Miałem być na 9:30. Wstałem o 10:20, co za dobrze nie wróżyło. Kolejne 15 minut szukałem paszportu, którego w końcu i tak nie znalazłem. Na szczęście, udało mi się zachaczyć o wychodzącą panią i dała mi kwitek - że byłem. Tyle zachodu o nic. Lepsze to, niż niemiecki i sprawdzian z fizyki :)

Chcesz być powiadamiany o nowych artykułach? Zapisz się do kanału RSS lub zasubskrybuj powiadomienia e-mailem!

Przeczytaj inne popularne artykuły!