04 października 2005
Kamień z serca. W momencie największych uniesień często następuje jakaś kontra złych mocy. Tym razem telefon - ktoś umarł. Już myślałem, że to ktoś z rodziny (vide dziadkowie) i czarna wizja patentowanego lenia tudzież złego człowieka się nade mną uniosła, ale na szczęście to nikt, kogo znałem osobiście. Przynajmniej wiem, do czego się jeszcze muszę mocno przyłożyć...
- Strona główna

- ← Dzień 4 :) (poprzedni wpis)
- → Kolejna dawka Weidera (następny wpis)









