu takiej foki: co ona mogłaby powiedzieć o człowieku? "Jak mu fajnie, jest taki zwinny, może tak szybko biegać, ma tyle miejsca"... A przecież większość Ziemi pokrywa woda. Organizmy, żyjące wewnątrz Ziemi mają jeszcze więcej miejsca, niż te foki. Ach, jak tym kretom fajnie - tyle miejsca, mogą tworzyć takie fajne korytarze. Nie wspominając już o ptakach - one przecież mają najwięcej miejsca do latania, do życia. Myślę więc i dochodzę do wniosku, że to wszystkie organizmy z pozostałych "miejsc żywotów" (woda, ziemia, niebo) powinny i mają czego zazdrościć nam - bo przecież mamy możliwość zwiedzania najmniejszego z tych światów, a zarazem najbardziej zróżnicowanego, dającego najwięcej możliwości. Dzięki temu, że żyjemy na powierchni ziemi, udało nam się zdobyć niebo i głębiny ziemi. Pływać nauczyła nas natura. W sumie zazdrościć im wszystkim możemy tylko miejsca do życia... które i tak zdobyliśmy, choć nie dla nas zostało stworzone.
10 marca 2006
Kolega mi dziś zaproponował, żebym z nim pojechał do Luton w Anglii na studia. Gwarantowane wejście na uczelnie i praca... Jednak to na 4 lata... Trochę mnie może ciągnie, ale jako realista muszę przyznać, że do Polski bym pewnie nie wrócił na stałe - nie ma siły, bym przez 4 lata nikogo nie poznał, nie zadomowił się... a narazie jestem chyba za młody by decydować, gdzie spędzę resztę życia...
10 marca 2006
Nie przesadzę, jeśli powiem, że od początku roku 50 razy byłem na sali w LO celem pogrania w nogę. Dziś pobiliśmy rekord - 12 osób obecnych :) Wszystko mnie boli, ledwo chodzę, ale przyjemność jest wielka. Dwie i pół godzinki z życiorysu, zakończone wejściem tłumu siatkarek szukających "
faceta z fotka.pl" :)
Co do reszty dnia... wczoraj do późnych godzin nocnych siedziałem z paroma osobami i myśleliśmy, co zrobić z dzisiejszym sprawdzianem z trygonometrii, na który nic nie umiemy (w moim przypadku najsłabszy dział matmy). Doszliśmy do wniosku, że pójdziemy i spróbujemy go przełożyć... chcieliśmy jak nigdy, wyszło jak zawsze :) Na kilka dziś pytanych osób, nikt nie był w szkole :) Co do mnie - zaspałem na 9:50...
Po południu sms od instruktora jazdy - jeździmy o 15:00. Trudno, zgodziłem się i przełożyłem football na 16:00 (a wraz ze mną 11 innych osób). Godzina 14:30 - sms: "zmiana planów. jeździmy o 16". To jest jedna z rzeczy, które mnie najbardziej denerwują. To, że niektórzy nie liczą się w ogóle z planami innych, nie widzą problemu w swojej nieobecności na umówionym spotkaniu. Z tego też powodu wynikały spore komplikacje na zeszłorocznych wakacjach w Grecji. Wtedy myślałem, że ktoś przesadza, że czas nie jest taki istotny. Teraz stał się również dla mnie priorytetem, zaś wystawka - najgorszym złem. Jazdy oczywiście odmówiłem...
09 marca 2006
Jakiś czas temu zapisałem się do konkursu
31337 o indeks na jakąś tam uczelnie. W sumie zrobiłem to z kilku powodów... dla frajdy, sprawdzenia siebie... i w sumie wierzyłem, że mi się uda. Zaczęło się nieźle - pierwsze zadanie konkursowe brzmiało "2+2=?", zaś odpowiedzi to 5, 12, 11, 101, 3, 1111. Zaznaczyłem więc 1111 - odpowiedź z systemu jedynkowego. Okazało się, że autorzy mięli na myśli system trójkowy (odpowiedź: 11). A potem było już tylko gorzej: nieprofesjonalny skrypt do zliczania odpowiedzi, mnóstwo wątpliwości w kolejnych zadaniach, niewyjaśnione decyzje o przedłużeniu czasu premiowanych odpowiedzi, anulowanie dwóch pierwszych zadań... Obecnie zakończył się pierwszy etap tego konkursu, trudno więc mi określić, czy mój
wniosek został w ogóle rozpatrzony. W każdym razie maili od jakiegoś czasu nie dostaje (a było ich sporo, bo conajmniej dwa dziennie o bzdurnych treściach).
Taki konkurs zmusił mnie do małej refleksji. Osobiście bowiem nie poszedłbym na uczelnie tak nieprofesjonalnie organizującą konkurs nawet, gdybym posiadał indeks w ręce. Cóż - okazje na darmowy wjazd na uczelnie już minęły. Będę musiał chyba przysiąść trochę nad lekcjami... jeszcze dwa miesiące...
09 marca 2006
196 wpisów zostało przypisanych do odpowiednich kategorii... miło było przypomnieć sobie te wszystkie wydarzenia. Kilka postanowień zaniedbałem... ale żadne nie wydaje się już tak istotne - widać hierarchia wartości mi się zmieniła :) Nie żałuję czasu włożonego w ten blog... i postanawiam poświęcić mu trochę więcej czasu :)
09 marca 2006
01:53:18 |
5 komentarzyKategorie:
Wszystkie
Od czasu do czasu pewnie się będę migrował na joggera v2... na dziś - szablon. Póki co stwierdzam, że nowy jogger prezentuje się fantastycznie pod każdym względem. Szkoda tylko, że nie mogę dopisać kilku linijek kodu PHP :)
Przeczytaj najpopularniejsze artykuły!