No i po Festiwalu :) W tym roku było ciekawie, chociaż nie zdołałem się załapać nawet na 50% tego, co planowałem (głównie z powodu choroby i lenistwa). Ale po kolei:
Wtorek
Przespałem cały dzień :P
Środa
Tym razem zmobilizowałem się i już około 16 byłem na rynku :) Zwiedzanie zacząłem od namiotu pierwszego z brzegu, czyli Filoligii na UJ. Ludzi było mnóstwo, trudno było się dopchać gdziekolwiek. W rogu namiotu siedziała pseudo-muzłumanka (tj. czarne szaty aż po oczy), która rozdawała ulotki na kierunek związany z Turcją najwyraźniej (ja na miejscu prawdziwej muzłumanki bym się mocno obraził o zuchwałe zachowanie tej pani), zaś w głębi odbywało się jakieś niskobudżetowe przedstawienie klasy B, które skutecznie zagłuszało każde słowo objaśniających. Oprócz tego nic ciekawego tam nie było, więc zwinąłem plik ulotek i zmyłem się oszczędzając uszy. Obok był namiot bodajże Wydziału Fizyki, Astronomii itp. AGH (bodajże). Doświadczenia te same od kilku lat, ale wciąż dobrze się sprzedają i oglądają :) Dosyć ciekawe, bardzo mili prezenterzy... Można pogadać. Przeszedłem na przeciwko do Odlewnictwa. Niby nudy, ale jednak zadziwiło mnie, jak leciutki może być stop Magnezu. Oprócz tego jednak wydział powiewa nudą :) Dalej udałem się do Wydziału Astronimii UJ (bodajże), gdzie koleś próbował mnie przekonać (przy okazji lekko wyśmiewając moje teorie), że życie mogło powstać tylko na Marsie, Tytanie i czymśtam jeszcze. Pytam - czemu nie na Venus? Odpowiedź: bo za gorąco. LOL? Nawet jeśli to byłby sensowny argument (a pamiętajmy, że są organizmy żyjące tuż przy wulkanach na Ziemi), to w górnych warstwach atmosfery jest chłodniej i nie ma problemu, żeby tam były jakieś proste formy bakterii itp., o czym ostatnio informował
Astronet. Dalej - dowiedziałem się, że Tytan jest pokryty lodem (z czystej wody - czy to prawda, wątpię). Koleś pokazuje artystyczną wizję, jak robocik przewierca się do oceanu pod powierzchnią. Pytam więc - czemu tak się jeszcze nie stało? Odpowiedź (kpiąca) kolesia obok mnie zabrzmiała "bo to za daleko", co wyraźnie przypadło do gustu humorystycznego pana opowiadającego, ale trochę ich przygasiło jak spytałem, gdzie są Voyagery. Koleś kontynuował więc swoją prezentację. Mówił, że nie dałoby się wylądować. A czemu nie? Huygens (czy jak to sie pisało) jakoś wylądował dalej i w trudniejszych warunkach. Moje pytanie jak to już w zwyczaju zaczął mieć "wykładowca" - bez odpowiedzi. Rzekł natomiast, że nie byłoby jak przewiercić powierzchni. Sorry, ale to dla mnie bzdura. Jest mnóstwo sposobów, poczynając od lasera (pamiętajmy, że są już prototypy sond napędzanych laserami sterowanymi z Ziemi, tj. laser natrafia na tarcze sondy i ją "popycha" w dużym uproszczeniu), a kończąc na różnego typu drganiach, działach magnetycznych, wiertłach diamentowych.. Kolejna rzecz - według pana, który oświecał przybyłych, życie może opierać się tylko na węglu. Po moich wrednych :) pytaniach zgodził się, że ewentualnie na Krzemie także by mogło życie powstać. Ale czemu akurat ten pan się ograniczył do tych dwóch pierwiastków to nie wiem. Wyszedłem czym prędzej, bo już tych głupot nie mogłem słuchać a tu reszta namiotów zamknięta :/ Szkoda, że straciłem tyle czasu na przekomarzanie się z takim pajacem, ale jakoś mnie raziło to, co on wpaja zgromadzonym. Mam tylko nadzieję, że to nie był wykładowca, bo bym olał z góry na dół taki kierunek. Na szczęście, to jedyny taki ekwiwalent tej imprezy :)
Czwartek
