To mial byc dzien, na ktory dlugo czekalem. Dzien, w ktorym wreszcie wyszaleje sie. Mialem jechac do Zakopanego na
skutery. Pech mi jednak od wczoraj dopisuje (nauka jazdy wyskoczyla akurat miedzy najciekawszymi wykladami na
Studenckim Festiwalu Informatycznym). Wczoraj wymiekla jedna z siostr, natomiast dzis rano tate wezwali z rana do Kazimierzy 100km od Wieliczki, bo "serwer musi dzis stanac". Oczywiscie serwera nawet na dzis nie dowiezli - zrobia to w poniedzialek. Natomiast mi przepadl caly dzien. W ramach akcji "nie strace tego dnia, podejme heroiczna walke by zrobic cos z czego bede mogl byc zadowolony", porobilem w kij durnych zadan informatycznych pokroju "narysuj schemat blokowy funkcji silnia" i im podobnych... Niby ze na ocene, ale jednak mam nieodparte wrazenie straconego dnia... Dodatkowo teraz dostalem smsa, ze jutrzejsza nauka jazdy ma sie odbyc o 17 - czyli godzinie, o ktorej mowilem ze nie moge byc, bo sie umowilem na mecz Wisly.