18 stycznia 2006
Co istotne, maturka zaliczona. Przynajmniej próbna. Mimo, że z polskiego odwaliłem, szczerze, najgorszą pracę w życiu, i tak otrzymałem 34%, czyli wystarczająco. Gorzej nie sądze by mogło być :) Matma... 46% podstawa i 14% rozszerzona :) Porażka? Może... ale ufam w swoje umiejętności i na pewno w ciągu tych 4 miesięcy nie będę zbijał bąków. Na pocieszenie angielski: podstawa 98%, rozszerzony arkusz 89%. Rzekłbym, że powinno być lepiej. Ale w końcu oceny podjęła się moja niekompetentna nauczycielka angielskiego, więc i tak powinienem się cieszyć, że tylko tyle mi nie uznała (bo poprawnie napisałem, a jak!). Rozszerzony arkusz podliczyła bez rozprawki (hah! rozprawka na 250 słów? może w polskim dadzą ograniczenie? bo w polskim 250 słów to MINIMUM, a w angielskim - MAXIMUM. na tyle to ja wstęp mogę napisać), bo jej się oceniać nie chciało. Palnęła tylko uwagę na temat mojego wypracowanka - że nie jest zgodne z tematem i będzie mi musiała chyba 1 dać :D Debilizm tej kobiety nie zna granic, zaś jej niewiedza jest niepojęta. Już nawet nie wspomnę ile kwestii poruszyłem w pracy. Zresztą, z ręką na sercu, nie pamiętam by mi kiedykolwiek nie powiedziała, że moja odpowiedź bądź zadanie jest niezgodne z tematem."Nauczyciel"...
- Strona główna

- ← Co za dziadostwo... (poprzedni wpis)
- → Psi na pendrivie (następny wpis)