W Kraku byłem tym razem koło 15. Od razu ruszyłem na namioty. Z rzeczy wartych odnotowania: w British Council klocki lego napędzane energią słoneczną... całkiem ciekawe, szkoda, że nikogo nie było, z kim by można pogadać o certyfikatach, na co bardzo liczyłem. Zgarnąłem tylko sporo marnej jakości ulotek. Na Wydziale Matematyki i Informatyki Stosowanej UJ i AGH totalna żenada. Z infy nic, w jednym namiocie była pseudo-kafejka w której zasiadali, a jakże, sami organizatorzy.. jedynie plakaty z niezrozumiałymi zagadkami. Porażka, a tak by można wiele zrobić na te tematy :/ Mniejsza, bo wynagrodził mi to Wydział Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej AGH. Doświadczenia interesujące, niektóre podobne jak w UJ, tyle, że już się nie pieprzyli, żeby do ciekłego azotu używać rękawic czy czegoś :) To, że się troche rozlało na podłogę kilka razy, to nic :P Jednak najciekawiej było zdecydowanie na wydziale Automatyki, Robotyki i Informatyki AGH. Ludzie świetnie zorientowani w przeciwieństwie do łosi, którzy nie wiedzieli np. jakie temperatury skraplania ma tlen/azot, mięli na ekranie ruchy cząsteczek, ale nie wiedzieli, co mają pod mikroskopem ani jakie powiększenie. Takie fajne akcje robił UJ z tego, co kojarze. Brawo :P Wracając do AGH, można tam było zobaczyć dryfujące kule, które były utrzymywane za pomocą pola magnetycznego sterowanego komputerowo, były także projekcje robocików grających w piłkę nożną. Pan bardzo fajnie objaśnił, że są rozgrywane mistrzostwa, a na AGH mają nawet boisko do tego, zaś kodowanie odbywa się w C++ lub Javie. Dodatkowo, był jeden taki "piłkarzyk", którym się sterowało joystickiem. Pan też poinformował o cenach (1 piłkarzyk - 1000euro), wyjaśnił działanie, pokazał silniczki... extra sprawa :) Obok niego dokoła ustawiona była jakby ciuchcia.. a dokładniej tory z magnesów, a po nich poruszał się lewitując samochodzik dymiący ciekłym azotem (użyty jako nadprzewodnik). Wygląd fenomenalny. Rzeczy lewitujące w różnych kierunkach, dymiące i zmieniające kierunki ruchu.. oczywiście opis tego bardzo fajny był, ale nie będę go przytaczał, bo niewiele konkretów pamiętam o tej godzinie :) Obok odbywał się flirt kolesia z ekspedientką... a na ekranie za nimi można było zobaczyć, jak następuje odczytywanie kodów kreskowych itp.. szkoda, że komentarza zabrakło. Jeszcze obok coś ludki mierzyły.. ale tłum był taki, że nie dowiedziałem się, co :/
Oprócz tego warto nadmienić robocika z wydziału, którego już nie kojarze. Robocik ten sam odczytywał drogę, jaką ma przebyć (szukał czarnej linii), jeśli natrafiał na przeszkodę - omijał ją! Widok świetny, takie klocki mnie rajcują :) Był też model satelity, który krąży dokoła Ziemi i kręcąc się dobiera odpowiednie nachylenie do Słońca, by jak najwięcej energii otrzymać. Było działko magnetyczne i mnóstwo rzeczy, których już nie kojarzę.
Podsumowując: rewelacja, chociaż niektóre wydziały wyraźnie olały sprawę (np. fizyka jądrowa to były same plakaty po angielsku nic ciekawego nie przedstawiające). Sporej części nie zwiedziłem, ale się nie martwię - będzie co oglądać za rok. Następnie ruszyłem na wykład o Ciemnej materii. Wparowałem do sali 055 na Rejmonta 4 kilka minut po czasie. Postałem. Ludzi nawet sporo, ze 100 na moje oko, może lekko mniej. Sala w stylu kina. Większość widzów to studenci, szybciutko notujący wypociny profesora lub kimający na zeszytach. Profesorek mówił dosyć poważnie, tj. nie bawił się w wyjaśnianie, co to są deutriny, neutriny itp.. Texty typu "z teori dziwne_nazwisko wynika, że neutriny dziwne_słowo dziwne_słowo dziwne_słowo" i mniej więcej bym to tak rozumiał, gdybym wcześniej mocno nie zgłębił tje wiedzy. Rozumiałem powiedzmy 80% tego, co mówił. Czas jednak naglił i musiałem się zdecydować, czy ruszyć do sklepu
Apollo, czy zostać na wykładzie. Z racji tego, że choć wykład nie był nieciekawy, ale mimo wszystko oczekiwałem czegoś bardziej ogólnego, teoretycznego z ładnymi grafikami, zdecydowałem się opuścić salę. Do Apollo dotarłem po długim marszu przez miasteczko studenckie, przy okazji zaliczając kilka budynków AGH i przyglądając się zapewne przyszłej uczelni. W samym sklepie potraktowano mnie bardzo poważnie, doradzano jak należy. Pełen profesjonalizm, cena sprzętu też do zniesienia, choć zamówienia nie złożyłem jeszcze. Warto jednak napomknąć, że w Środę byłem w sklepie BitComputer, w którym kolesie za ladą wymieniali kolejno po jednym zdaniu z każdym czekającym, po czym przechodzili do następnego, więc dogadać się nie szło.
Suma sumarum: festiwal udany, mimo, że nie udało mi się zaliczyć wszystkiego, co chciałem. Za rok pewnie znowu będzie okazja :) Brawa dla organizatorów.