Na 4 dni przed zakończeniem roku w końcu dopiąłem swego - jest lokal na sylwestra, tak jak wszystkim obiecałem. Oto, jak wygląda sytuacja. Połowa z zaproszonych, którzy dzień w dzień pisali, że szukają alternatywy (to oczywiste, biorąc pod uwagę jaja z lokalami), ale jeśli wypali - dają do nas, nie chce już zmieniać planów (z upartości raczej). Druga połowa, która średnio raz na minutę słała mi smsa o treści "i jak z sylwkiem?", teraz odpisuje, że się zastanowi. Jestem wkurwiony na nich wszystkich. Na tych, na których wydałem fortune odpisując na smsy i dokonując dosłownie cudów żeby to wypaliło najbardziej. Może to ja mam problem. Może zadaje się z niesłownymi osobami. Wydaje mi się, że rzecz idzie o reakcje lawinową. Tylko dlaczego żaden z potencjalnych kamyczków nie chce się oderwać?
  • Dodaj lub śledź Atom dla komentarzy komentarze
  • Kategorie wpisu: Codzienność, Okazje, Wszystkie
  • Trackback do wpisu (?)
  • Dodaj do Ma.Gnolia Dodaj do del.icio.us Dodaj do Digg.com Dodaj do StumbleUpon Dodaj do Google Reader lub Google IG