27 grudnia 2005
Na 4 dni przed zakończeniem roku w końcu dopiąłem swego - jest lokal na sylwestra, tak jak wszystkim obiecałem. Oto, jak wygląda sytuacja. Połowa z zaproszonych, którzy dzień w dzień pisali, że szukają alternatywy (to oczywiste, biorąc pod uwagę jaja z lokalami), ale jeśli wypali - dają do nas, nie chce już zmieniać planów (z upartości raczej). Druga połowa, która średnio raz na minutę słała mi smsa o treści "i jak z sylwkiem?", teraz odpisuje, że się zastanowi. Jestem wkurwiony na nich wszystkich. Na tych, na których wydałem fortune odpisując na smsy i dokonując dosłownie cudów żeby to wypaliło najbardziej. Może to ja mam problem. Może zadaje się z niesłownymi osobami. Wydaje mi się, że rzecz idzie o reakcje lawinową. Tylko dlaczego żaden z potencjalnych kamyczków nie chce się oderwać?
- Strona główna

- ← Jest wspaniale :) (poprzedni wpis)
- → Nic z tego nie będzie... (następny wpis)










27 grudnia 2005 o 14:50:53 | Link do tego komentarza
normalny los każdego organizatora ;)